piątek, 11 lipca 2014

Pracowicie...

   Witajcie kochani. Wiem, długo mnie tu nie było, wybaczcie. Po prostu nie miałam czasu albo jak był czas, to zmęczenie było tak ogromne, że nie mogłam się skupić na pisaniu. Postaram się to naprawić i nadrobić zaległości. Teraz będę mieć trochę wolnego od pracy, więc może się uda.
   Grzegorz wraz z Bratem zajęli się elektryką w naszym domku. Idzie im sprawnie i raczej bez większych problemów, ale pracują nad tym z doskoku, popołudniami i w soboty. Dodatkowo Grześ wymyślił sobie, że pociągnie kabel sieciowy i będzie miał gniazdo sieciowe w każdym pokoju... 
   Niedawno też była pani z projektu unijnego odnośnie światłowodu...mielibyśmy świetne łącze internetowe po kablu, jednak nie wiadomo kiedy projekt będzie można tak do końca zrealizować - na razie jeżdżą po okolicy i zbierają podpisy na zgodę na przyłącz. W naszym przypadku światłowód musiałby pójść ziemią, tak jak idzie Tauron, więc mam nadzieję, że uda się to zrobić jak najszybciej, żeby już nie martwić się koparkami.
   Wciąż czekamy na przyłącz gazu, panowie się nie spieszą... staramy się ich pogonić, jednak teraz wykop jest w rękach podwykonawcy, który to z kolei mówi, że spółka gazowa nie dostarczyła mu do tej pory mapki...paranoja. Tak więc my czekamy i podwykonawca czeka.
   Pan Marian W. z kolei, który robi nam ogrzewanie i hydraulikę tak mnie ostatnio wyprowadził z równowagi, że szkoda mówić... Robota nie skończona, a on już chce 99 % kwoty, w dodatku nagle okazuje się, że tego i tamtego nie było w wycenie, a doskonale pamiętam, że umawialiśmy się na całe 6000 zł za całość robót związanych z ogrzewaniem, hydrauliką, kanalizacją, gazem itd... Tutaj doliczył sobie za przyłączenie tych nieszczęsnych śmierdzieli, tam doliczył sobie za przyłączenie gazu inaczej niż było mówione, tutaj mówi, że on styropianu nie będzie kładł pod podłogówkę, bo to robi firma, która robi wylewki (!!!!!!).... No po prostu nic, tylko strzelić go tam gdzie boli... Miał skończyć wszystko do końca czerwca. Jest lipiec. Pluję sobie w brodę, że nie podpisaliśmy z nim umowy. Byłoby czarno na białym. A tak - facet z polecenia, niby zaufany, miało być tak dobrze, a jest jak bardzo często - czyste rozczarowanie. Tęsknię za ekipą Pana Mariusza, oni nie robili takich jaj i wszystko było terminowo i jak należy.
     Tak więc wygląda na to, że sami będziemy kładli styropian przed wylewką, bo pan hrabia zażyczył sobie 40 zł/m2 plus materiał... Ale to nic, damy radę, kto jak nie my. Już wełnę kładłam, więc styropian nie będzie mi straszny. Musimy się tylko zorientować jaki styropian idzie pod podłogówkę, a jaki pod po prostu wylewkę.
     Znalazłam filmik na youtube, nie wygląda to na trudne. Najgorsze będzie samo wycięcie odpowiednich otworów. Ciekawe, czy są specjalne narzędzia do wycinania w styropianie, czy też ostry nóż kuchenny wystarczy...


Dobrze, a teraz parę zdjęć obrazujących jak to wszystko teraz wygląda z tymi naszymi rurami....



   Idźmy dalej.... Dorobiłam trzy kolejne ławeczki, przydają się na razie do siedzenia w salonie gdy pada, a chcemy odpocząć po pracy. 
   Tyle desek potrzebowałam do zrobienia trzech ławek:

A tu już wycięte, wyszlifowane i pomalowane elementy na jedną ławkę (oparcie, krótsze i dłuższe nóżki oraz siedzisko) 

A tu nasz kącik w salonie:) 

    Kolega przysłał mi linka do instrukcji, dzięki której można samemu wykonać huśtawkę ze stempli... Może uda się zrobić również coś takiego:
http://www.kreatywnezycie.pl/jak-zrobic-hustawke-ogrodowa-z-bali-tutorial/
Łukasz, dziękuję jeszcze raz! Jak tylko uda mi się zachęcić Męża (tudzież innego osobnika płci męskiej albo silną kobitkę) do niewielkiej pomocy, to na pewno taką wykonam :)
   Mój ogród kwitnie, rośnie, owocuje, cieszy moje oczy i serce. Nie ma nic przyjemniejszego jak zjadanie własnych warzywek i owocków, które samemu się sadziło, pielęgnowało i troszczyło o nie... Niektóre od samego nasionka.

Nawet małe krzaczuszki borówek mają już owoce, a myślałam, że nie będą jeszcze owocować w tym roku.
    Przez kilka dobrych dni pracowaliśmy z Leonem nad palisadą, którą wymyśliłam. Ambitny plan, mozolny i długotrwały wysiłek, aby to wykonać. Wykonany jest w 75 %. Pracy przy tym jest mnóstwo, od rana do wieczora...ale satysfakcja ogromna. Wymyśliłam, że odkorujemy stemple, potniemy je, zaimpregnujemy, a następnie połączymy na listewce i wkopiemy w ziemię, mniej więcej 1,5m od ogrodzenia. Dodatkowo wsypaliśmy mnóóóóstwo czarnej ziemi wzdłuż granicy z sąsiadami, gdzie rosną moje roślinki. Jakieś 8 kubików. Wszystko zwożone taczkami i wiaderkami, więc możecie sobie wyobrazić jak padałam wraz z Leonem, który naprawdę dużo, dużo mi pomógł przez tych kilka dni. Dziękuję kochany! :*
   Ponieważ impregnat na taką ilość stempli byłby bardzo drogi, podjechałam do okolicznego serwisu samochodowego i poprosiłam o stary, zużyty olej silnikowy. Był on czarny jak smoła - pewnie z diesla, więc tym jedynie posmarowałam część, która idzie w ziemię. Znajomy z Niepołomic - Michał dał mi natomiast olej z silnika benzynowego - ten wygląda pięknie na stemplach, nie zakrywa do końca faktury drewna. Będę musiała jednak poczekać na słoneczną pogodę, aby dokonać impregnacji wystających palików...


I tak, mamy dmuchany basen:) Który jest ogromną ulgą w gorące dni.
A tak wygląda metamorfoza mojej rabatki:

Do wykonania palisadki w tym przypadku użyłam nie połówek, ale całych, okrągłych stempli, żeby lepiej się prezentowały z każdej strony.

A tu inne zdjęcia z ogrodu:


tutaj cztery różne pniaczki wkomponowane w ogród. Na kazdym można coś postawić - doniczkę, karmnik, czy jakąś ozdobę ogrodową.


A to roślina, w której się zakochałam...Dwa dni temu przeglądałam różne informacje w internecie i natknęłam się właśnie na ten okaz...Zastanawiałam się gdzie można nabić tą rosyjską lawendę, zwaną inaczej perowskia. Zbieg okoliczności sprawił, że dzień później dostrzegłam ja na placu i od razu zakupiłam. Jest przepiękna. Na zimę jej łodygi zmieniają kolor na siwy. Pachnie jak lawenda, którą ubóstwiam, a jest od niej o wiele większa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz