Mała zmiana:)

Strony bloga zostały przeniesione do paska bocznego, ponieważ po dodaniu zakładki "DIY" nie wszystkie były widoczne, a blogspot nie przewidział może opcji zawijania tekstu w dół:) Tak więc zaprawszam na pasek boczny, by zobaczyć inne moje zakładki.

czwartek, 18 września 2014

Wylewka domku narzędziowego

   Witajcie kochani. Owocny dzień. Ogródek - okiełznany, udało mi się pozbyć chwastów oraz poprzesadzać różne roślinki i części z nich się pozbyć.
    Gdy mój Luby przybył - razem dokończyliśmy wylewkę domku. Zdjęć Wam niestety nie pokażę, ponieważ było już ciemno, kiedy opróżnialiśmy po raz ostatni betoniarkę. A jutro wyjazd na trzy dni do Szczawy. Nie mogę się doczekać.
     I na poprawę humoru - nasz Wojtuś:) Miłego wieczoru i obyśmy skopali Ruskim tyłki w siatkę:)


Wełna na suficie, mglisty poranek oraz wyrównanie tarasu

    Mam jeden dzień wolnego przed jutrzejszym wyjazdem na trzydniowy odpoczynek do Szczawy, mój Luby niestety musiał iść do pracy. Wczoraj po południu uruchomiliśmy betoniarkę i zaczęliśmy wylewać beton do fundamentów pod domek narzędziowy. Przegoniły nas komary i zrobiliśmy zaledwie (lub aż) połowę. Dzisiaj znowu działamy, gdy tylko Grześ wróci z pracy. Ja natomiast postanowiłam dzisiaj zająć się ogrodem i pozbyć doszczętnie wszelkich chwastów, które zdążyły się pojawić. Już niedługo, pewnie w październiku będę musiała pozbyć się wszelkich pnących roślinek jednorocznych (dynie indyjskie, wilce, dynie ozdobne). Znowu ogrodzenie będzie gołe i puste... ale taka jest kolej rzeczy.
    Dwa dni temu zaczęliśmy z Lubym układanie wełny na suficie pierwszego piętra, które to odłożyliśmy sobie na później. I teraz nastał czas, aby się tym zająć. Wylewki sobie schną, przez kilka dni kisiłam je na polecenie Pana Adriana, szczelnie zamykając okna, teraz już normalnie wietrzę. Schną również tynki. Wełnę upychamy między krokwie sznurkując ją, ponieważ inaczej by odpadła. Na sufit zakładamy 15 cm wełny Isover Unimata, ponieważ już strych jest dobrze docieplony (dla przypomnienia - 15 Supermata +10 Unimata). Zdecydowaliśmy wbijać gwoździki i do nich zaczepiań sznurek. Jest to znacznie solidniejsze niż użycie tackera.  Na zdjęciu poniżej - pokój zachodnio-północny - zaczęty.

 Poniżej - największa sypialnia. Pokój się obniżył i stał się bardziej przytulny. Obniży się i zmniejszy jeszcze bardziej, kiedy do tego wszystkiego dojdą jeszcze regipsy w październiku.
 A tu poniżej poranna mgła...zdjęcie zrobione przed 7 rano, przed moim wyjściem do pracy.
 I nasz tarasik - udało mi się wykonać zaplanowane na ten tydzień wyrównanie kamyczków. Teraz pójdzie warstwa piasku, mała warstwa kruszywa, a potem znowu podsypka piaskowa i kostka. Na około ziemia, która będzie zagospodarowana nasadzeniami roślinnymi.

poniedziałek, 15 września 2014

Tak na szybko...

  Dobry wieczór wszystkim. Troszkę u mnie ciszej, bo najpierw balowaliśmy na weselu, a teraz powróciłam do mojej pracy, więc będę mieć czas na nasz domek głównie popołudniami i wieczorami, które niestety stają się coraz krótsze... jesień nadciąga dużymi krokami.
  Wylewki aż do dzisiaj się kisiły w zamkniętym domku, jak poinstruował Pan Adrian.  Popołudniu lekko uchyliłam górne okna, aby już powoli pozbywać się tej wilgoci ze środka. Chciałabym dać tynkom trochę podeschnąć zanim wesoła Ekipa Tynkarska powróci do nas, by położyć gładź na parterze (bo na pierwsze piętro poczekają, aż będziemy mieć regipsy, co powinno nastąpić na początku października).
   Pan od drewnianych balustrad przybył do nas w sobotę, jeszcze przed weselem i pomierzył na nowo balkony - 10m bieżących oraz podbitkę - 64m kwadratowe. Jeden balkonik wyjdzie nas 1500zł (czyli oba - 3000zł), a podbitka z montażem - 3000zł. Problem jest z balkonem od największego pokoju - barierki będą nachodziły nieco na okna. Jeśli jesteście na etapie budowania murów - zwróćcie na to uwagę, jeśli również macie balkony. Oczywiście da się to obejść, ale myślę, że odsunięcie okienek na boki byłoby lepszym dla Was rozwiązaniem - dla nas jest już za późno, więc Pan Stolarz (Pan Ryszard z Limanowej) wymyślił jak barierki inaczej przymocować. 
    W połowie października zajmiemy się również elewacją. Jeśli nadejdą mrozy, to puc zrobimy dopiero na wiosnę, teraz samo ocieplenie.
    W tym tygodniu planujemy z Grzesiem krótki wyjazd wypoczynkowy w góry, aby odetchnąć i zregenerować siły oraz zapomnieć o wszelkiej elektronice i wszystkich problemach. Tak więc nie będziemy pod komórkami:) Będę starała się je gdzieś zgubić. Czasem tęsknię trochę do tych dni, kiedy czas mi się dłużył i kiedy nie było tak wielu laptopów, tabletów i komórek wokół mnie, a człowiek zupełnie inaczej spędzał wieczory.
   Mam zamiar jeszcze przed wyjazdem wyrównać do konkretnego poziomu to, co tak sprytnie koparka wrzuciła do tarasu.  Nie jest to łatwe ze względu na kamienie, które się tam znajdują. Po wyrównianiu zamówimy ziemię do obsypania naokoło, potem pasowałoby wypożyczyć skoczka i ubić to, co znajduje się w tarasie. Następnie drobny żwirek oraz piaseczek i można już układać kostkę, pamiętając o spadku, aby woda mogła być sprawnie odprowadzona z tarasu, a nie na nim zalegała.
   Dziś udało mi się troszkę poplewić - mam mnóstwo zaległości i jeszcze wiele pracy w ogródku mnie czeka. Jednak będę to musiała podzielić na raty, ponieważ w między czasie ważne dla nas jest pchanie do przodu realizacji tarasu
   Dokończyłam też impregnację więźby na domek narzędziowy - użyłam do tego celu oleju silnikowego, najtańsza opcja.
     Zasadziłam czosnek, 27, może ładnie urośnie w następnym roku.

piątek, 12 września 2014

JCB w akcji:) Kanalizacja - wykonana. Taras- wypełniony kamieniami z ziemią

   Piękny, słoneczny i ciepły dzień. Wrzesień cudownie się zapowiada. A w dodatku dzisiaj mieliśmy miłą wizytę koparki i to tej olbrzymiej, JCB, która wykopała nam 12 metrów i panowie przyłączyli nas do kanalizacji. Potem w 20 minut kopareczka wypełniła nas tarasik. Trzeba go teraz obsypać ziemią naokoło, aby betonowe płyty nie wygięły się pod naporem ciężkiego kamienia.





   Obiecałam zdjęcia wylewek... Oto nasz salon


I jeden z pokoi...


A to zejście do pralni. Jeden z Panów Wylewkarzy zaproponował zrobienie dodatkowego schodka, aby różnica pomiędzy pierwszym, a kolejnym nie była aż tak znacząca. Bardzo spodobał mi się ten pomysł i to, że Pan o tym pomyślał. Dzięki temu unikniemy niewygody w przyszłości.



czwartek, 11 września 2014

Wylewki gotowe

  Jeden dzień, 12 kubików piasku sianego, niewiele ponad jedna paleta cementu, około 100m2 siatki zbrojeniowej, taśma dylatacyjna oraz trochę włókien i plastyfikatora, cztery osoby i wylewka gotowa... Dzisiaj tylko te dwa zdjęcia, jutro może uda mi się zrobić więcej, ponieważ będziemy już mogli chodzić po posadzce. Za 7 dni można ściągnąć szalunki, przez te 7 dni trzeba dbać, aby wylewka była wilgotna. Jeśli będą ciepłe dni - będziemy polewać.
   Na pierwszym piętrze mamy mniej więcej 5-6 cm wylewki, natomiast na dole 6-7. Różnice między najwyższym i najniższym punktem - jedynie 2 centymetry. Ponownie podziw dla naszej Ekipy Budowlanej... (jesteście najlepsi!).
   Podobno ogrzewanie podłogowe można włączyć dopiero za miesiąc (nie tak jakbyśmy planowali, ale...).



    Koszt wylewki (materiał plus robocizna) to około 6000 zł (przy metrażu 150m2 podłogi), przy czym zauważcie, że sami wykładaliśmy styropian oraz robiliśmy szalunki na balkony.
    Coś zabawnego - Pan Adrian, wykonawca wylewki poprosił mnie ładnie: "zdradziłaby mi pani co to za sekret z tymi numerkami?" Zaśmiałam się słysząc to i wytłumaczyłam, że musiałam układać styropian po raz drugi, aby założyć folię budowlaną.

środa, 10 września 2014

Ogrzewanie podłogowe zamontowane, siatka zbrojeniowa jest, jutro wylewki

   Witajcie kochani. Dziękuję Wam wszystkim za tak miłe słowa otuchy, za wszystkie telefony i maile (szczególnie dziękuję Rafałowi oraz Panowi, który będzie nam robił mebelki:) ). Było mi bardzo miło, dziękuję. Dzisiejszy dzień był o niebo lepszy, wszystko poszło po mojej myśli i dużo udało się zakończyć. Znowu się uśmiecham i odzyskałam swoje skrzydełka. Ale po kolei...
    Wraz z Leonem wzięliśmy się za wrzucanie kamyczka do tarasu... Patrzcie kto nas doglądał - tak, to ten sam Wojtuś, który wcześniej podczas inspekcji styropianu nie podpowiedział mi, że powinnam najpierw położyć folię:) Taki z niego psotnik mały. Ale coraz bardziej czuje się oswojony ze swoim przyszłym domkiem. Już nie boi się mnie odwiedzać, gdy coś robię na budowie. Wracając do kamyczków - wrzuciliśmy tyle, na ile czuliśmy się na siłach, a potem postanowiliśmy zaczekać z tym na koparkę, która ma się pojawić jakoś w tym tygodniu (miejmy nadzieję).
    
 Tak więc taras na razie wygląda tak: zapełniony może w 1/4 lub 1/5.
  W między czasie przyjechał szalony kierowca dostawczaka i szybko zrzucił mi siatkę zbrojeniową na jutrzejszą wylewkę. Widząc mnie z łopatą na górze kamieni chwycił się za głowę pytając "rany boskie, a pani to do jakiej roboty się dorwała?" :) No cóż, niektórzy nie rozumieją moich niecodziennych rozrywek.
  Zamówiłam 120 m2, lecz jeszcze się nie policzyłam z pobliskim składem budowlanym, ponieważ jego właścicielka uznała, że może nie wszystko wejdzie i będę chciała oddać... Miło z jej strony. Oczko ma 15x15, nie udało mi się nigdzie zdobyć 10x10. Ale ponoć takie zazwyczaj się stosuje.  


A potem Pan Marian W. przybył dokończyć ślimakowe dzieło... Podłogówkę mamy w łazienkach, salonie, kuchni i wiatrołapie.


A tu moja różyczka na pniu, zakwitła ponownie - chyba na pocieszenie dla mnie


I...moja męczennica, również zakwitła, chyba tylko po to, żebym dzisiaj miała lepszy dzień. I taki był.


A to wilec, który nie przestanie mnie zaskakiwać intensywnością swoich kolorów.

    
  Z innych rzeczy udało nam się wywiercić 80 centymetrowe otwory pod beton do domku narzędziowego....Zmieniliśmy również koncepcję podłogi - zrobimy ją z kilku stempli oraz przybitych do nich desek, które zostały nam po szalunku.
   Wujek Grzesia zamontował nasz kabel YKY do skrzynki, która jest w granicy działki. Teraz tylko musimy zamontować bezpieczniki i zgłosić gotowość instalacji, żeby Tauron mógł nam do końca wszystko podłączyć.
   Jutro wylewka, mam nadzieję, że obejdzie się bez niespodzianek, ale jestem dobrej myśli.
   Otrzymałam też wycenę moich mebelków do kuchni, szaf do pokoi oraz szafek do łazienek. Wygląda obiecująco, więc może zawiążemy współpracę z Panami poleconymi przez naszą wesołą Ekipę Tynkarską:)
   Miłego wieczoru wszystkim.

wtorek, 9 września 2014

Czasem jest pod górkę.... :(

   Znacie to uczucie, kiedy włożyliście w swoją pracę tyle czasu, tyle wysiłku i starań, a okazuje się nagle, że trzeba będzie zrobić ją od nowa, bo czegoś brakuje albo coś innego powinno być najpierw wykonane? Tak niestety było dzisiaj... Styropian położony - pierwsze piętro i teraz już parter również. Wydawałoby się, że brakuje już jedynie ogrzewania podłogowego i można lać posadzkę... Ale nie. Okazuje się, że nie wiedziałam, iż na parter pod styropian powinno się dać czarną folię... Zapobiega ona wilgoceniu styropianu i jego gniciu. Jaka szkoda, że naprawdę nikt przez te pięć dni układania styropianu nam o tym nie powiedział. Jaka szkoda, że nie miałam czasu zasięgnąć jakiejś szczegółowej literatury... Popatrzyłam na podłogę skrzętnie wyłożoną styropianem 10tką i stłumiłam łzy. Dopiero w samochodzie, jadąc po raz piąty dzisiaj do sklepu budowlanego, tym razem po folię czarną - po prostu się rozryczałam. Puściły mi nerwy i cały stres związany z budową dał o sobie znać. W dodatku sama musiałam podjąć decyzję, bo mój Luby wyjechał mi do Warszawy w sprawach służbowych. A ja zostałam sama. Sama ze styropianem, sama z problemami, sama z folią. Jedynie Leon, na którego zawsze mogę liczyć był przy mnie i wspierał mnie jak tylko mógł. Nie wiem jak Mu się odwdzięczę, tej dobrej Duszyczce.
   Wracając do tematu... Jeździłam jak głupia, dokupując kolejne rzeczy (trzy razy w sumie dokupowałam styropian na oba poziomy), pianki montażowe oraz folię. Wróciwszy ponumerowałam wszystkie kawałki styropianu w każdym pomieszczeniu, a potem ostrożnie je wyjmowałam (z niektórymi było naprawdę ciężko, bo były na konkretny wcisk...). Następnie odmierzaliśmy kawałki folii (która była szeroka na 4m) i kładliśmy na podłogę, a następnie układaliśmy wielkie, białe puzzle... Chciało mi się wyć, chciało mi się krzyczeć. Ale daliśmy radę... Powstrzymam się od mojego "kto jak nie my", bo naprawdę byłam bliska rzucenia tym wszystkim i założenia rąk. Miałam dosyć, tak naprawdę. 
    Kolejna sprawa, to sama wylewka... Zaczęliśmy się martwić, że przy wylewce około 5 cm może nam pękać beton, jeśli nie damy jakiegoś zbrojenia. Dlatego też zakupimy siatkę zbrojeniową, jeśli się uda to 10x10, a jeśli nie, to 15x15, około 3mm średnicy. Dzwoniłam do Pana od wylewki - ułoży nam tą siatkę, jeśli ją zakupimy. Pytałam również o piankę (lub taśmę) dylatacyjną - mówił, że będzie ją miał na samochodzie, podobnie jak włókna oraz plastyfikator. Tak więc miejmy nadzieję, że to już wszystko, co potrzeba...
   Jestem naprawdę zmęczona, jest godzina 21 i tak naprawdę niedawno wróciłam do domu...A zaczęłam o 7 rano. Mojego Grzesiaczka dalej nie ma więc sobie czekam i ładuję zdjęcia z dzisiaj. Zaraz się nimi z Wami podzielę. I może napiję się kawki? Jest późno, owszem, ale ja piję kawę jedynie dla smaku, bo zasypiam po niej bez problemu. Hmmm...nie, jednak od kawki lepsze będzie Martini Bianco...Może ukoi moje nerwy.
    Dobrze, zdjęcia już się załadowały...
    Poniżej dwa moje szkraby - Tiger żółw, którego mam już dobrych kilkanaście lat i Wojtuś, którego już znacie. W momencie robienia im zdjęcia przytulali się do siebie, grzejąc nawzajem. Uroczy widok
 Poniżej Wojtuś robi zwiad i kontroluje, czy wszystko jest dobrze...Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy o folii..i wszystko było tak pięknie...


No a potem zaczęła się masakra...Tak to mniej więcej wyglądało. Sama się podziwiam, że jeszcze miałam głowę do tego, żeby cyknąć to zdjęcie...
Poniżej-zakupiona folia


A w między czasie nasz Pan "Piecowy", jak go Leon nazwał, robił ogrzewanie podłogowe na górze. Piękny ślimaczek, tylko szkoda, że Pan Marian nie słuchał mnie, jak mówiłam, gdzie będzie szafka, dosyć długa, na całą ścianę - tam ogrzewanie jest zbyteczne.... Zdaje się, że jutro będę musiała mu przypomnieć o innych pomieszczeniach i ich aranżacji... 


  Dobranoc kochani, miejmy nadzieję, że jutro będzie weselszy dzień. Przepraszam Was za nie najlepszy humor, ale nie zawsze musi być kolorowo, prawda?