Mała zmiana:)

Strony bloga zostały przeniesione do paska bocznego, ponieważ po dodaniu zakładki "DIY" nie wszystkie były widoczne, a blogspot nie przewidział może opcji zawijania tekstu w dół:) Tak więc zaprawszam na pasek boczny, by zobaczyć inne moje zakładki.

czwartek, 11 lutego 2016

Zabawa z literkami

Jeszcze przed porodem zrobiłam dla Tadzia literki z Jego imieniem. Wczoraj pobawiliśmy się aparatem i cyknęliśmy kilka fotek w Jego pokoju. Było dużo śmiechu:)








A potem Tadzio ćwiczył podnoszenie główki i oglądał sobie książeczkę z kontrastami:)

I dwie cudne minki:)

Miłego dnia wszystkim

wtorek, 9 lutego 2016

Za 10 dni będę miał trzy miesiące!

Nasz Tadzio już niedługo będzie miał trzy miesiące. A ja nie mogę się doczekać kiedy z gondoli przesiądziemy się na spacerówkę i będę mogła pokazywać mu naszą piękną okolicę... Ale jestem pewna, że ten czas także szybko zleci i Tadzio będzie mógł samodzielnie siedzieć.
Poniżej zdjęcie w odwiedzinkach:)

"Chodź się przytulić!" :)



 Tadzio słodko zasnął wtulony w pieluszkę i z przytulonym do niego misiem.


 Mistrz wszelkich min...




niedziela, 7 lutego 2016

Radość plewienia, Tadziowe stópki i inne

   Tak jak zapowiedziałam w poprzednim poście - wybrałam się w sobotę do ogrodu na pierwsze plewienie oraz podcięcie hortensji nad pierwszym oczkiem, a także podcięcie innych krzewów oraz traw. Nakarmiłam Tadzia, szybko się przebrałam, zostawiłam Syneczka w rękach Tatusia i wyfrunęłam do ogrodu wraz z Luckim, który wiernie mi towarzyszył. Dorwałam nożyce, sekator, torbę na odpadki (świetnie sprawdza się ta duża z IKEI) i motyczkę i zabrałam się do pracy. Miałam taaaki uśmiech na twarzy, już zapomniałam jak bardzo lubię to robić... Udało mi się ogarnąć teren wokół tarasu i częściowo po zachodniej stronie działki, kiedy nagle otworzyło się okienko i usłyszałam głos Skarbka "Kochanieeee? Chooodź na chwilkę!". Patrzę na zegarek - pracowałam zaledwie godzinkę... Westchnęłam, pozbierałam narzędzia i wróciłam do domu. Słyszę "Tadzio płacze i nie wiem dlaczego". Wchodzę do salonu, a tam Tadzio grzeczny jak aniołek :P Eh, te chłopaki. I tyle było mojej radości z plewienia... Może w następną sobotę uda mi się zrobić coś więcej...
   No to teraz Tadziowe fotki. Wkrótce znowu będę miała 500 zdjęć do wywołania:) Już uzbierało się 419... Jak dobrze, że teraz odbitki nie kosztują aż takiej fortuny jak kilkanaście lat temu...
   Poniżej Tadzio i Jego nauka chwytania przedmiotów... Jest taki słodki jak łapie sobie kocyk i się nim na przykład zakrywa lub odkrywa:) A na zdjęciu jego ulubione kurki, które ładnie dzwonią kiedy się nimi porusza...
Tutaj po małej drzemce na kanapie w salonie:) Dzień dobry Kochanie :* 
 Mamy dobry humor od początku:)
 Wybieramy się na spacerek:)
Niedawno był Dzień Babci i Dzień Dziadka. Takie stópki w masie solnej są świetnym pomysłem nie tylko na to święto. Kiedy je wykonałam było już za późno, więc stópki podarowane będą z innej okazji i nie koniecznie tylko Babciom i Dziadkom:). Po wypieczeniu w piekarniku masa solna ma kolor taki jak stópka na zdjęciu, więc aby podkreślić kontury stópek, użyłam białego koloru naokoło. Oczywiście każda stópka nieco się różni, bo Tadzio robiąc stópkowe pieczątki nieco nimi majtał:) 
Biały hiacynt został podmieniony na różowy po zakończeniu kwitnienia, a cebulka wysuszona trafi do ogrodu.

Miłej niedzieli kochani.

piątek, 5 lutego 2016

Tadziowe igraszki

   Dzień dobry kochani i znowu mamy kolejny weekend. Czy Wam także czas tak szybko płynie?  Niedługo się obudzę, a tu siwe włosy i chrupanie w kościach... Co ja mówię, siwe włosy to już mam od liceum! :) Śmieję się, że zaczęłam siwieć, kiedy poznałam mojego Grzesiaczka. Zwalam winę na Niego:). A teraz jeszcze włosy mi wypadają, więc przez Tadzia zostanę wkrótce łysa:) Zakupiłam specyfik pod nazwą Solgar i mam nadzieję, że chociaż w części uda mi się powstrzymać proces utraty włosów. Wczoraj konsultowałam z moją panią doktor, czy karmiąc piersią mogę zażywać taki suplement diety. Okazuje się, że tak, więc od dzisiaj zażywam regularnie i pora zadbać o siebie, również w kwestii kilogramów, które wciąż doskwierają mi po ciąży. Już czas coś z nimi zrobić, tak więc ograniczyłam spożywane kalorie, cukier i słodycze do minimum i postanowiłam robić sobie trening cardio 4 razy w tygodniu. Już po pierwszych trzech treningach poczułam się o wiele lepiej. Jakoś masochistyczna przyjemność w wylewaniu z siebie siódmych potów sprawia, że moje ciało lepiej reaguje. Zastanawiałam się kiedy mogę wygospodarować sobie takie 40 minut tylko dla siebie i stwierdziłam, że będę to robić po wieczornym przedostatnim karmieniu, kiedy Grześ będzie mógł zająć się Tadziem. Oczywiście jeśli nie będziemy mieć Gości:) Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w moim postanowieniu. Diety jako takiej mieć nie mogę, a to ze względu na karmienie, które teraz jest dla mnie najważniejsze. Zobaczymy, może się uda, tęsknię za dawną formą i zazdroszczę moim koleżankom, które bez wysiłku i szybko wróciły do swoich dawnych rozmiarów. Ja będąc łasuchem mam trochę ciężej, szczególnie że na początku kiedy miałam nocne karmienia dogadzałam swojemu żołądkowi i to był błąd. Teraz już nie podjadam w nocy, człowiek uczy się na błędach.
  Dzisiaj planuję też wreszcie wyjść do ogródka i troszkę poplewić oraz podciąć hortensje nad pierwszym oczkiem, aby dobrze się rozkrzewiły...
    W ogóle mam wspaniały humor, bo jedna z moich Przyjaciółek podzieliła się ze mną wreszcie dobrą nowiną i teraz Tadzio oczekuje kolegi albo koleżanki (żony??:))) ). Bardzo się cieszę, wymodliłam chyba tą ciążę, druga moja Psiapsióła także w ciąży, więc zapowiada się zgrana gromadka do zabawy:)
    Dobrze, to teraz pora na Tadziowe zdjęcia, miłego oglądania i wspaniałej soboty.




 Bardzo często jak widzicie to Tadzio usypia Tatusia...Idzie mu w tym znakomicie.



 A teraz sesja na brzuszku:)






 Mały Urwis - zabawne body, które otrzymaliśmy w prezencie.

W międzyczasie powstały kolejne kotki. Tym razem oba wykonane z dwóch moich starych spódnic, w których już nie zamierzałam chodzić.
 W sumie z materiału ze spódnic wyszło kilka kotków.
 Na parapecie pięknie zakwitły mi orchidee...

 Na szafeczce pod telewizorem zmiana kompozycji na już nieco wiosenną...
 Również wianek pozbył się świątecznych gwiazdek i szyszek, a zdobył wyszywane serduszka, które kiedyś Wam pokazywałam.


Z kominka zniknęła girlanda, pojawiły się aniołki...


I tyle na dzisiaj kochani, miłej soboty:)