sobota, 15 lutego 2020

Dzień Pizzy oraz poszukiwanie śniegu


 18 dni do porodu, przebieram już nogami z jednej strony, a z drugiej chcę też zapamiętać ten ostatni czas jedynie z moimi Chłopcami.
  9 lutego pojechaliśmy do pobliskiego Domu Kultury na Dzień Pizzy, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Najpierw wszyscy obejrzeliśmy zabawny filmik jak pies robi pizzę, później moi Chłopcy otrzymali białe fartuszki i czapki kucharskie, zasiedli do stołu i zaczęli wałkować przygotowane uprzednio ciasto. Później rozsmarowywali sos pomidorowy na placku i posypywali go serem. Kiedy byliśmy gotowi, panie kucharki zabierały placki do piekarnika. Czekając na pyszną pizzę Chłopcy kolorowali wydrukowane kawałki pizzy oraz brali udział w różnych zabawach. Był też słodki poczęstunek. Baaardzo nam się to podobało, Chłopcy długo wspominali Dzień Pizzy oraz smak zrobionego przez siebie pizzowego placka. Bo był naprawdę pyszny.






W ten sam weekend udaliśmy się w końcu na poszukiwanie prawdziwej zimy, bo tego roku nasi Chłopcy nie widzieli śniegu. Udało nam się znaleźć śnieg w Kasinie Wielkiej, jednak nie zatrzymaliśmy się tam, bo nie mogliśmy znaleźć dogodnego miejsca na zjazd na sankach. Za to w Lubomierzu oraz Szczawie Chłopcy w końcu mogli pozjeżdżać na sankach. Biedny Tatuś, to na Jego głowie było ciągnięcie obu sanek, bo ja musiałam się oczywiście oszczędzać. Ale cieszyła mnie strasznie radość Chłopców. Zima zaliczona! Teraz możemy ze spokojem czekać na wiosnę:)


Robili też różne prace plastyczne, które potem zostały podarowane Babciom i Ciociom. A ja zrobiłam im dwa pajączki przy użyciu włóczki, czarnych drucików kreatywnych, ruchomych oczek oraz kleju na gorąco.

wtorek, 4 lutego 2020

Chłopcy już kochają Zosię

Do porodu 30 dni... A ja cieszę się miłością Chłopów do nienarodzonej jeszcze Zosi... Kilka sytuacji...
1. Poprosiłam Tadzia, gdy leżałam na kanapie starając się odpocząć, by przykrył moje gołe nogi kocykiem. On nie tylko przykrył mi nogi, ale i brzuszek dorzucając: "Żeby Zosi było ciepło"
2.Nikoś delikatnie przytula się do brzuszka i mówi: "Kocham Zoooosię...."
3. Opowiadam wieczorem Chłopcom, że jak będę rodzić Zosię, to prawdopodobnie zostanę w szpitalu jakieś trzy dni. A Tadzio przerażony "W szpitalu? Ale jak to, przecież tam nie ma zabawek!" Martwił się, że Zosia nie będzie miała czym się bawić.




    Wciąż liczę na to, że spadnie u nas śnieg i w końcu będziemy mogli ulepić symbolicznego bałwana oraz chociaż raz zażyć jazdy na sankach... Niestety takie są skutki zmian klimatycznych, które ludziom wydostały się spod kontroli... Bardzo ubolewam nad tym, że ludzie niszczą świat, nie szanują tego, co dane nam jest od Boga. Płoną lasy w Amazonii, płonie prawie cała Australia od kilku dobrych miesięcy... Panują tam niesamowite upały, a deszcz prawie nie pada. W Polsce sytuacja hydrologiczna również jest niedobra, brakuje wody w wielu regionach, nie są budowane zbiorniki retencyjne, a ludzie marnują wodę, nie szanując jej wcale, uważając, że zawsze będzie nam dana. Dlatego też próbuję nauczyć Chłopców jak ważne jest dbanie o nasze środowisko, szanowanie i oszczędzanie wody oraz wszelkich zasobów (chociażby prądu). Od zeszłego roku mamy fotowoltaikę (czyli produkujemy swój własny prąd ze słońca), jednak to nie zwalnia nas z obowiązku dalszego oszczędzania prądu. Uczę Synków, że trzeba gasić światła w pokoju, jeśli obecnie w nim nie przebywamy, wyłączać wszystkie sprzęty, które nie są używane.
    Chciałabym mieć więcej siły i energii, ale obecnie odliczam dni do porodu, bo jest mi bardzo ciężko. Chciałabym bawić się z Chłopcami na dywanie, ale jedynie co mogę zrobić, to wymyślać aktywności, które mnie nie obciążają. Ostatnio zrobiłam im tor przeszkód z tunelem z krzeseł i kocyka, z tunelem z Tatusiowej karimaty (złączyłam jej brzegi taśmą pakową), garnków, na które wychodzili oraz kilku innych rzeczy przez które skakali.
    Zrobiliśmy też wyklejane kwiaty dla Prababć Chłopców. Wycięłam Chłopcom dziurkaczem ozdobnym małe kolorowe kwiatuszki, narysowałam kontury kwiatu na kartce, dałam kleje, a oni przyklejali wycięte elementy do kartki.
     Innym razem robili jeża z kolorowych pinezek oraz kuli styropianowej. Bardzo podobało im się wciskanie pinezek do kuli. I nie - nie było żadnych ofiar, Chłopcy zostali ostrzeżeni przed ewentualnym zagrożeniem i jakoś udało im się uniknąć zranienia.
    Kolejną zabawą było przenoszenie z kartonu do kartonu małych autek przy użyciu moich klamerek do włosów, które miały udawać dźwig. Świetnie m poszło.
    Kiedy indziej wsuwali długi sznurek w wąski otwór butelek, a małe koraliki wciskali w niewielkie otwory w słoikach.
    Wczoraj robiliśmy też teatrzyk cieni, kiedy już się ściemniło. Do takiej zabawy wystarczy latarka lub lampka, prześcieradło oraz różne przedmioty, których kształt będzie się pojawiał jako cień na prześcieradle. 

    Uwielbiają też bawić się w bazę, którą zazwyczaj robię z kocyka zawieszonego między futrynami okien i fotelem. Na górze mają też swój mały niebieski namiot, do którego kupiłam im też małą lampkę na baterię. W środku mają podusię i dużo zabawek. Niestety namiot będzie musiał zniknąć jakieś dwa miesiące po narodzinach Zosi, bo stanie tam jej  szczebelkowe łóżeczko. 

A korzystając z okazji, że mnie czytacie, zapraszam Was do pomocy biednej, chorej na SMA Marysi Miąsko, która potrzebuje prawie 9 milionów, by wyjechać do Stanów i otrzymać lek, który uratuje jej życie. Jeśli potraficie sobie odmówić dziś drobnej przyjemności, proszę wspomóżcie zbiórkę, która niestety stoi w miejscu. Każda złotówka się liczy, nie myślcie, że Was najmniejsza kwota nie zrobi różnicy, bo każda przybliża do końca...

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Co porabiamy? Przytulamy się, przebieramy oraz poznajemy świat (chociaż póki co ten najbliższy)

   Mój Mężuś ostatnio mi wytknął, że dawno bloga nie pisałam. Fakt, jakoś nie miałam do tego głowy. A nazbierało się sporo różnych zdjęć, które chciałabym pogrupować, usystematyzować i wrzucić do folderu pod tytułem "Do wywołania". Robię tak od kilku lat i odkryłam, że najlepiej robić to systematycznie, bo w dobie aparatów cyfrowych, zdjęć z komórek i innych elektronicznych urządzeń, gromadzimy tego mnóstwo, a potem nie idzie się za bardzo w tym wszystkim połapać. Tak więc gdy przygotowuję zdjęcia do wywołania, często od razu je podpisuję, bo po kilku latach po prostu wielu rzeczy się nie pamięta.
   Dziś będzie bardzo rodzinny post. Pełen śmiechów, przytulasów i wspomnień z różnych wycieczek zamkniętych na zdjęciach.


Uśmiech Tadeuszka potrafi rozproszyć wszystkie smutki.
Przytulaski - to to co lubimy najbardziej:)
Braterskiemu przytulaniu i ugniataniu nie ma końca.
Czy wspominałam kiedyś, że moi Chłopcy uwielbiają wszelkiego rodzaju przebrania? No to tutaj macie dowód...



 Nikoś nie ma nic przeciwko nawet zakładaniu...hmm....niezbyt męskich dodatków.... :D

Udało się zaliczyć pierwsze w tym roku lodowisko - najpierw Tadzio zadebiutował na lodzie na maleńkim lodowisku, które mamy w Niepołomicach, a potem już cała dwójka próbowała swoich sił na większym lodowisku z cudownym klimatem w Parku Jordana w Krakowie (polecam! A dodatkowo dzieci urodzone od 2015 roku mają wstęp za 1zł). Nikoś hardo wstawał po każdej wywrotce i nic Go nie zniechęcało, cały czas miał uśmiech na twarzy. Tadzio z kolei był niepocieszony za każdym razem gdy się poślizgnął, bo zanim wkroczył na taflę lodu, był przekonany, że wszystko potrafi.
 Zaliczyliśmy też Muzeum Motyli, w którym mogliśmy brać na ręce przepiękne, duże okazy. Chłopcy mieli radochę, ale my też.
 Tego samego dnia odwiedziliśmy też Muzeum Szopek Krakowskich. Nie sądziłam, że aż takie zainteresowanie wzbudzi w Chłopcach każda poszczególna szopka. Podziwiali dosłownie każdą, przyglądali się im dokładnie, a w każdej szukali... diabła :D Oczywiście wychodzący z jaskini ruchomy smok wawelski również wzbudzał zachwyt.

 Innego dnia byliśmy na wystawie makiet kolejowych, bo przecież wszystkie chłopaki uwielbiają lokomotywy. Jednak tutaj troszkę się rozczarowałam, bo tym razem wystawa umieszczona była w Muzeum Podgórza, a miejsca tam było jak na lekarstwo, jeszcze przy takim obłożeniu zainteresowanych... W zeszłym roku w MCK w Nowej Hucie było to znacznie lepiej zorganizowane, a makiet było zdecydowanie więcej. Jednak nie ma co narzekać, bo Chłopcom i tak się podobało, im naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia, a jak Oni są zadowoleni, to i my jesteśmy szczęśliwi.


 Najfajniejszy chyba jednak był Dzień Kubusia Puchatka zorganizowany w Laboratorium Aktywności Społecznej w Niepołomicach. Było mnóstwo atrakcji dla dzieci - począwszy od żywych maskotek Kubusia i Tygryska, które ciągle biesiadowały wśród dzieciaków, poprzez przyczepianie ogonka Kłapouchemu, zdobywanie małego co nieco, kolorowanie, tworzenie medali z Kubusiem metodą decoupage, a na seansie filmowym skończywszy. Mój Mężuś był bohaterem wydarzenia, bo uratował dźwięk bajki :) 

 Ja z kolei z Grzesiem świetnie bawiliśmy się na Jego imprezie firmowej, której tegoroczny temat to lata 20te. Graliśmy w Black Jacka, ruletkę, pokera, a nawet udało nam się sporo przetańczyć pomimo Zosi w brzuszku :)
 Innym razem pojechaliśmy do jednej z krakowskich galerii kupić Tatusiowi garnitur i inne potrzebne do pracy ubrania. Wypożyczyliśmy Chłopcom autka wózki i nie sądzilibyście, że za 5 zł można mieć tyle frajdy... Śmiechów nie było końca, tak bardzo podobała im się jazda po korytarzach galerii w tych małych autkach. Ludzie tylko się oglądali i uśmiechali.

Stwierdziłam, że mam mało zdjęć z Zosiowym brzuszkiem, więc na pamiątkę zrobiłam sobie takie jedno. 
 Trzy dni później niestety przeżyliśmy chwile grozy, bo zmuszona byłam jechać do szpitala, gdyż nie mogłam zahamować krwawienia. Bardzo bałam się, że coś stało się naszemu Maleństwu, ale dzięki Bogu wszystko było dobrze, a ja wróciłam do domu (na własne żądanie, bo chcieli mnie przetrzymać na obserwacji, jednak przecież ktoś musi się zająć Chłopcami).
   A to taka moja kolejna pamiątka, udało się nagrać Nikosia, jak mówi mi, że kocha mnie całym serduszkiem <3




niedziela, 5 stycznia 2020

Mamy 2020! :)

   Przyznam Wam się, że totalnie nie miałam ochoty świętować Sylwestra w tym roku. Wobec tego mieliśmy małe pidżama party z Mężusiem i Chrzestną Tadzia. W międzyczasie ucięłam też sobie 1,5 godzinną drzemkę, a Grześ zbudził mnie 10 minut przed północą. Chłopcy po tanecznym szaleństwie oraz przebierankach w spidermana, rycerza i policjanta usnęli kamiennym snem i nawet nie było sensu budzić ich na pokaz fajerwerków widoczny z okna na pierwszym piętrze. Ja wróciłam do łóżka zaraz po północy, brzuszek mi ciążył i generalnie ciężko mi było, źle mi się siedziało.
   Teraz chciałabym zrobić maleńkie podsumowanie zeszłego 2019 roku, który był dla nas naprawdę cudownym rokiem. Owszem, było kilka przykrych, smutnych wydarzeń (jak śmierć mojego przyszywanego Dziadziusia, za którego od października modlę się prawie codziennie i bardzo za Nim tęsknię...), jednak generalnie był to piękny rok.
   Po pierwsze ucieszyłam się, gdy zdiagnozowano u mnie insulinooporność, bo dzięki właściwemu leczeniu w końcu udało mi się zrzucić kilogramy po obu ciążach, które tak bardzo mnie dręczyły. Oczywiście teraz po narodzinach Córeczki znowu będę musiała walczyć z wagą, ale mam nadzieję, że tym razem już wiem co robić, a czego nie.
   Po drugie porwaliśmy się na realizację marzenia, które teoretycznie spełnione miało być dopiero na emeryturze - kupno kampera. Rozpoczęliśmy wspaniałe wojaże, dopiero się rozkręcamy, przed nami cały świat, a kamper już przyszłościowo jest 6cioosobowy:)
   Po trzecie, co najważniejsze - nie tylko zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko, ale i udało się zajść w ciążę za pierwszym podejściem. Mało tego - wyczekujemy teraz Córeczki, która myślę, że dopełni naszą Rodzinkę.
   Z takich innych rzeczy - przeżyliśmy wspaniałe chwile na weselach przyjaciół, na maskowym balu karnawałowym, mój Mężuś wybudował mi kącik marokański (murek będziemy kończyć na wiosnę), świętowaliśmy 10tą Rocznicę Ślubu, od moich Synków każdego dnia słyszę "Mamusiu, cieszę się, że Cię mam" oraz "Mamusiu kocham Cię całym sercem", zaliczyliśmy kilka oper, operetek oraz balet, Tadzio po raz pierwszy był na lodowisku, udało się zadaszyć kampera oraz zainstalować fotowoltaikę na dachu domu. Nauczyłam się wyplatać makramę oraz tworzyć łapacze snów.
   Jestem właśnie na etapie przepisywania wpisów ze Słoika Szczęścia do pięknego Pamiętnika z 1804 roku, który został mi podarowany kilkanaście lat temu przez Grzesia. Kupił go w jakimś antykwariacie i czekał na właściwy moment. Póki co zapełniony jest wpisami ze Słoika Szczęścia na rok 2019. Jak kiedyś pisałam - są to małe i duże momenty, w których czujemy się szczęśliwi. Jest to taka namiastka pamiętnika, miło będzie za kilka lat powspominać różne te rzeczy. Niektóre są naprawdę prozaiczne, jak wspólne wylegiwanie się w łóżeczku całą rodzinką i według mnie chyba o to chodzi, by w tej codzienności odnaleźć piękno i szczęście, aby doceniać maluteńkie rzeczy, których kiedyś może nam brakować i możemy za nimi tęsknić. Dlatego chłonę każdy przytulas od Synków, każde "kocham Cię", pielęgnuję w sercu  i staram się wyryć w pamięci.
   A co nam przyniesie 2020? To się dopiero okaże. Ja jedynie mogę dywagować o tym, czego pragnę, jakie stawiam sobie cele, nadzieje.
   Przede wszystkim chcę urodzić zdrową córeczkę i karmić ją piersią do około roczku. Wiem, z doświadczenia, że z planami bywa różnie. Tadzia udało się karmić tylko do 5 miesiąca życia i była to nieustanna walka, brak jakiejkolwiek przyjemności w tej czynności, bo Tadeuszek urodził się duży i już na starcie potrzebował mleko modyfikowane, do którego potem za bardzo przywykł, z butelki mleczko leciało obficie bez zbędnego wysiłku. Z kolei z Nikosiem od samego początku mieliśmy cudowną współpracę i karmienie bez problemu potrwało rok. Odsmoczkowanie oraz odstawienie od piersi przebiegło bardzo naturalnie i bezproblemowo. Modlę się, aby Zosieńka tak jak Chłopcy nie miała kolek i dużo sypiała w nocy. Bo moi Synkowie byli i są pod tym względem dziećmi idealnymi. Budzili się jedynie na krótkie karmienie, przy którym od razu zasypiali, oprócz Tadziowej alergii na pokarm nie zetknęliśmy się z poważniejszymi problemami.
   Mam nadzieję, że po cesarce w miarę szybko dojdę do siebie - z Tadziem był to koszmar, brzuch i rana bolała mnie bardzo długo, nie mogłam chodzić po schodach przez miesiąc. Natomiast przy Nikosiu doszłam do siebie o wiele szybciej.
   W tym roku musimy odpampersować Nikosia, bo we wrześniu pójdzie do przedszkola. Mam nadzieję, że w końcu to wszystko załapie.
     Po porodzie oraz okresie połogu chciałabym wrócić do aktywności fizycznej oraz lepszej sylwetki i formy. Na ile to wyjdzie- zobaczymy. Marzy mi się też rozpoczęcie kursu bachaty z Mężusiem. Kocham taniec i bardzo mi go brakuje.
    Chcę dalej cieszyć się tymi drogocennymi, niepowtarzalnymi momentami, kiedy Chłopcy wciąż są mali, a ich ciekawość życia, entuzjazm odnośnie najmniejszych rzeczy jest tak cudownie rozbrajający... Z bólem serca myślę o tym, że kiedyś będą dużo więksi i może nawet mądrzejsi ode mnie, nie będą mnie już tak potrzebować i o wszystko pytać. Łezka się w oku kręci, gdy o tym myślę. 
   Chcę wychować Synków najlepiej jak umiem, wpoić im ważne dla nas wartości, pokazać co w życiu jest najważniejsze, najtrwalsze i do czego należy dążyć, a czym się całkowicie nie przejmować. Chciałabym zbudować między nami wszystkimi silną relację, trwałą, mocną i nierozerwalną więź. Chciałabym, aby nasz Dom był bezpieczną Przystanią, Ostoją, Schronieniem przed całym złem świata. Miejscem, w którym każdy może być sobą i czuć się dobrze.
   Chcę zadbać więcej o siebie. Od jakiegoś czasu zaczął mi się marzyć aparat na zęby, chciałabym je wyprostować, aby bez krępowania uśmiechać się całą buzią. Marzą mi się również w miarę regularne masaże peloha (jeśli nigdy nie próbowaliście, koniecznie spróbujcie, coś niesamowitego). Oprócz tego zamierzam kontynuować wprowadzenie do diety zdrowych produktów, a ograniczanie tych śmieciowych.
   Również w tym roku zamierzam zgromadzić większe zapasy ziół i naturalnych lekarstw. Zależy mi przede wszystkim na wiosennej pokrzywie, której moc jest niesamowicie silna. Doświadczyłam tego w zeszłym roku, kiedy bardzo chorowałam. Pokrzywa po skończonej chorobie postawiła mnie na nogi, przywróciła siły.
   Chcę odkrywać świat naszym kamperkiem, w tym roku marzy mi się wyjazd do Rumunii, może uda się też do Grecji? A może Słowenia? Włochy? Jest tyle możliwości, a ja już wyobrażam sobie naszą Zosieńkę i Chłopców w kamperze. Dobrze, że nie pozbyliśmy się turystycznego łóżeczka, będzie jak znalazł.
   Chcę kontynuować regularne spotkania z moimi Przyjaciółkami, które dodają mi skrzydeł, odprężają i dają energię. Każdemu życzę takich przyjaciół.
   Kolejnym celem jest dokończenie marokańskiego zakątka w ogrodzie. Wystarczy zrobić podłogę oraz zakupić pasujący stolik bądź też go zrobić.
   Pewnie kolejne cele pojawią się z następnymi miesiącami. A jak to jest u Was? Macie jakieś postanowienia? Robiliście podsumowanie poprzedniego roku? Czy przyniósł Wam to, czego oczekiwaliście? Czy czymś Was zaskoczył? Na co liczycie w tym roku? Macie jakieś nadzieje, marzenia odnośnie 2020?
    

niedziela, 22 grudnia 2019

Wspaniayłch Świąt!


Kochani, z okazji zbliżających się Świąt chciałam Wam życzyć cudownych rodzinnych chwil, które dostarczą wspaniałych wspomnień na lata. Spędźcie ten czas  skupiając się na sobie i swoich najbliższych, odpoczywajcie, cieszcie się chwilami, które dane są nam na tak krótko. Życzę Wam, aby w tej świątecznej krzątaninie obecny był najważniejszy Gość - Chrystus, małe Dzieciątko Jezus, którego to narodzenie świętujemy i to On jest tak naprawdę najważniejszy.
   Wspaniałych, pełnych cudów Świąt!




 Ps. Konik na biegunach został troszkę zmodyfikowany


I żegnam Was już tymi dwoma filmikami. Pierwszy to lampionik podpatrzony w szwedzkiej tradycji, napędzany ciepłem świeczki, a w drugim usłyszycie mojego dwu i pół latka śpiewającego kolędę:)


niedziela, 15 grudnia 2019

Mikołajki i świąteczna krzątanina

   Pamiętacie jak sami wierzyliście w Świętego Mikołaja? Ja pamiętam i z rozrzewnieniem wracam do tych magicznych wspomnień, pielęgnuję je w sercu. To był wspaniały czas, kiedy wierzyło się, że dobroduszny starszy pan z białą brodą i w czerwonym kubraczku podróżuje magicznymi saniami i przez okno wchodzi do mieszkań grzecznych dzieci, by zostawić im ukradkiem prezent, gdy śpią smacznie w łóżku. Pamiętam jak próbowałam nie usnąć, aby móc spotkać tego wspaniałego człowieka i podziękować mu za prezenty. Nigdy mi się to nie udało.
   Teraz mając maluszki w domu mogę na nowo poczuć tą ekscytację, chociaż nieco z innej perspektywy. Cieszę się ich euforią, ich oczekiwaniem i wiarą. Wspólnie napisaliśmy list do Mikołaja i zostawiliśmy mleczko dla niego oraz marchewki dla reniferów. Rankiem okazało się, że Mikołaj nie tylko zabrał list z podarkami, ale także pozostawił wiadomość od siebie:) Chłopcy bardzo się cieszyli.
   A wieczorem, 5 grudnia Mikołaj przyniósł im klocki Duplo (dla Nikosia) oraz Lego (dla Tadzia), a także specjalne, ciuchciowe bombki, słodycze i puzzle.
   Rozpoczęliśmy też pieczenie tym razem pierników (nie tych do zawieszania, tylko zwykłych ciast). Chłopcy z zapałem je dekorowali kolorowymi posypkami.

 Chłopcy dzielnie pomagali mi ubierać choinkę. W zasadzie, to Oni rozpoczęli, z wielkim entuzjazmem.
  Uczestniczyliśmy też w warsztatach zdobienia bombek ze sklejki. Chłopcy chętnie zabrali się za farby.
 Mikołaj przyszedł też do przedszkola (dwa zdjęcia poniżej po prawej stronie) oraz na dziedziniec zamku w Niepołomicach. Dzień wcześniej stroiłam wraz z innymi mamami salę na przyjście Mikołaja do przedszkola. przyniosłam swoje sztuczne prezenty, czerwone światełka reniferka oraz czerwonego łosia na bujakach. Następnego dnia z kolei pomagałam aniołkom w przydzielaniu odpowiednich prezentów (bo każda grupa miała nieco inne podarunki).
Moi Chłopcy lubią się też przebierać oraz nosić wszelkie różne gadżety, dlatego na poniższych zdjęciach widzicie ich z rogami renifera oraz mikołajową czapką. Tego samego dnia robili też bombki z miniaturkami własnych zdjęć. Co roku zamawiam odbitki wielu zdjęć i wybrałam firmę, która dołącza do nich taki indeks zdjęć w formie miniaturek odbitek. Nie wyrzucam ich, bo wiem, że własnie w tym okresie mogą się przydać - można z nich zrobić takie oto bombki płaskie lub bombki 3 D lub też świąteczne kartki dla Rodziny. W zeszłym roku takie miniaturki wykorzystałam do zrobienia kartek na Dzień Babci i Dziadka, gdzie przyklejaliśmy je do wyciętego konturu rączki Tadzia i Nikosia.
 Oto rezultat Ich pracy. Potem jeszcze ozdobiłam je malutkimi srebrnymi gwiazdkami i zawiesiłam na choince. Bombki są oczywiście dwustronne, pełne wspomnień za całego roku
 Buszowaliśmy też po sklepie MG Shohlari...Popatrzcie, jaki klimatyczny mieli kącik...
 Mieli promocję 50%, oczywiście musiałam się na coś skusić...To efekty naszych połowów.... Kilka drucianych choinek, śliczny Mikołaj za...20zł, autko z choinką, dwie cudowne świecące i ruszające się pozytywki, konik na biegunach oraz girlanda.

Mikołaj już stoi u Dzieciaczków.

W Ich pokoju umieściłam także małą wioskę, śnieżną kulę z małym Jezuskiem, Matką Bożą oraz Józefem, a śnieżynki nalepili sobie sami. Możecie takie kupić w Lidlu, najfajniejsze jest to, że są wielokrotnego użytku.


Konik wraz z pozytywkami trafiły na komodę pod telewizorem.






Te pozytywki są naprawdę przepiękne...Sami zobaczcie.

Zaraz obok nich stoi choinka z patyków, którą zrobiłam jakieś trzy lata temu, wciąż mam do niej sentyment. Możecie też dojrzeć poduszkę z reniferkami, którą zrobiłam rok temu.

Przez internet zamówiłam autka ze sklejki, pomalowałam je na czerwono i dołączyłam miniaturowe choineczki z drucianej szczotki.
 Część z nich wisi na gałązkach świerku wetkniętych w narożną lampę przy kanapie, a reszta dekoruje choinkę na pniu.
 Obok lampy wisi gałąź z naszymi zdjęciami. Ją również ozdobiłam delikatną girlandą oraz zawiesiłam dwie bombki w dwóch wiankach, które są tam cały rok.

Na zewnątrz obok choinek na pniu, które zrobiłam w tym roku, zawiesiłam girlandę, wianek oraz postawiłam Mikołajki z pni (robiłam je trzy lata temu), dołożyłam też kosz z pieńkami brzozy. Tu i tam wsadziłam gałązki iglaków do pustych donic po kwiatach jednorocznych, aby nie było łyso. Totalny minimalizm, ale już za rok chciałabym tu umieścić jeszcze dwie czerwone latarenki z drewna. Może uda mi się kupić materiały w sklepie budowlanym i samej takie zmontować.

 Wracając do salonu...Pamiętacie szyszki, które malowałam na biało? Wykorzystałam je do girlandy, którą umieściłam na kaloryferze za kanapą. Doszły też do niej zwykłe białe lampki.
 Również w salonie zawiesiłam ramkę ze szprosami, którą zrobiłam ze starej, drewnianej, brązowej ramy. Wyjęłam płótno ze środka, w sklepie budowlanym zakupiłam cienkie  kantówki, pomalowałam, docięłam, a następnie  zamontowałam w ramie.






Na przeciwko nad kominkiem powiesiłam małą girlandę. Pierwszego roku od zamieszkania w naszym Domku powiesiłam ją centralnie nad kominkiem i niestety nie było to zbyt fortunne rozwiązanie, bo po pierwsze przy regularnym użytkowaniu nie było to praktyczne, a poza tym girlanda pod wpływem ciepła spadała wraz z przymocowanymi na półce haczykami.

 Na półeczce nad kominkiem umieściłam zdjęcie Tadzia i Nikosia wykonane rok temu. Postanowiłam, że będę im robiła podobne zdjęcia w każde Święta.


 Mówiłam, że lubię amerykański motyw czerwonych aut z choinkami na dachu? U mnie znajdziecie ich wiele:)

Później jeszcze zmieniłam nieco stroik na stole w salonie. Wydaje mi się, że plaster drzewa w roli podstawki jest o wiele lepszy, niż taca.

Próbowałam uchwycić kilka kadrów z choinki, ale jakoś było to dla mnie ciężkie...







Przenosimy się do przedpokoju, który zmieniłam już chyba trzeci raz...Oto ostateczna wersja.



Teraz kuchnia... Na targach staroci kupiłam taką oto ramę. Wycięłam tekturę, by wypełnić środek, a na tekturę nałożyłam szary materiał. Potem wykorzystując sztuczne gałązki świerku przykleiłam je do materiału.

I tak oto powstała taka choineczka :) Gwiazdka jest z kory brzozy. A podstawę (pieniek) tworzy połówka korka od wina.


W tym roku uszyłam sobie....czarne zasłonki. Tak mnie coś wzięło na eksperyment. I jestem z niego całkiem zadowolona, ale dopiero białe śnieżynki dodały temu uroku. Do kompletu uszyłam czarny bieżnik, bo zostało mi trochę materiału po wykonaniu zasłonek.
 Z różnych sztucznych gałązek i dodatków zrobiłam taki oto stroiczek. Doniczkę dostałam w zeszłym roku z jakąś inną dekoracją. Nigdy nie wyrzucam tego typu rzeczy, bo wiem, że można je z łatwością wykorzystać, nawet jeśli rośliny już przekwitły.

Jedna z girland zakupionych w MG trafiła na lampę...A z niej zwisają trzy gotowe bańki i trzy zrobione przeze mnie (górna warstwa).

 Taki widok mam kiedy zmywam naczynia:) Wykorzystałam kosz, który normalnie na co dzień używam do owoców. Czarna ramka jest z zeszłego roku, a stroik po prawej zrobiłam w tym roku (to znaczy doniczka wykonana została w zeszłym roku, jednak zawartość włożyłam teraz). 
 
 Obok tego okna wygospodarowałam wnękę na mój mały winterland... :) Zimowa wioska wykonana z kartonowych domków, nad którymi siedziałam wieczorami i wycinałam te małe okienka nożykiem introligatorskim. Rysunek z tyłu namalowałam kredą oraz flamastrem do fug.




Na drzwiach do spiżarni zmian nie ma - wisi ten sam stroik co w zeszłym roku. W przyszłym roku może będzie on inny, być może pokuszę się o lekkie jego ośnieżenie za pomocą białej farby. Ostatnio bardzo podobają mi się przyprószone "śniegiem" ozdoby.


Dobrze, to teraz idziemy na klatkę schodową:)  Strojenie domu zawsze zaczynam od zawieszenia skarpet na drzwiach oraz przyzdobienia poręczy girlandą - na tym schodzi mi najwięcej czasu. W tym roku światełek jest nieco mniej, bo dopiero po założeniu lampek zauważyłam, że w jednych świeci co druga wiązka. W przyszłym roku na pewno to naprawię.

 U mnie prezenty na Gwiazdkę już zapakowane, lubię mieć je wcześniej, bo tworzą dodatkową, klimatyczną dekorację. Nie ukrywam też, że ich pakowanie stanowi dla mnie swojego rodzaju rozrywkę. A ponieważ po Wigilii zrobi się tu pusto, to w tym roku postarałam się o kilka dodatkowych "fake" prezentów, które zostaną z nami już na lata:)





 Na małym drzewku choinkowym królują chłopięce bombki - autka i lokomotywy.
 To jest chyba mój ulubiony kącik w domu. Pamiętam jak w zeszłym roku zdobyłam tanio stare drewniane sanki i malowałam je na szaro, a płozy na czarno. Dorobiłam półeczki i tak oto powstała sanko-szafeczka na ozdoby. Zawiesiłam też na nich lampki na baterie.

 O tych skarpetach pisałam powyżej. Zawsze od nich zaczynam, bo bardzo szybko się je zawiesza i robią natychmiastowy klimat. Pamiętam ile godzin spędziłam na ich tworzeniu trzy lata temu... Albo cztery?
 Najbardziej lubię wieczory, kiedy wszystkie światełka grają pierwsze skrzypce... Tutaj kuchnia, wybaczcie bałagan na blacie, ale akurat miałam pracowity dzień i nie zdążyłam wszystkiego ogarnąć. Czasem brakuje mi już sił, a rosnący brzuszek nie pomaga. 












Do przedszkola na kiermasz dołączyły kolejne ozdoby. Tym razem domek zrobiony z...kartonu po mleku oraz drzewka choinkowe zrobione z prawdziwych małych gałązek.
 Do domku wsadziłam świeczkę ledową.
 I jeszcze taka kula z domkiem. W roli śniegu - sól kuchenna.

W łazienkach również pojawiły się drobne świąteczne akcenty.

 Te domki na pewno już poznajecie:)

Pokój gościnny i domki zasilane lampkami led. Część z Biedronki, część z Pepco.

Takie pierniczki zrobiłam dla moich Przyjaciół.

A to jeden z fake prezentów o których wspomniałam:)

Kiedyś w Lidlu dorwałam taką oto choinkową silikonową foremkę. Teraz żałuję, że nie kupiłam dwóch, bo w tym momencie nigdzie nie można ich dostać w tak okazyjnej cenie. Piernika z tej formy wyjmuje się naprawdę łatwo, a już mam pomysł na prezenty świąteczne:)

Pokusiłam się też o zrobienie takiego konika na biegunach. Szablon zrobiłam sama, bo te, które znalazłam w internecie nie za bardzo przypadły mi do gustu.. Konik wykonany jest z podwójnego kartonu, pomalowany lakierem w sprayu a grzywę i ogon przyprószyłam brokatem (użyłam kleju magic). Być może wymyślę jeszcze jakieś siodło do niego...



Wytrwaliście do końca? To jeszcze taka moja wskazówka, jeśli macie takie stare choinki z nienaturalnie wyglądającymi końcówkami, w prosty sposób możecie nadać im ładny wygląd. Wystarczy wziąć nożyczki do ręki i poświęcić trochę czasu.... Na zdjęciu poniżej choinka po lewej jest przed przycięciem, a te po prawej - już po liftingu. Wyglądają o wiele naturalniej, prawda?


Przepraszam za przydługi post. Po prostu chciałam nadrobić zaległości i mam nadzieję, że nie udało mi się Was przynudzić. Ściskam i życzę udanego kolejnego tygodnia. Cieszcie się świątecznymi przygotowaniami i celebrujcie każdą chwilę. Życie jest piękne, a żadna chwila nie jest nam dana na zawsze. Ja już zwolniłam obroty, by prawdziwie delektować się przedświątecznym czasem wraz z moimi Synkami. Śpiewamy kolędy, uczymy się nowych, w planach mamy oglądnięcie różnych świątecznych bajek i filmów, na bieżąco czytamy książki o tematyce świątecznej, podjadamy pierniki z choinki i podziwiamy piękno, jakie nas teraz otacza. Dziś byliśmy na koncercie świątecznym, Nikoś zapragnął wystąpić na scenie i był niepocieszony, że nie może dorwać się do mikrofonu:) Już czuję co będzie, gdy pójdzie do przedszkola i będzie mógł się wyżyć artystycznie podczas przedstawień. Tadzio jest Jego przeciwieństwem - nie cierpi występów publicznych, zamyka się w sobie i jest niezwykle nieśmiały w większym gronie.
   Ale wystarczy już...Miłego wieczoru wszystkim:)