Jestem Klaudia, mama trójki cudownych dzieci i żona wspaniałego Mężczyzny.W swoim życiu próbowałam wielu rzeczy- walczyłam na Mistrzostwach Polski w kickboxingu , jeździłam konno (mieliśmy klacz Mimi), tańczyłam salsę, tworzyłam makramy, jeździłam z Mężem terenówką, a obecnie od jakiegoś czasu zakochaliśmy się w karawaningu (całą 5tką jeździmy naszym kamperkiem) oraz sportach wodnych (motorówka i skuter). Kocham ogród i rośliny! Odkąd skończyłam 18 lat oddaję krew. Tańczę bachatę.
Witajcie kochani. Bardzo ciężko pisze się posta z Wojtusiem przy laptopie, ale jakoś spróbuję:) Nadrobię troszkę zaległości, bo wiem, że nie pisałam dwa dni. Tak wyszło.
Przeniosłam Panią Stefanową na uporządkowaną grządkę, gdzie jeszcze niedawno rosły sobie i pięły się dynie ozdobne. W dalszym ciągu widać ją od ścieżki, jednak teraz jest ona dalej, za domem, ze względu na rusztowanie pod elewację.
Chciałam uchwycić dla Was na zdjęciach wszystkie nasze dzikie koty, które osiedliły się na strychu nad garażem, a teraz jeszcze cieszą się z ostatniej naszej konstrukcji - daszku na drewno. Wygrzewają się tam w słoneczku, korzystając z ciepłych desek i promieni słońca wpadających przez okna, które wykorzystaliśmy na dach. Nie udało mi się uchwycić jedynie czarnej kotki...Gdzieś się ona zapodziała... A szkoda, bo jest przepiękna. Jak tylko uda mi się ją uchwycić, to Wam pokażę. Poniżej macie braciszka Wojtusia, który właśnie skończył pałaszowanie taniej karmy.
Poniżej mały braciszek wciąż się oblizuje, a przed nim siedzi jego tatuś...Są prawie identyczni.
A teraz kolejne zdjęcie rodzinne...Mamusia Wojtusia z synkiem, który spoziera do obiektywu.
A to już mój Wojtuś, drepczący w moim kierunku:)
I nasze schody strychowe....
Wczoraj przyjechał styropian... Mnóstwo styropianu...Aż 88 paczek. &-0,040, 15 cm.
W między czasie Pan Stolarz Ryszard pracował nad naszymi barierkami. Nie udało mu się zamontować wszystkiego, więc będzie kończył dzisiaj, w sobotę.
A tyle zdążyli wykonać wczoraj Panowie od elewacji. Było mnóstwo pytań, odnośnie rurki od gazu, której wciąż nam brakuje (Panowie zrobili tam na razie lukę, w poniedziałek przyjeżdża podwykonawca, który obiecał brakującą rurę wstawić), o folię kubełkową (czy zejść ze styropianem niżej, czym będziemy obrabiać fundamenty itd...), o gniazdka hermetyczne, które musiałam kupić (dwa podwójne, na zachodnią i północną stronę) i wiele innych.
Tak wyglądają nasze barierki jak na razie. Brakuje jeszcze poręczy. Są solidne i mocne i kolorem pięknie wpasowane do dachu.
Znacie to uczucie, kiedy włożyliście w swoją pracę tyle czasu, tyle wysiłku i starań, a okazuje się nagle, że trzeba będzie zrobić ją od nowa, bo czegoś brakuje albo coś innego powinno być najpierw wykonane? Tak niestety było dzisiaj... Styropian położony - pierwsze piętro i teraz już parter również. Wydawałoby się, że brakuje już jedynie ogrzewania podłogowego i można lać posadzkę... Ale nie. Okazuje się, że nie wiedziałam, iż na parter pod styropian powinno się dać czarną folię... Zapobiega ona wilgoceniu styropianu i jego gniciu. Jaka szkoda, że naprawdę nikt przez te pięć dni układania styropianu nam o tym nie powiedział. Jaka szkoda, że nie miałam czasu zasięgnąć jakiejś szczegółowej literatury... Popatrzyłam na podłogę skrzętnie wyłożoną styropianem 10tką i stłumiłam łzy. Dopiero w samochodzie, jadąc po raz piąty dzisiaj do sklepu budowlanego, tym razem po folię czarną - po prostu się rozryczałam. Puściły mi nerwy i cały stres związany z budową dał o sobie znać. W dodatku sama musiałam podjąć decyzję, bo mój Luby wyjechał mi do Warszawy w sprawach służbowych. A ja zostałam sama. Sama ze styropianem, sama z problemami, sama z folią. Jedynie Leon, na którego zawsze mogę liczyć był przy mnie i wspierał mnie jak tylko mógł. Nie wiem jak Mu się odwdzięczę, tej dobrej Duszyczce.
Wracając do tematu... Jeździłam jak głupia, dokupując kolejne rzeczy (trzy razy w sumie dokupowałam styropian na oba poziomy), pianki montażowe oraz folię. Wróciwszy ponumerowałam wszystkie kawałki styropianu w każdym pomieszczeniu, a potem ostrożnie je wyjmowałam (z niektórymi było naprawdę ciężko, bo były na konkretny wcisk...). Następnie odmierzaliśmy kawałki folii (która była szeroka na 4m) i kładliśmy na podłogę, a następnie układaliśmy wielkie, białe puzzle... Chciało mi się wyć, chciało mi się krzyczeć. Ale daliśmy radę... Powstrzymam się od mojego "kto jak nie my", bo naprawdę byłam bliska rzucenia tym wszystkim i założenia rąk. Miałam dosyć, tak naprawdę.
Kolejna sprawa, to sama wylewka... Zaczęliśmy się martwić, że przy wylewce około 5 cm może nam pękać beton, jeśli nie damy jakiegoś zbrojenia. Dlatego też zakupimy siatkę zbrojeniową, jeśli się uda to 10x10, a jeśli nie, to 15x15, około 3mm średnicy. Dzwoniłam do Pana od wylewki - ułoży nam tą siatkę, jeśli ją zakupimy. Pytałam również o piankę (lub taśmę) dylatacyjną - mówił, że będzie ją miał na samochodzie, podobnie jak włókna oraz plastyfikator. Tak więc miejmy nadzieję, że to już wszystko, co potrzeba...
Jestem naprawdę zmęczona, jest godzina 21 i tak naprawdę niedawno wróciłam do domu...A zaczęłam o 7 rano. Mojego Grzesiaczka dalej nie ma więc sobie czekam i ładuję zdjęcia z dzisiaj. Zaraz się nimi z Wami podzielę. I może napiję się kawki? Jest późno, owszem, ale ja piję kawę jedynie dla smaku, bo zasypiam po niej bez problemu. Hmmm...nie, jednak od kawki lepsze będzie Martini Bianco...Może ukoi moje nerwy.
Dobrze, zdjęcia już się załadowały...
Poniżej dwa moje szkraby - Tiger żółw, którego mam już dobrych kilkanaście lat i Wojtuś, którego już znacie. W momencie robienia im zdjęcia przytulali się do siebie, grzejąc nawzajem. Uroczy widok
Poniżej Wojtuś robi zwiad i kontroluje, czy wszystko jest dobrze...Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy o folii..i wszystko było tak pięknie...
No a potem zaczęła się masakra...Tak to mniej więcej wyglądało. Sama się podziwiam, że jeszcze miałam głowę do tego, żeby cyknąć to zdjęcie...
Poniżej-zakupiona folia
A w między czasie nasz Pan "Piecowy", jak go Leon nazwał, robił ogrzewanie podłogowe na górze. Piękny ślimaczek, tylko szkoda, że Pan Marian nie słuchał mnie, jak mówiłam, gdzie będzie szafka, dosyć długa, na całą ścianę - tam ogrzewanie jest zbyteczne.... Zdaje się, że jutro będę musiała mu przypomnieć o innych pomieszczeniach i ich aranżacji...
Dobranoc kochani, miejmy nadzieję, że jutro będzie weselszy dzień. Przepraszam Was za nie najlepszy humor, ale nie zawsze musi być kolorowo, prawda?
Witajcie kochani. Miałam małą przerwę, ale to przez lokalne problemy z internetem. Dziś nasza wesoła Ekipa zakończyła prace tynkarskie. Jeszcze się zobaczymy z Panami Rafałem i Dominikiem, ponieważ gładź kłaść będziemy dopiero po wylewkach oraz regipsach, aby już nic je nie zabrudziło. Link do strony Ekotynków znajdziecie TU. Powiem szczerze, że współpraca oraz relacje z Rafałem i Dominikiem były niesamowicie miłe. Brak jakichkolwiek problemów, niedomówień, czy nieporozumień. Pełny porządek i czystość- gwarantowane (nawet nasz hydraulik ich pochwalił podczas swojej krótkiej wizyty, aby omówić kwestię kładzenia rurek do ogrzewania podłogowego). Pełne zaangażowanie w wykonywaną pracę. Ściany proste, kąty zachowane, precyzja i perfekcja - stuprocentowa, a do tego podpowiedzą w różnych kwestiach, pomogą, nakierują, odradzą coś, co nie jest korzystne albo zaproponują różne inne rozwiązania. Polecam z czystym sercem każdemu (kto będzie ich dobrze traktował, bo Panowie na złe traktowanie nie zasłużyli, zastrzegam!:) ), tak samo jak polecam naszą Ekipę Budowlaną Pana Mariusza. Warto zaznaczyć, że Panowie Rafał i Dominik nie zajmują się wyłącznie tynkami, lecz spektrum ich działalności jest o wiele szersze. Specjalizują się również w wykończeniach (układanie podłóg, glazury, biały montaż, regipsy, podwieszane sufity, obudowy kominków itd), o czym poczytać możecie TU.
A teraz kilka fotek tak na szybko, bo jeszcze musieliśmy zabrać się za układanie styropianu na parterze (pierwsze piętro jest gotowe), zanim wyszliśmy na rodzinną kolację na mieście.
Powyżej widok z kuchni na salon (w tle okna balkonowe).
Zdjęcia powyżej i poniżej pokazują gładź wykonaną przez Rafała na szybko - w celu demonstracji. Jest bielutka i mój aparat troszkę świrował, kiedy próbowałam uregulować ostrość. Ale mam nadzieję, że coś widać. Jest to, uwaga...gładź cementowo-wapienna, nie gipsowa, jaką bierze się zazwyczaj.
Rafale i Dominiku, dziękujemy za te dwa bardzo miłe tygodnie i za to, jak zaopiekowaliście się naszym domkiem.
*******
Zaczęliśmy wykładać styropian 10cm na parter. Na pierwszy rzut poszła łazienka (nią zajął się Grześ, a właściwie, to ja Go do niej oddelegowałam, stwierdzając, że całkiem dobrze szło Mu z rurami w łazience na górze;) ) oraz salon (którym zajęłam się ja). W poniedziałek mam nadzieję skończyć przynajmniej kuchnię, salon, łazienkę i wiatrołap, czyli te powierzchnie, na których będzie ogrzewanie podłogowe. Chcemy umówić się z Panem od wylewki na czwartek. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli dokupywać styropianu, tak jak to było w przypadku 7cm na pierwsze piętro (dwa opakowania).
Zamówiliśmy również 10 kubików piasku sianego - do wylewki. Koszt - 600 zł.
Potem podzwoniliśmy i uruchomiliśmy kontakty, jakie mamy i załatwiliśmy dwie trzyosiowe ciężarówki z kamyczkami i ziemią pod taras, które przyjechały już jak nas nie było, więc dopiero będziemy się z Panem, liczyć, ale wstępnie umawialiśmy się na 150-200 zł za samochód, czyli tyle co nic. Bardzo się cieszę, że udało się to popchnąć do przodu. Czeka nas niestety ładowanie tego do środka tarasu, bo nie udało się wykiprować w jego granicach. Ale przecież damy radę, bo kto jak nie my:) Najwyżej znowu przypłacę bólem głowy lub kręgosłupa...
Na poniższym zdjęciu nie ma jeszcze przywiezionej ziemi, ponieważ jak już wróciliśmy, to było ciemno, więc może uda mi się zrobić fotkę jutro. Ale nie obiecuję, bo trochę mamy w planie:) Kościółek, wizyta u naszego konika, a potem jeszcze bankiet firmowy mojego Męża, więc zapowiada się aktywna niedziela.
W tym tygodniu również byli Panowie z dwóch różnych firm, którzy wykonują mebelki do kuchni, szafy itd. Czekamy na wyceny, aby móc wybrać najlepszą.
Poniżej - Wojtuś, wystraszony, ucieka przed malutkim kundelkiem, który przydreptał pod ogrodzenie sąsiadki...
Dobry wieczór moi drodzy... Padam na twarz, tak więc króciutko...
Udało mi się dokończyć wykop pod prąd, wsadzić kabel, zasypać (położywszy najpierw folię niebieską jakieś 30 cm nad kablem), potem, gdy Grześ przyszedł razem zamontowaliśmy betonowe płyty do słupków. Jeden z nich delikatnie nam się wysunął zza linii, ale zamaskujemy to dopiero podczas kładzenia kostki, lub kolorowych płyt chodnikowych (np w kolorze terakoty). Później zabraliśmy się za kładzenie styropianu 7cm na pierwszym piętrze. Zrobione są dwa pokoje i trzeci w połowie. Już widzę, że styropianu nam braknie, więc trzeba będzie domówić.
Przyszli również panowie stolarze, będą nam robić wycenę mebelków kuchennych i nie tylko.
Nasza sypialnia: Najgorsze fragmenty, to te, gdzie lecą rury. Ale opatentowałam pewien pomysł...Biorę olej silnikowy i delikatnie maluję rury, potem odbijam je na styropianie i już wiem dokładnie gdzie muszę wyciąć żłobienia. Potem przykładam i jeśli znowu coś nie pasuje, rura ponownie się odbije wskazując to miejsce.
Ponieważ umówiliśmy się na wyłożenie styropianu przed wylewką, żeby było taniej, to po naszej stronie leży również szalunek balkonów. Może uda się zrobić to jutro, zobaczymy...
Co do tynków - góra całkowicie skończona (gładź dopiero po montażu regipsów), a weseli Panowie Tynkarze działają teraz na dole. Chcą do czwartku skończyć.
Zamówiłam więźbę na nasz domek narzędziowy. Nie mogę się już doczekać kiedy popchniemy coś do przodu z nim.
Dobry wieczór kochani. Rozkoszuję się wolnym, chociaż dalej z przyzwyczajenia czystego wstaję dosyć wcześnie rano. Będąc na placu targowym nie mogłam oprzeć się urokowi malinowoczerwonego Hibiskusa Summerific "Sultry Kiss". Już takiego jednego Wam pokazywałam, ale w kolorze bladoróżowym. Teściowa też dała się namówić na kupno identycznego:) Hibiskus ten w przeciwieństwie do tak popularnych krzewów hibiskusowych, jest byliną, która podobno dobrze u nas zimuje.
A oto moja pierwsza dynia. Co z nią zrobię, jeszcze nie postanowiłam...Może po prostu będę się zajadała nasionkami, a z reszty zrobimy przetwory lub jakieś smakowite danie? A może pozostanie ze mną jako ozdoba jesienna w ogrodzie? Zobaczmy:)
I mój wózeczek, który przyszedł mi na myśl wykonując taczki kilka tygodni temu.
Zakupiłam 20m kabla do domofonu (12x0,5), jego koszt wyniósł niecałe 70 zł. Bardzo drogi okazał się kabel łączący skrzynkę elektryczną w granicy działki ze skrzynką w wiatrołapie. Wyliczyłam, że potrzebujemy około 37 metrów, a koszt takiego kabla (YKY 4x10) to 543 zł.
Udało mi się troszkę poplewić, ale naprawdę niewiele. Może jutro będę kontynuować.
Przyjechał natomiast zamówiony przez nas styropian pod wylewkę. 10 cm na dół i 7 cm na górę. Jest tego mnóóóóóstwo.... Koszt - 1620 zł. Pan Marian z Maks-Buda zabrał ode mnie SuperMatę 15 cm trzy rolki, którą potem odbije od rachunku, więc przynajmniej część pieniążków nam się zwróci.
Jutro wybieramy się z Grzesiem po gruz w workach, który przyda nam się do naszego domku narzędziowego. Przy okazji wypatrzyłam jeszcze takie używane, metalowe solidne taczki. Bo te aluminiowe kupione w Castoramie są niewiele warte... Można nimi trawę wozić, ale nic ciężkiego, bo koło się wygina...
Witajcie kochani. Wiem, długo mnie tu nie było, wybaczcie. Po prostu nie miałam czasu albo jak był czas, to zmęczenie było tak ogromne, że nie mogłam się skupić na pisaniu. Postaram się to naprawić i nadrobić zaległości. Teraz będę mieć trochę wolnego od pracy, więc może się uda.
Grzegorz wraz z Bratem zajęli się elektryką w naszym domku. Idzie im sprawnie i raczej bez większych problemów, ale pracują nad tym z doskoku, popołudniami i w soboty. Dodatkowo Grześ wymyślił sobie, że pociągnie kabel sieciowy i będzie miał gniazdo sieciowe w każdym pokoju...
Niedawno też była pani z projektu unijnego odnośnie światłowodu...mielibyśmy świetne łącze internetowe po kablu, jednak nie wiadomo kiedy projekt będzie można tak do końca zrealizować - na razie jeżdżą po okolicy i zbierają podpisy na zgodę na przyłącz. W naszym przypadku światłowód musiałby pójść ziemią, tak jak idzie Tauron, więc mam nadzieję, że uda się to zrobić jak najszybciej, żeby już nie martwić się koparkami.
Wciąż czekamy na przyłącz gazu, panowie się nie spieszą... staramy się ich pogonić, jednak teraz wykop jest w rękach podwykonawcy, który to z kolei mówi, że spółka gazowa nie dostarczyła mu do tej pory mapki...paranoja. Tak więc my czekamy i podwykonawca czeka.
Pan Marian W. z kolei, który robi nam ogrzewanie i hydraulikę tak mnie ostatnio wyprowadził z równowagi, że szkoda mówić... Robota nie skończona, a on już chce 99 % kwoty, w dodatku nagle okazuje się, że tego i tamtego nie było w wycenie, a doskonale pamiętam, że umawialiśmy się na całe 6000 zł za całość robót związanych z ogrzewaniem, hydrauliką, kanalizacją, gazem itd... Tutaj doliczył sobie za przyłączenie tych nieszczęsnych śmierdzieli, tam doliczył sobie za przyłączenie gazu inaczej niż było mówione, tutaj mówi, że on styropianu nie będzie kładł pod podłogówkę, bo to robi firma, która robi wylewki (!!!!!!).... No po prostu nic, tylko strzelić go tam gdzie boli... Miał skończyć wszystko do końca czerwca. Jest lipiec. Pluję sobie w brodę, że nie podpisaliśmy z nim umowy. Byłoby czarno na białym. A tak - facet z polecenia, niby zaufany, miało być tak dobrze, a jest jak bardzo często - czyste rozczarowanie. Tęsknię za ekipą Pana Mariusza, oni nie robili takich jaj i wszystko było terminowo i jak należy.
Tak więc wygląda na to, że sami będziemy kładli styropian przed wylewką, bo pan hrabia zażyczył sobie 40 zł/m2 plus materiał... Ale to nic, damy radę, kto jak nie my. Już wełnę kładłam, więc styropian nie będzie mi straszny. Musimy się tylko zorientować jaki styropian idzie pod podłogówkę, a jaki pod po prostu wylewkę.
Znalazłam filmik na youtube, nie wygląda to na trudne. Najgorsze będzie samo wycięcie odpowiednich otworów. Ciekawe, czy są specjalne narzędzia do wycinania w styropianie, czy też ostry nóż kuchenny wystarczy...
Dobrze, a teraz parę zdjęć obrazujących jak to wszystko teraz wygląda z tymi naszymi rurami....
Idźmy dalej.... Dorobiłam trzy kolejne ławeczki, przydają się na razie do siedzenia w salonie gdy pada, a chcemy odpocząć po pracy.
Tyle desek potrzebowałam do zrobienia trzech ławek:
A tu już wycięte, wyszlifowane i pomalowane elementy na jedną ławkę (oparcie, krótsze i dłuższe nóżki oraz siedzisko)
A tu nasz kącik w salonie:)
Kolega przysłał mi linka do instrukcji, dzięki której można samemu wykonać huśtawkę ze stempli... Może uda się zrobić również coś takiego:
Łukasz, dziękuję jeszcze raz! Jak tylko uda mi się zachęcić Męża (tudzież innego osobnika płci męskiej albo silną kobitkę) do niewielkiej pomocy, to na pewno taką wykonam :)
Mój ogród kwitnie, rośnie, owocuje, cieszy moje oczy i serce. Nie ma nic przyjemniejszego jak zjadanie własnych warzywek i owocków, które samemu się sadziło, pielęgnowało i troszczyło o nie... Niektóre od samego nasionka.
Nawet małe krzaczuszki borówek mają już owoce, a myślałam, że nie będą jeszcze owocować w tym roku.
Przez kilka dobrych dni pracowaliśmy z Leonem nad palisadą, którą wymyśliłam. Ambitny plan, mozolny i długotrwały wysiłek, aby to wykonać. Wykonany jest w 75 %. Pracy przy tym jest mnóstwo, od rana do wieczora...ale satysfakcja ogromna. Wymyśliłam, że odkorujemy stemple, potniemy je, zaimpregnujemy, a następnie połączymy na listewce i wkopiemy w ziemię, mniej więcej 1,5m od ogrodzenia. Dodatkowo wsypaliśmy mnóóóóstwo czarnej ziemi wzdłuż granicy z sąsiadami, gdzie rosną moje roślinki. Jakieś 8 kubików. Wszystko zwożone taczkami i wiaderkami, więc możecie sobie wyobrazić jak padałam wraz z Leonem, który naprawdę dużo, dużo mi pomógł przez tych kilka dni. Dziękuję kochany! :*
Ponieważ impregnat na taką ilość stempli byłby bardzo drogi, podjechałam do okolicznego serwisu samochodowego i poprosiłam o stary, zużyty olej silnikowy. Był on czarny jak smoła - pewnie z diesla, więc tym jedynie posmarowałam część, która idzie w ziemię. Znajomy z Niepołomic - Michał dał mi natomiast olej z silnika benzynowego - ten wygląda pięknie na stemplach, nie zakrywa do końca faktury drewna. Będę musiała jednak poczekać na słoneczną pogodę, aby dokonać impregnacji wystających palików...
I tak, mamy dmuchany basen:) Który jest ogromną ulgą w gorące dni.
A tak wygląda metamorfoza mojej rabatki:
Do wykonania palisadki w tym przypadku użyłam nie połówek, ale całych, okrągłych stempli, żeby lepiej się prezentowały z każdej strony.
A tu inne zdjęcia z ogrodu:
tutaj cztery różne pniaczki wkomponowane w ogród. Na kazdym można coś postawić - doniczkę, karmnik, czy jakąś ozdobę ogrodową.
A to roślina, w której się zakochałam...Dwa dni temu przeglądałam różne informacje w internecie i natknęłam się właśnie na ten okaz...Zastanawiałam się gdzie można nabić tą rosyjską lawendę, zwaną inaczej perowskia. Zbieg okoliczności sprawił, że dzień później dostrzegłam ja na placu i od razu zakupiłam. Jest przepiękna. Na zimę jej łodygi zmieniają kolor na siwy. Pachnie jak lawenda, którą ubóstwiam, a jest od niej o wiele większa.