Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2020

Chrzet Zosieńki oraz 3cie urodziny Nikosia

   Za nami dwie duże uroczystości rodzinne i przed obiema dostałam zapalenia piersi, najpierw jednej, tydzień potem drugiej. Nie wiem jakim cudem udało mi się przeżyć obie bez podania antybiotyku, ale cieszę się, że wyszłam z tego obronną ręką. Mało tego, po urodzinach Nikosia wciąż z gorączką postanowiliśmy nie przekładać urlopowych planów i wyruszyliśmy kamperkiem w podróż. Po raz pierwszy w tak długą, po raz pierwszy z gorączką i po raz pierwszy tak daleko całą piątką, bo ostatecznie dotarliśmy aż nad morze, ale o tym w kolejnym poście...

  Chrzest Zosi 
Chrzest Zosi miał wyglądać zupełnie inaczej. Niestety pandemia pokrzyżowała nasze plany, ale nie chcieliśmy czekać dłużej, bo w tej kwestii jeszcze długo może się nie zmienić, a dziecko przecież ochrzcić trzeba. Dlatego zaprosiliśmy minimum Gości, w kościele Zosieńka była przespokojna, połowę mszy przespała, na drugiej połowie była przytomna, sam chrzest odbył się po mszy, obecni byli jedynie członkowie rodziny i mogliśmy ściągnąć maski. Zosia była przytomna i nawet nie zapłakała, gdy ksiądz polewał ją wodą święconą. Po chrzcie poszliśmy do domu na mały poczęstunek. Zrobiłam sałatkę, rozpaliliśmy grilla, były ciasta oraz deserki zrobione przeze mnie oraz piękny tort wykonany przez Teściową i sałatka zrobiona przez siostrę Grzesia. Nie wiem jak sobie poradziłam z organizacją wszystkiego będąc w gorączce, jednak w sobotę 30.05 w dniu chrztu temperatura mi spadła i mogłam skupić się bardziej na tym ważnym wydarzeniu. Zofia Rita jest w końcu ochrzczona, a my możemy spać spokojniej.




3cie urodziny Nikosia
W tym roku po raz pierwszy podjęłam się tematycznych urodzin, ponieważ takich właśnie sobie zażyczyli Nikoś z Tadziem. Na szczęście dla mnie temat nie był aż taki trudny - miały to być urodziny pirackie, do czego przygotowywałam się przez kilka tygodni, obmyślając różne dekoracje i atrakcje.
  Zaczęłam od pieczenia ciasteczek z napisem "3 urodziny Nikosia".

Były też pirackie szabelki z Jego imieniem, rozgwiazdy i statki z napisem "ahoj".



A tak wyglądał proces tworzenia... wykrajanie ciasta stojąc na jednej nodze, bo druga bujała Zosię. Większość rzeczy robię w ten sposób, to się dopiero nazywa multitasking:)

Zrobiłam papierowe flagi pirackie, które miały być użyte do dekoracji stołu, jednak...całkiem o nich zapomniałam! To pewnie przez gorączkę, która opanowała mnie w dniu przyjęcia. Prawie o torcie zapomniałam!

Główną dekoracją była klimatyczna, stara skrzynia pożyczona od mieszkającego zaraz obok chrzestnego Tadzia. Zakochałam się w tej skrzyni, jest przepiękna, tak misternie zdobiona i w sam raz pasuje tematycznie do pirackich urodzin.

Na skrzyni umieściłam małpkę,, której założyłam za małą już na Chłopców piracką bluzeczkę.Obok skrzyni postawiłam roślinkę doniczkową, która miała grać rolę palmy:) Nad małpką zawiesiłam tablicę z napisem "ahoj kamraci!".

Na skrzyni umieściłam jeszcze lunetę oraz szabelkę, a do środka skrzyni włożyłam czerwony materiał i na nim wyeksponowałam klejnoty (biżuterię, która zalega mi gdzieś w szufladach).


 Namalowałam też dwie mapy pirackie, bo czułam, że gdy zrobię tylko jedną, to jak zwykle będzie bitka:) Niestety nie mam zdjęcia tej drugiej, a jest całkiem inna.

Jakiś czas przed urodzinami pirackimi zamówiłam kilka książek o tej tematyce i czytaliśmy je do poduszki. Bardzo polubiliśmy zabawną serię Pirata Patcha, może uda nam się zdobyć wszystkie tomiki.

Zrobiłam też ciasto z pirackim złotem oraz dukatami (złota cukrowa posypka).



Każde z 24 upieczonych muffinków zostało udekorowane piaskiem (żółty lukier), kolorowymi klejnotami (posypka cukrowa) oraz ozdobione różnymi topperami, które zrobiłam z kartonu i wykałaczek. Na zdjęcie widać niebieski obrusik, jest to imitacja morza, dalej jest naczynie z piaskiem imitujące wyspę. Są tam muszelki, kamyczki, nieco roślinności i wytyczona ścieżka patyczkiem do zaznaczonego X. Po obrusie pływają ciasteczkowe statki.
 A to kolejna taca z muffinkami. Połowa była kokosowa, a druga połowa cytrynowa.

Stół i znajdujące się na nim sałatki udekorowałam kwiatami szczypiorku, które udawały jeżowce.

Na czarnym obrusie umieściłam rozgwiazdy. Miały się tam znaleźć rozsypane złote czekoladowe monety i malutka skrzynia na nie, jednak niestety nie udało mi się ich otrzymać na czas, pomimo że zamówiłam je prawie tydzień wcześniej. Zostaną na imprezę Tadziową (chyba że Chłopcy zjedzą je wcześniej...)

Sok z jabłek zafarbawałam na kolor zielony (chociaż próbowałam na niebiesko, jednak sok miał odcień nieco żółty, a łącząc się z niebieskim utworzył taki właśnie zielonkawy. Jest to  woda z laguny:)





Skrzynia była ciekawym miejscem na małe sesje fotograficzne. Goście także proszeni byli o przebrania pirackie i było naprawdę klimatycznie oraz zabawnie.

 Nawet maleńka Zosia na chwilę przemieniła się w najsłodszą piratkę pod słońcem.

 Kiedy przyszedł czas na dmuchanie świeczek oraz myślenie o życzeniu, Nikoś stwierdził, że pragnie popłynąć statkiem.

 Taki oto tort Mu naszykowałam. Biszkopt przekładany kremem śmietankowym i dżemem z aronii i brzoskwini, na wierzchu jadalny opłatek, cukrowe morskie elementy oraz mnóstwo kolorowych cukierków i kolorowej posypki.
 Przygotowałam dwie zabawy, jednak nie byłam na siłach, by je poprowadzić, natomiast udało mi się przedstawić kilka ciekawostek o piratach:
-Piraci nosili przepaskę na oku nie dlatego, że go nie mieli, ale dlatego, by przyzwyczaić je do widzenia w nocy i pod pokładem
-Najstraszniejszym piratem był Czarnobrody, który przed atakiem na statek wplatał w brodę konopie i je podpalał, by straszniej wyglądać
-Na pokładzie największy problem był z higieną, ponieważ woda pitna była używana wyłącznie w celach spożywczych, było jej mało i była bardzo cenna, więc nie wolno było używać jej do mycia
-Nigdy nie odnaleziono mapy skarbów
-Piraci raczej nie patyczkowali się z pojmanymi i nie kazali im chodzić po desce, od razu wyrzucali ich za burtę
-Napój piracki to grog, jest to mieszanka rumu, wody, soku z cytryny oraz cukru, a czasem piwa.
-słynne piratki to Mary Read i Anne Bonny
-Juliusz Cezar został kiedyś pojmany przez piratów z Sycylii, którzy chcieli za niego okup w wysokości pół miliona złotych. Jednak jako przywódca zyskał ich szacunek i obiecał, że jeśli go wypuszczą, to wróci z okupem. Wypuścili go, a on wrócił, owszem, ale pozabijał ich wszystkich

środa, 4 października 2017

To był brzydki wrzesień...Rozchodniki i chrzest Nikosia

Pięknych wrześniowych dni jak na lekarstwo. Ten miesiąc był bardzo brzydki i deszczowy za wyjątkiem kilku dni. Na szczęście pogoda udała nam się na oba wesela oraz chrzciny Nikosia. Całe szczęście, że mamy to już za sobą, bo trochę się stresowałam jak wszystko wypadnie. Ale chrzciny naprawdę nam się udały. Dzieciaczki były grzeczne w kościele, Nikoś to nawet oczu nie otworzył, gdy był polewany wodą święconą przez księdza... Jedynie Tadzio nieco popłakiwał kiedy nie było nas przy Nim w momencie samego chrztu. Potem pojechaliśmy do restauracji, posiłki były smaczne, ciasta, które zamówiłam i tort również. Pogoda wytrzymała, bo chociaż bardzo ciepło nie było, to nie padało, a i słońce wyszło na moment, gdy opuściliśmy kościół.
  Nikoś wkrótce skończy 4 miesiąc, a 1ego października po raz pierwszy posmakował jabłuszka. Kolejną rzeczą, jaką wprowadzę będzie dynia, a potem marchewka, ziemniaczki, banan, buraczki. Ale wszystko stopniowo, po kolei, w małej dawce.  Póki co Nikoś przy jabłku krzywił się mniej niż Tadzio:)
  A co w ogrodzie? Tyle rzeczy do zrobienia, a nie ma kiedy... Wykorzystuję każdą możliwą chwilę, kiedy nie pada, a mogę cokolwiek zrobić, by wyjść do ogrodu, powycinać uschnięte kwiatostany roślin, martwe już części bylin, resztki pomidorów,  posiać gorczyce na poplon, poplewić gdzie się da (ile tego jest! pomocy!), do tego pozamawiałam sporo zimozielonym malutkich sadzonek, które musiałam posadzić (a najpierw znaleźć dla nich odpowiednie miejsce). Zapragnęłam też mieć więcej rozchodników, więc wzięłam się za ich rozmnażanie, stwierdziłam, że idealnym dla nich miejscem będzie okolica wokół drzewek. Rozchodniki kwitną późno - latem, nawet jesienią, a wiosną zakwitną tulipany. Tych też dosadziłam sporo (grubo ponad 100...) Teraz tylko czekać na wiosnę...
  Część dyni pozbierałam i zrobiłam z nich jesienną kompozycję na schodach zewnętrznych.
  Tak u nas wygląda koniec września:
Posadzony w okrągłej ławeczce wiąz Camperdowni coś nie chce rosnąć.... Jak go wsadziłam na wiosnę tak wygląda teraz - żadnych dodatkowych przyrostów...Mam nadzieję, że ten rok po prostu spożytkował na ukorzenianie się, a ruszy pełną parą kolejnej wiosny...Taką przynajmniej mam wielką nadzieję, bo doświadczenia z wiązami wielkiego nie mam, a to już drugi, który został tam posadzony, pierwszy usechł, na szczęście uwzględnili mi reklamację w sklepie internetowym. Dosadziłam też na tej rabacie kilka traw ozdobnych, m.in. miskant Kleine Silberpinne, Malepartus, Proso rózgowate Strictum oraz miskant Ferner Osten.
Powyżej kompozycja z dyni oraz kostki słomy - prezentu od mojego Mężusia. Wkrótce przyjdzie czas pochować drewniane koła od wozu i mnóstwo innych ozdób...
Posadziłam do donic trzy wrzosy, w tym roku z nimi nie szaleję, bo wiem, że gdy je kupię, większość i tak u mnie się nie przyjmie.  Gleba tutaj widocznie im nie służy.
A to paulownia. Wiosną pewnie będę musiała ją ściąć przy ziemi, a teraz póki co sobie rośnie.
Na białą rabatę przy huśtawce napadało mnóstwo liści z jabłoni, ale na razie nic z nimi nie robię. Trochę liczę na wiatr, który może je rozgoni. Mam dmuchawę do liści, ale naprawdę nie mam teraz na to czasu, a są bardziej potrzebne rzeczy do zrobienia...
Hortensja Grandiflora pięknie się przebarwia...

Taras zielono biały, gdzie te wszystkie wiosenne kolorki, już za nimi tęsknię...
Tutaj hortensja lime light. Dziwne - ta akurat czekała tak długo, by zakwitnąć, kiedy jej siostra na pniu dawno się przebarwiła. Może dlatego, że to młoda sadzonka.
Zawilec japoński kwitnie.
Wilczomlecz Tasmanian Tiger. Wygląda bardzo intrygująco, jeszcze nie wiem jak się go rozmnaża.
Poniżej róża Johann Volfgang V. Ghoethe. Kwitnie niezmordowanie wraz z Best Impressions.
Poniżej jeden z rozchodników o ciemnych liściach - Jose Aubergine.
A to inny ciekawy rozchodnik - Purple Emperor. Wszystkie te sadzonki są jeszcze młodziutkie, więc lepszy efekt będzie za rok, dwa.
Poniżej malutka sadzonka Thunderhead. Ma potencjał ładnie wyglądać za rok, bo jego kolor jest cudowny.
Nazw poniższych rozchodników niestety nie znam, ale zrobiłam film z tym jaśniejszym i owadami, które go obsiadły.

Poniżej jeden z miniaturowych rozchodników.
Oprócz powyższych rozchodników niedawno posadziłam też nowe odmiany. Są to Xenox, Yellow Xenox, Birthday Party, Dark Magic, Cherry Truffle, Pool Party i Sunkissed.
A to już rzadko spotykany krzew - barbula. Kwitnie późno, dając o tej porze tak potrzebny pszczołom nektar. Jest śliczna, ale w niektórych rejonach Polski lubi wymarzać. U mnie rośnie drugi rok. Warto podciąć ją wiosną - wzmocni to krzew oraz polepszy kwitnienie.
Mała rabatka hostowo drzewkowa przy domku narzędziowym na ten moment wygląda tak:
I to tyle jeśli chodzi o zdjęcia z ogrodu.
  Tak natomiast wyglądał tort Nikosia. Był pyszniutki.
To my na chrzcie. Niestety zdjęcia Nikosia zaprezentować nie mogę, bo akurat są z Nim inne osoby.
 Tadziowe uśmieszki...


 Nikosiowe uśmieszki...
Tadzio elegancik przed weselem w Iwanowicach.
 A tutaj już na weselu, parkiet cały nasz:)

 Tadzio odkrywa talenty na pianinie naszej Sąsiadki.


 

Miłego tygodnia kochani. Ja niestety coraz mniej czasu mam na pisanie bloga. Zdjęcia robię, zgrywam na dysk, a potem wyczekuję czasu, by usiąść i zrobić z nimi porządek. Zmuszam się, by wywołać te odłożone do wywołania już rok temu. Przy Tadziu pierwsze zdjęcia wywołałam po dwóch miesiącach od Jego narodzin, a teraz Nikoś ma prawie cztery i ani jedno Jego zdjęcie nie wisi w ramkach. Pora to naprawić.