piątek, 30 września 2016

Wizyta w Ogrodach Kapias.

   Witajcie kochani. Dziś będzie dużo o roślinach, zapraszam Was w piękną wycieczkę po Ogrodach Kapias (Goczałkowice Zdrój, woj. śląskie).  Nazwa ogrodów pochodzi od nazwiska pana Bronisława, który w 1979 roku rozpoczął pracę nad nimi chcąc podzielić się swoją pasją z innymi ludźmi. Aż trudno w to uwierzyć, ale wstęp do tych pięknych ogrodów jest całkowicie bezpłatny. Mało tego, na potrzeby zwiedzających przygotowano mnóstwo terenu na zaparkowanie samochodów, a także zatrudniono dwóch panów kierujących ruchem. Coś niesamowitego ile osób pragnie zobaczyć ogrody, nie byliśmy jedyni.
   Na wycieczkę zabraliśmy Babcię, miłośniczkę roślin, Tadzio zwiedził cały ogród w wózku i nie marudził ani trochę. Chyba najmniej zadowolony był Mężuś, który z pewnością wolałby ogród pełen elektrycznych gadżetów:) 
  Pogoda była doskonała - świeciło słońce, ale nie było ani za gorąco ani za zimno, po prostu idealnie, o piękniejszą nie mogliśmy prosić.
  Postaram się Wam opisać jak wygląda ogród, niestety zdjęcia nie oddadzą jego piękna i uroku. Całość mieści się na ogromnym terenie o kilku hektarach. Ogród płynnie przechodzi z jednego tematu w drugi. Mnóstwo jest małej i dużej architektury, pomysłowych ozdób, zacienionych ścieżek, które dają wytchnienie od słońca w upalne letnie dni, co jakiś czas postawione są prześliczne altanki i ławeczki, w których można usiąść, odpocząć, przekąsić kanapkę. Nie brakuje też atrakcji dla dzieci (labirynt wykonany z tui, wielki plac zabaw, iglo obrośnięte roślinnością i wiele innych). Prawie każdy zakątek ma swoją nazwę (ogród zimowy, ogród wiejski, ogród romantyczny, tajemniczy ogród, ogród cisza, ogród angielski, fontanny, cieniste wzgórze, aleja lipowa, zaułek z hostami itd). Są stawy naturalne, studnie oraz suche strumyki. Są też tarasy widokowe, do których prowadzą schodki zbudowane z naturalnych materiałów. Czego tam nie ma!
   Jak wiecie każdy ogród zmienia się wraz z porami roku. Obecnie w ogrodach główną rolę grają przede wszystkim trawy cudownie szumiące na wietrze, jeżówki i rudbekie, marcinki, przecudne kobierce wrzosów, hortensje - te które wciąż kwitną i te które już przekwitły i rozchodniki okazałe. Warto pomyśleć o wszystkich porach roku, kiedy urządzacie sobie ogród. Jesień w ogrodzie wcale nie musi być nieciekawa.
  Poniżej piękny, naturalny staw, obok którego można przysiąść w altance. Chociaż czas róż dawno przeminął, to wciąż kwitną jeszcze róże płożące oraz rabatowe i parkowe (chociaż nie tak obficie, jak w czerwcu).

 Jedno z kilku wrzosowisk.
 To czerwone to berberys, przepięknie przebarwiony. Wrażenie robi dopiero posadzenie kilku takich samych roślin obok siebie tworzących duże plamy kolorystyczne. Zasada ta jest podobna przy większości roślin, chyba że są to solitery, które najlepiej wyglądają w pojedynczych egzemplarzach.
 Tajemniczy tunel z miskantów olbrzymich. Dokąd prowadzi?

Oczywiście do Tadzia i Tatusia:)
 Ogród wiejski z wielką, uroczą, starą chałupką.
 Urokliwy, stary płotek - teraz już się takich nie robi, ale w Polsce wciąż jeszcze można je na wsiach zobaczyć. Niekiedy wiesza się na nich stare emaliowe garnki. Czasem płotki zrobione są z wikliny, ale raczej te niższe. Mi marzy się taki wiklinowy płoteczek w jednym z zakątków i wiem, że kiedyś sobie taki sprawię, jednak najpierw muszę wyhodować odpowiednio dużą ilość wikliny:)
 Również drzewa i krzewy tworzą piękne barwy. Trawniczek jest niezwykle zadbany, nawet nasz sąsiad, który kosi trawę trzy razy w tygodniu nie ma tak pięknego:)
 Jedno z atrakcji dla dzieci - tych dużych i tych małych - iglo porośnięte przebarwiającym się już winobluszczem.
 Hortensje - rośliny obok których ciężko przejść obojętnie.
 Iglaczki - wiecznie zielone rośliny, tutaj cała galeria.
  I znowu przepięknie przebarwiające się hortensje. Nie wszystkie oczywiście mają takie kolory, te są wyjątkowo wyraziste.
 Wrzosowisko w towarzystwie kosodrzewiny, srebrnych świerków i innych iglaków
 Cudne kolory...
 Drogowskaz kierujący nas w zacienioną ścieżkę. I znowu ten idealnie, jak pod linijkę przystrzyżony trawnik.
 Kolejna alternatywa w upalne dni... Schodki z podkładów kolejowych.
 Jedna z wielu altanek zapraszających na chwilę odpoczynku.
 Wrzosy, wrzsy, jałowce, kosodrzewiny oraz przepiękne rozchodniki olbrzymie.
 A to roślina, której nazwy niestety nie znam, a podbiła moje serce. Gdybym miała zgadywać, pewnie postawiłabym na jakiś rodzaj cyprysa...
 Roślina jest po prostu prześliczna, bardzo żałuję, że nie było przy niej nazwy.
 Poczujmy się nieco jak na Prowansji:)
 Dominują tu niebieskie dekoracje, cegły oraz dużo roślin w donicach.
 Tadzio znalazł świetnie miejsce do przycupnięcia:)
 Mały, uroczy stawik...
 I trawy...mnóstwo traw...
 I znowu trawy... Ta czerwona, to Imperata Red Baron, dosyć popularna ostatnio trawa, która o tej porze roku wygląda wyjątkowo imponująco ze swoimi czerwonymi barwami.
 Samotna łódka, w której przed momentem jeszcze młoda para robiła sobie zdjęcia ślubne. Po drodze spotkaliśmy ze cztery pary młode z fotografami. Faktycznie jest to wspaniałe miejsce do takich zdjęć - tyle możliwości, mnóstwo przepięknych scenografii...
 I znowu woda oraz trawy....
 Kolejna mała architektura, z zielonym dachem.
I trawy....trawy, trawy
I znowu trawy... Tak wiele ciekawych kompozycji można zbudować z samych jedynie traw. Minusem jest to, że niezbyt ciekawie wyglądają samą wiosną.
Droga przez trawy...

A to jakiś miskant, który przypadł do gustu mojej Babci. Z daleka wygląda, jakby miał srebrne wiechy. Prześliczne kwiatostany.


Tadzio zaliczył również i ten domek.
Co jakiś czas spotkać można było jesienne aranżacje z wykorzystaniem dyni.
I znowu hortensje tak pięknie wybarwione
To jasne po lewej, to rozchodnik okazały. Jak widać najlepiej komponuje się w grupie.
Hortensje wyglądają pięknie nawet po przekwitnięciu.
A to marcinki, typowo jesienne kwiaty, bardzo u nas popularne.
I znowu fioletowe marcinki, a obo czerwone rozchodniki okazałe.
To jasnozielone w środku to odętka, której przekwitłe kwiatostany zostały ścięte. Ślicznie wygląda nawet bez nich, a ja zawsze ścinałam ją całkowicie po przekwitnięciu, co widzę, że było błędem. Dobrze jest się czegoś nauczyć:)
Fragment ogrodu japońskiego.
Nie zabrakło nam czasu na pieszczoty:)
A to kolejna jesienna aranżacja, tym razem na biało.
 Jasne hosty spalone słońcem wciąż pięknie wyglądają.
Urokliwy zaułek z hortensjami i bukszpanowymi kulami.


I na koniec kolorowa aleja.

Nie będę Wam pokazywać więcej zdjęć, najlepiej, jeśli sami odwiedzicie Ogrody, bo warto. Można wybrać się całą rodzinką i naprawdę miło spędzić czas, szczególnie jeśli Wasze dzieciaki mają nieco więcej latek niż Tadzio - będą mogły skorzystać z dużego placu zabaw.
   Tak naprawdę Ogrody warto byłoby zobaczyć przynajmniej trzy razy w roku - wiosną, kiedy zakwitną rododendrony, floksy szydlaste, tulipany, szafirki, azalie i inne typowo wiosenne rośliny, latem (wczesnym lub późnym - ogród będzie wyglądał inaczej w obu przypadkach), kiedy zakwitną przetaczniki, odętka, bodziszki, dalie, dzwonki,goździki, języczka, liliowce, nachyłki, ostróżki itd oraz jesienią - tak jak zwiedziliśmy je my. Zmienność wyglądu ogrodu ma niezwykły urok.
   Oprócz ogrodu można zjeść obiadek w przyległej do niego restauracji, jednak polecam zarezerwować miejsce, ponieważ kiedy my byliśmy w niedzielę, nie było ani jednego wolnego stolika. Dodatkowo, jeśli marzy nam się roślinka, zaraz obok jest duży sklep z okazami, które można zobaczyć w ogrodzie. Ja wypatrzyłam sobie jałowca nadbrzeżnego "All gold" i babcia mi go sprezentowała. Kiedyś zarzekałam się, że nie cierpię jałowców - i częściowo to prawda, bo myśląc o nich zawsze mam przed oczami małe podwórka przepełnione w przedogrodach olbrzymimi okazami jałowców, które wyrosły niesamowicie i zajmują całą cenną powierzchnię, którą możnaby wykorzystać inaczej. Jednak obecnie istnieje mnóstwo odmian jałowca, dodatkowo można spotkać je w różnych odcieniach zieleni. Mój jest jasnozielony wpadający w złoto, będzie malutki, rośnie powoli i nigdy nie pozwolę mu, aby zdominował totalnie skarpę. Z resztą nie będzie w stanie, ponieważ odmiana ta jest niska, a poza tym można go podcinać. A wygląda tak:


  A Tadzio rośnie jak na drożdżach, ma 11,2 kg, jest coraz kochańszy, a wydawałoby się, że już nie może być bardziej...Nie wyobrażam sobie życia bez Niego i ciągle dziękuję w modlitwach za takie błogosławieństwo, które nas spotkało.
   Ma apetyt, nie ma problemu z jedzeniem, uwielbia wiele rzeczy, ale chyba najbardziej jajeczko:) Teraz chodzi za tym wielkim autkiem, które sobie zakupił i pcha go, ćwicząc chodzenie. Gaworzy ile wlezie, jest bardzo rozgadany i towarzyski. Uwielbia, gdy ktoś go odwiedza, a najbardziej cieszy się, gdy odwiedzają go koleżanki:) Prawdziwy mężczyzna.

  Miłego weekendu!

1 komentarz: