niedziela, 23 sierpnia 2015

Sesja brzuszkowa z Dominiką Sową

   Moja koleżanka całkiem z zaskoczenia napisała do mnie na Facebooku, czy nie chciałabym wziąć udziału w jej sesji brzuszkowej, ponieważ dziewczyna, która miała ją mieć odmówiła z powodu złego samopoczucia. Długo się nie zastanawiałam, bo marzyła mi się taka sesja, Tadzio będzie miał cudowną pamiątkę, my także, w dodatku całkowicie za darmo! Oczywiście z chęcią się zgodziłam i zaczęłam przeglądać ciuszki, jakie mam w szafie. Wiecie jak to jest, niby szafa pełna, a jak przyjdzie co do czego, to nic nie można znaleźć. Dominika miała swoje dokładne preferencje, więc starałam się sprostać jej oczekiwaniom. Z Grzesiem było o wiele łatwiej, wystarczyło dobrać odpowiednią koszulę i tyle...
   W końcu po kilku godzinach miałam już wszystko skompletowane i następnego dnia czarowałam pogodę, ponieważ dzień wcześniej lało jak z cebra. Dominika powiedziała, że potrzebuje choć trochę słońca, a jak na ironię tego dnia słońce nie było takie łaskawe jak przez całe lato... Jednak w godzinach sesji (15-17) słoneczko wyszło zza chmurki i wszystko poszło po naszej myśli. Pozowanie nie było takie łatwe, ale stanowiło świetną zabawę. Bardzo miło spędziliśmy czas.



















   Cudownie jest czuć ruchy Tadzia, to takie rozkoszne uczucie, chociaż czasami naprawdę boli, chłopak ma tyle siły! Ale uwielbiam czuć go pod dłonią, leżeć i patrzeć jak mój brzuch się porusza. Wtedy wiem, że sobie tego nie wyśniłam, nie wymyśliłam, że naprawdę wreszcie jestem w upragnionej ciąży i że będziemy już wkrótce szczęśliwymi rodzicami. Teraz tylko modlę się o to, aby Tadzio urodził się zdrowy, bo to jest najważniejsze.
  Jeśli chcecie zobaczyć inne zdjęcia Dominiki, zapraszam na jej stronę: 
http://dominikasowa.pl/ 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Wspomnienia ze Szczawy:)

Witajcie kochani, wiem, wiem, znowu mnie długo nie było. Już parę osób mi to powiedziało. Ale tak się składa, że wreszcie udało nam się z Mężusiem gdzieś wyjechać, w dodatku z moją przyjaciółką z liceum, która teraz mieszka w Warszawie. To cud, że udało nam się dograć w czwórkę grafiki:) Jednak cuda się zdarzają. 
   Było cudownie, naprawdę wypoczęliśmy pomimo upartych upałów powyżej 30 stopni. Ochładzaliśmy się w odświeżającej i czystej górskiej rzeczce o nazwie Kamienica, która znajdowała się jakieś 400 m od naszego małego, drewnianego domku. Nad rzeką upał był niestraszny, nie czuć było takiego skwaru.
  Jedynie jedną noc miałam nieprzespaną z powodu natrętnego bólu biodra spowodowanego uciskiem na nerw. Czasem niestety mam takie ataki, że ledwo chodzę...
   Jestem dumna z naszego Luckiego, przygarniętego dwa miesiące temu ze schroniska. Był niesamowicie grzeczny i słodki. I nawet przezwyciężył swój strach jeżdżenia w bagażniku, teraz sam chętnie do niego wskakuje! Jest niesamowity.
    Teraz zanudzę Was trochę fotkami ze Szczawy. Mam nadzieję, że Wam także udało się wypocząć w te wakacje.



































poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Spacerek...żuraw w ogrodzie...Napęd do bramy i początek kopania oczka:)

Witajcie kochani. Jakoś tak nie miałam czasu w weekend zebrać się do pisania, ciągle coś wypadało, a to robienie marmolady, a to grill z Mężusiem, a to odwiedziny Mamy, a to wizyta Znajomych, a to sprzątanie i inne obowiązki w domu. Ale dziś poniedziałek, mój drugi wolny poniedziałek, którym się rozkoszuję, spałam po wyjściu Mężusia, obudziły mnie dopiero szaleńcze podskoki Tadzia, mój brzuch po prostu cały chodził, jakby Tadek chciał zakomunikować "matka, wstawaj i ruszaj się, nudzi mi się". No więc tak też zrobiłam. Pojechałam na zakupy do Niepołomic, kupiłam między innymi plastry rozgrzewające, aby przykleić je na lewe biodro, kiedy znowu dopadnie mnie taki wielki ból. Ostatnio czuję go każdego dnia. Podobno to przez ucisk na nerw, co normalne w ciąży. Tadzio waży już około kilograma, a jak ostatnio robiliśmy USG, to był główką zwrócony ku dołowi, więc ucisk może być jeszcze większy. 
   Lucky to najcudowniejszy i najwdzięczniejszy pies jakiego widziałam. Jest bardzo inteligentny i niezwykle posłuszny. Oczywiście trzeba było wprowadzić dyscyplinę i konsekwentnie uczyć go o co nam chodzi, ale to pojętny uczeń i w locie załapał. Marzył mi się spokojny, ułożony psiak, a do tego przytulasek. I taki właśnie jest Lucky. Lucky uwielbia pieszczoty. Uwielbia kiedy poświęcamy mu uwagę, najlepiej całkowitą. Nie pozwala na głaskanie innych pupili, od razu widać zazdrość w jego oczach, ale przecież nie ma się co dziwić po tym, przez co przeszedł. po prostu może czuć się zagrożony, biedaczek.
 Często chodzimy na spacerki. Dla zdrowia, ale przede wszystkim dla Luckiego, który je uwielbia i ich potrzebuje.

 Jeżówka, mój mały rudzielec:)
 A to nowy nabytek - czerwona hortensja. Kupiłam dwie sztuki, trafiły na nową rabatkę przy ogrodzeniu.
 Astry kazały na siebie troszkę poczekać, ale teraz kwitną na fioletowo i biało.
 Lilie oszałamiają swoim zapachem...


 Hortensja posadzona na wiosnę nieśmiało się pokazuje....

Mój Miły postanowił rozpocząć prace związane z tworzeniem oczka w pobliżu tarasu. Najpierw wyznaczyliśmy jego kontury sypiąc mąkę. Potem Grześ ściągnął darń i rozpoczął dalsze kopanie. Niestety teren, który sobie wybraliśmy pełen jest przeróżnych korzeni po jabłonce, z którymi mój Mężuś musiał się rozprawiać.
A to moja nowa zdobycz...piękny, żelazny żuraw. Ślicznie błyszczy się w słońcu.
 Postanowiłam umieścić go na tarasie, przy rozplenicy japońskiej i azalii.
 W niedzielę zamiast tradycyjnego obiadku zrobiliśmy sobie pysznego grilla.
 A to mój prezencik dla Grzesia- Poradnik Biznesmena.
 Z niezbędną wiedzą o interesach w środku:)
W sobotę natomiast dorobiliśmy się też siłowników do bramy, nad którymi mój biedny Mężuś musiał spędzić prawie cały dzień. W końcu udało się je zamontować i możemy pilotem otwierać i zamykać bramę. Ja z kolei zamówiłam przez internet lampy na taras. Wreszcie wystające białe kable przestaną tam straszyć.
   A Wam kochani życzę udanego poniedziałku oraz całego tygodnia.