poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Spacerek...żuraw w ogrodzie...Napęd do bramy i początek kopania oczka:)

Witajcie kochani. Jakoś tak nie miałam czasu w weekend zebrać się do pisania, ciągle coś wypadało, a to robienie marmolady, a to grill z Mężusiem, a to odwiedziny Mamy, a to wizyta Znajomych, a to sprzątanie i inne obowiązki w domu. Ale dziś poniedziałek, mój drugi wolny poniedziałek, którym się rozkoszuję, spałam po wyjściu Mężusia, obudziły mnie dopiero szaleńcze podskoki Tadzia, mój brzuch po prostu cały chodził, jakby Tadek chciał zakomunikować "matka, wstawaj i ruszaj się, nudzi mi się". No więc tak też zrobiłam. Pojechałam na zakupy do Niepołomic, kupiłam między innymi plastry rozgrzewające, aby przykleić je na lewe biodro, kiedy znowu dopadnie mnie taki wielki ból. Ostatnio czuję go każdego dnia. Podobno to przez ucisk na nerw, co normalne w ciąży. Tadzio waży już około kilograma, a jak ostatnio robiliśmy USG, to był główką zwrócony ku dołowi, więc ucisk może być jeszcze większy. 
   Lucky to najcudowniejszy i najwdzięczniejszy pies jakiego widziałam. Jest bardzo inteligentny i niezwykle posłuszny. Oczywiście trzeba było wprowadzić dyscyplinę i konsekwentnie uczyć go o co nam chodzi, ale to pojętny uczeń i w locie załapał. Marzył mi się spokojny, ułożony psiak, a do tego przytulasek. I taki właśnie jest Lucky. Lucky uwielbia pieszczoty. Uwielbia kiedy poświęcamy mu uwagę, najlepiej całkowitą. Nie pozwala na głaskanie innych pupili, od razu widać zazdrość w jego oczach, ale przecież nie ma się co dziwić po tym, przez co przeszedł. po prostu może czuć się zagrożony, biedaczek.
 Często chodzimy na spacerki. Dla zdrowia, ale przede wszystkim dla Luckiego, który je uwielbia i ich potrzebuje.

 Jeżówka, mój mały rudzielec:)
 A to nowy nabytek - czerwona hortensja. Kupiłam dwie sztuki, trafiły na nową rabatkę przy ogrodzeniu.
 Astry kazały na siebie troszkę poczekać, ale teraz kwitną na fioletowo i biało.
 Lilie oszałamiają swoim zapachem...


 Hortensja posadzona na wiosnę nieśmiało się pokazuje....

Mój Miły postanowił rozpocząć prace związane z tworzeniem oczka w pobliżu tarasu. Najpierw wyznaczyliśmy jego kontury sypiąc mąkę. Potem Grześ ściągnął darń i rozpoczął dalsze kopanie. Niestety teren, który sobie wybraliśmy pełen jest przeróżnych korzeni po jabłonce, z którymi mój Mężuś musiał się rozprawiać.
A to moja nowa zdobycz...piękny, żelazny żuraw. Ślicznie błyszczy się w słońcu.
 Postanowiłam umieścić go na tarasie, przy rozplenicy japońskiej i azalii.
 W niedzielę zamiast tradycyjnego obiadku zrobiliśmy sobie pysznego grilla.
 A to mój prezencik dla Grzesia- Poradnik Biznesmena.
 Z niezbędną wiedzą o interesach w środku:)
W sobotę natomiast dorobiliśmy się też siłowników do bramy, nad którymi mój biedny Mężuś musiał spędzić prawie cały dzień. W końcu udało się je zamontować i możemy pilotem otwierać i zamykać bramę. Ja z kolei zamówiłam przez internet lampy na taras. Wreszcie wystające białe kable przestaną tam straszyć.
   A Wam kochani życzę udanego poniedziałku oraz całego tygodnia.

3 komentarze:

  1. Klaudusiu, wyglądasz prześlicznie!
    Lucky jest naprawdę szczęśliwy!
    Ogród piękny, ale nie zamęcz Grzesia:-)
    Tadziu, jak widzę też dziarski facet!
    Nasz Konraduś skończył już 4 tygodnie, jest cudowny!
    A gdzie kupiłas takiego slicznego żurawia?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Basiu! A żurawia kupisz w OBI:) Kosztował 75 zł. Warto sobie takiego sprawić do ogrodu, na pewno ozdobi każdy zakątek. Mój Grześ myśli o kupieniu jeszcze jednego, są inne wzory.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę się wybrać, tylko nie bardzo mam kiedy, ale coś wykombinuję;-) Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń