wtorek, 6 listopada 2018

Po październiku zostało już tylko wspomnienie...

   Październik był naprawdę piękny. Aż trudno w to uwierzyć, bo w niektóre dni było nawet w granicach 28 stopni! Tak mogłoby być co roku. Nawet początek listopada był wspaniały, mogliśmy śmiało iść na groby Zmarłych z naszymi Dzieciaczkami i zrobiliśmy to najpierw za dnia, potem po zmroku, aby podziwiać piękno kolorowych zniczy.
   Teraz niestety mój Tadeuszek śpi już piątą godzinę, jest 16.00, chorutki odsypia dwie nieprzespane noce, kiedy to budził się z płaczem, katarkiem oraz bólami nóżek... Byliśmy u dwóch lekarek, które stwierdziły infekcję. Oby to faktycznie była zwykła infekcja, bo biedaczek dawno nie wyglądał tak źle...Totalnie padnięty, nieprzytomny ze zmęczenia, dziś nie ma apetytu, chciałam Mu jakoś osłodzić ból i po mleku z płatkami, które zjadł w połowie, podsunęłam Jego ulubione Haribo, to tylko je potrzymał w rączkach i nie tknął...Zjadł je Nikoś... Tadzio ma też gorączkę drugi dzień. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.
    Tadeuszek pod koniec października miał pasowanie na Przedszkolaka. Było to dla Niego ogromnie stresujące przeżycie, bo wraz z całą grupą musiał wejść na dużą scenę i występować przed liczną widownią. Biedny cały czas płakał, a mi było Go strasznie żal. Ma to chyba po Tatusiu, który także panicznie boi się wystąpień publicznych
   A zmieniając temat... Ostatnio po raz pierwszy byłam z Mężem na Operze pod tytułem Norma i zdecydowałam, że koniecznie musimy wybierać się częściej. Wspaniałe przeżycie, polecam. Następna w kolejce będzie "Zemsta Nietoperza", potem "Turek we Włoszech" i może jakiś balet. Jednak bilety polecam rezerwować z wyprzedzeniem około trzech miesięcy, bo miejsca szybko się sprzedają.
   Moje winko niedawno zostało przelane do butelek. Niecałe, bo straaaasznie dużo tego wyszło i zabrakło mi buteleczek! Moje pierwsze wino zrobiło się takie pół wytrawne, ale bardzo mi smakuje. Nie czuć w nim sztucznych drożdży, wszystko jest naturalne i sam proces robienia wina jest bardzo satysfakcjonujący. Zakupiłam dwa 15litrowe dymiona, jestem pewna że również i za rok oba będą pełne. Kolejne wino zamierzam nieco więcej dosłodzić, nie wszyscy bowiem przepadają za wytrawnymi.
    Weszłam również w tryb pieczenia pierniczków, tak więc często pachnie u nas cynamonem i przyprawą korzenną. Uwielbiam ten zapach. A tak wcześnie je piekę, bo chciałam porozdawać rodzinie i u nas i tak zawsze schodzi ogromna ich ilość.
   Zdążyłam też zrobić kartki świąteczne. Brakuje mi tylko do nich kopert.
   A teraz zapraszam na typowo jesienne zdjęcia. 





Trawa poniżej wygląda imponująco, w dodatku nie pokłada się i jest baaardzo wysoka. W przyszłym roku zamierzam ją podzielić i podarować między innymi teściowej. Resztę posadzę również w innych częściach ogrodu, aby i tam mogła świecić swoją urodą.

Rozplenice japońskie pięknie się już przebarwiły, dodając ciepła ogrodowi.

Róże wciąż się nie poddają i kwitną niezmordowanie.
Poniżej klon palmowy, który zwykle jest zielony, teraz przebarwił się na niesamowite kolory.

Praktycznie każdego dnia walczę z krecią robotą...Kiedyś naliczyłam aż 27 kopców. Martwię się trochę o cebulki krokusów posadzone w tym roku w trawniku...

Chryzantemy pięknie się rozkwitły, mam je od Babci Grażyny. Wkrótce zamierzam spróbować je rozmnożyć.

Kwitną też żółte odmiany chryzantem. Ale i tak czerwone są moimi ulubionymi.

Dereń kousa przepięknie wygląda o tej porze roku. Szkoda, że wkrótce potraci swoje liście.

A nad takim tortem dla bratanicy i bratanka Męża siedziałam kilka dobrych godzin. Efekt może daleki od zadowalającego, ale włożyłam w to całe swoje serce.

Kolejne zdjęcia zawierać będą już tylko uśmiechnięte buźki moich Szkrabów. Korzystamy z pięknej pogody póki możemy i bardzo nas ona cieszy.
Tadzio uwielbia ten swój pożyczony rowerek. Najchętniej wszędzie by go ze sobą zabierał.
Brzozoterapia:) Polecam! Przytulcie się do drzewa, zamknijcie oczy i po prostu oddychajcie, poczujcie się świadomi natury, tego co Was otacza. Brzoza potrafi podzielić się z nami życiodajną energią.
Zauważyliście kiedyś jak ślicznie wybarwiają się liście aronii? I to jako jedne z pierwszych? Niestety też jako jedne z pierwszych je tracą. W chwili kiedy piszę ten post, krzaczki aronii są już całkowicie gołe i czekają na zimę.



Liście...Wszędzie liście. Ciągle grabienie i grabienie, w marzeniach wyobrażam sobie, jak robimy to całą trójką, bawiąc się przy tym doskonale. Bo mam wielką nadzieję, że moi Chłopcy wdadzą się we mnie, nie w Tatusia i czerpać będą radość właśnie z takich prostych czynności jak porządkowanie ogrodu.
Póki co zapowiada się dobrze:)
Chociaż więcej radości jest przy rozwalaniu kopczyków usypanych przez mamusię:)
Dla takiego uśmiechu warto wstawać...warto znosić wszelkie trudy... Takie uśmiechy mnie napędzają i sprawiają, że to co robię, ma sens.
:)
Miłego dnia Wszystkim!

Ps. A biedny Tadeuszek ma jednak zapalenie ucha

3 komentarze:

  1. Zdrówka dla Tadzia życzę :)
    Piękny, jesienny ogród, ale zatkało mnie czytając o gotowych kartkach i... co tam jeszcze stworzyłaś?... gdzie to było...i ,,pierniczkowy tryb" :D Kochana! Gnasz jak szalona :D
    Moc uścisków dla Was wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, biedny Tadziu, niech szybko wraca do zdrowia.
    A Tobie Klaudio udało się uchwycić piękne kadry jesieni.
    Ściskam Was mocno!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że Tadeuszek już wyzdrowiał. A jak się czuje w przedszkolu? A Nikoś nie tęskni? Jak jakaś kępka trawki zostanie to Basia poprosi:-)

    OdpowiedzUsuń