Jestem Klaudia, mama trójki cudownych dzieci i żona wspaniałego Mężczyzny.W swoim życiu próbowałam wielu rzeczy- walczyłam na Mistrzostwach Polski w kickboxingu , jeździłam konno (mieliśmy klacz Mimi), tańczyłam salsę, tworzyłam makramy, jeździłam z Mężem terenówką, a obecnie od jakiegoś czasu zakochaliśmy się w karawaningu (całą 5tką jeździmy naszym kamperkiem) oraz sportach wodnych (motorówka i skuter). Kocham ogród i rośliny! Odkąd skończyłam 18 lat oddaję krew. Tańczę bachatę.
5 marca moja Księżniczka obchodziła swoje trzecie urodzinki. Wypadło to dokładnie w niedzielę, więc wtedy też zaprosiliśmy wielu Gości z najbliższej Rodziny. W duszy cieszyłam się, że Zosia jeszcze nie ma koleżanek przedszkolnych i nie muszę jej robić dwudniowych urodzin, tak jak robię Chłopcom. W tym roku po raz pierwszy zrobiłam naleśniki faszerowane i zapiekane w piekarniku podawane z sosem czosnkowym. Kolejne rzeczy które zrobiłam do jedzenia były już sprawdzone. A tort oczywiście z przepisu mojej ukraińskiej Siostry - Julii, za którą tak tęsknię. Odkąd nauczyła mnie go piec, to bardzo lubię go robić.
A przepraszam, patrząc na to zdjęcie przypomniałam sobie, że była też sałatka z tuńczykiem, jajkiem i buraczkiem w formie tortu i była ona dużym zaskoczeniem dla gości, którzy myśleli, że jest to słodkie ciasto.
Zosia każdego dnia wymyśla sobie nową stylówkę. Ciągle prosi o pomoc w ubraniu różnych sukienek, czasem samej uda jej się założyć różne ubranka czy buty.
Zosia ma dosyć duży apetyt, co cieszy nie tylko mnie.
Zdjęcie poniżej tak bardzo mi się podoba, że muszę je wywołać w większym formacie, by powiesić w galerii.
I to zdjęcie również mi się udało:) Generalnie mam to szczęście, że kocham robić zdjęcia, a Zosia lubi pozować.
Tutaj wśród krokusów, kwiatów które tak wyczekuję na wiosnę.
Najbardziej lubię te fioletowe, dlatego mam ich sporo w ogrodzie. W tym roku planuję dosadzić jeszcze w kolorze różowym. Są niespotykane i dużo droższe od tych najbardziej popularnych, ale może uda mi się je rozmnożyć u siebie w ogrodzie.
Na zdjęciu poniżej widać blade krokusy, które u mnie kwitną pierwsze i właśnie ustępują miejsca tym intensywniejszym. Nie planowałam tego dosadzając krokusy co roku, ale podoba mi się, że dzięki temu dłużej cieszę się ich widokiem.
Ponieważ zima jakoś się przeciąga, lubię wykorzystać ten czas kiedy nie jeździmy jeszcze kamperem w weekendy i pichcę coś więcej na zapas. W tym roku zrobiłam dużo krokietów i uszek do zamrożenia oraz sporo przetworów.
Piekę też jak co roku sporo ciasteczek - pierniczków, które mają wzięcie nie tylko na święta Bożego Narodzenia, ale cały czas. Uwielbiam buraczki na słodko, więc również i ich zrobiłam sporo. Oprócz tego zawsze podobały mi się słoiki wypełnione różnymi kuchennymi produktami, więc zrobiłam sobie prezent i zakupiłam takie plastikowe pojemniki, do których wrzuciłam między innymi nerkowce, orzechy włoskie, siemię lniane, kokos, słonecznik, daktyle itd. Sprawia mi przyjemność patrzenie na poukładane schludnie przedmioty. Takie jakieś zboczenie :)
Mój kochany Tadzio lubi pomagać mi w kuchni (Nikoś także!) i tutaj akurat przygotowuje tortille na urodziny Tatusia.
Grześ obchodził 1 kwietnia 38 urodziny i Jemu także zrobiłam ukraiński tort. Ten tort jest tak pyszny, że nigdy nie zostaje, zawsze szybko znika.
Tym razem zrobiłam coś nowego - borowika z jajek w sosie tatarskim. Część z nich była faszerowana - cebulką, żółtkiem i pieczarkami, a część nie. Niektóre kapelusze zafarbowałam czarną herbatą (4 torebki, gotować 10 minut), a część obtoczyłam w czerwonej papryce. Wyglądają naprawdę ciekawie:)
A tutaj wspomniany Jubilat :)
Chłopcy na nowej huśtawce (poprzednia była już za mała na Zosię, więc wymieniliśmy ją na taką, na której mogą bujać się też dorośli). Tadzio ćwiczy czytanie przez 15 minut każdego dnia, czasem bierze ze sobą swoją ukochaną sówkę z IKEI, z którą zawsze zasypia, to jest Jego ulubiony pluszak, zabiera ją też na wyprawy kamperowe.
Oto moje pierwsze w życiu męskie strzyżenie:) Uczyłam się wykonywać pasmo pamięci i trzymać wszystkich kątów z instrukcji na youtubie:) Na pierwszy ogień poszedł Tadzio
Kilka dni później ostrzygłam też Nikosia:) I chyba już będę to robić, bo bardzo mi się spodobało.
Ponieważ Tadzio wracał ze szkoły z bólem oczu, pojechaliśmy zbadać Mu wzrok. Okazało się, że tymczasowo musi nosić okulary do czytania i pisania, bo ma fizjologiczną wadę wzroku - jest dalekowidzem póki co (+1,25).C
Całe szczęście Tadzio cieszy się z okularków, bo wygląda w nich prawie jak Tatuś.
A ja któregoś dnia chwyciłam wkrętarkę i mocowałam różne uchwyty i haczyki, które pomogą nam w lepszym przechowywaniu rzeczy.
Taką piękna zabytkową maszynę otrzymałam od mojego Taty. Stwierdziłam, że nie będę jej odnawiać, bo tak wygląda idealnie.
Te fiołki same wysiały się na jednej z moich rabatek. Wyglądają wprost uroczo.
Nikoś sam wykonał taką palmę w przedszkolu. Jest z niej niesłychanie dumny, a ja jestem dumna z Niego.
A tak wyglądały nasze przygotowania do Świąt. Przynajmniej część z nich:)
Pierwsze w życiu mazurki. I nie ostatnie, bo po pierwsze ich dekorowanie to czysta przyjemność, a po drugie - były po prostu przepyszne i nie zostało ani okruszka. Więc za rok będziemy kontynuować tradycję:)
Kolejną naszą tradycją już od trzech lat jest poszukiwanie jajek w ogrodzie. Uwielbiam je chować dla dzieci.
Nie pisałam o tym, ale od czasu do czasu pracuję nad drzewem genealogicznym naszej Rodzinki. Chcę zgromadzić jak najwięcej danych i informacji na temat naszych przodków. To taki prezent dla moich Dzieci. One z kolei będą mogły przekazać to swoim dzieciom, o ile te materiały przetrwają. Planuję zrobić graficzne drzewo z imionami, nazwiskami oraz datami urodzin i śmierci (te, które udało mi się zdobyć), a oprócz tego jakiś skoroszyt z informacjami o tym, kim byli ci ludzie, co robili, gdzie mieszkali, jacy byli, co kochali. Żeby też nie były to suche fakty. Jestem sentymentalną osobą i doceniam wszelkiego rodzaju pamiątki, wspomnienia... Może dlatego też tak bardzo dbam o regularne wywoływanie zdjęć. Obecnie mamy w domu 32 albumy, a ja zamówiłam u stolarza regał specjalnie pod moje zbiory zdjęć.
Obrazek poniżej tak bardzo przykuł moją uwagę, że będąc na Rynku w Niepołomicach i załatwiając sprawy zatrzymałam się i zachwycałam tymi roślinkami. Niby zwykły klomb ze stokrotkami, ale ktoś położył tam konar obrośnięty mchem, który niesamowicie wplótł się w kompozycję dodając jej uroku.
W pierwszy dzień świąt odbyliśmy maly spacerek po okolicy. Trochę się pozmieniało, wycięto mnóstwo drzew, ale jeszcze jakieś zostały...
I na koniec słodki filmik z Zosią...
Ach i chyba nie wspominałam, ale udało nam się z Grzesiem zdobyć licencję z holowania narciarza wodnego i sprzętów pływających. Tak więc teraz trzeba będzie zakupić np. kanapę ze specjalną linką do holowania.
9 stycznia przeszłam pewną planowaną operację, więc czas który nastąpił później był czasem na regenerację i dochodzenie do siebie. Po drodze jeszcze przyplątała mi się jakaś paskudna bakteria, więc mój wykończony antybiotykami organizm potrzebuje pewnie wiele miesięcy by odbudować florę bakteryjną. Dlatego cieszę się, że jest okres zimowy i raczej tak czy siak siedzielibyśmy w domu.
Od stycznia czas upłynął nam na normalnym życiu rodzinnym - pracy Grzesia (czasem delegacjami), przedszkolu Nikosia, szkole Tadzia i odrabianiu zadań, porządkowaniu rzeczy w domu - te zimniejsze miesiące to idealny czas na posortowanie np. ubrań z których Chłopcy już wyrośli, ja też pozbyłam się łóżka małżeńskiego z pokoju gościnnego, do którego z kolei Grześ przeniósł dwa razy mniejsze łóżko z dolnego pokoju. Dzięki temu zyskaliśmy nieco więcej przestrzeni dla dziecięcej zabawy. Kiedyś pokój gościnny należeć będzie do Zosi, a póki co cała trójka jeszcze śpi razem.
Miałam też wizytę stolarza, u ktorego zamówiłam nowy blat do kuchni (nigdy więcej białego!), zaprojektowałam biurko do pokoju dzieci (już drugie, by i Zosia mogła sobie coś rysować), kilka półek, których mi brakuje w kotłowni i salonie, a także nowy regał na kolejne albumy ze zdjęciami, bo brakuje nam półek na albumy i książki właśnie.
Planuję też uszyć nowe zasłonki na taras. Ale poluję na jakiś tańszy materiał, który będzie do tego się nadawał.
Tutaj ja zanim dopadła mnie długa przymusowa przerwa w tym co kocham - w bachacie. Ale myślę, że już niedługo powrócę.
Wielkie czytanie książek:) Tadzio czyta regularnie, codziennie i ćwiczy, by robić to płynniej.
Zosia jest pełna energii, co widać na zdjęciach. Jest też bardzo pogodna poza momentami gdy się złości, kiedy coś idzie nie po jej myśli. Jest bardzo silnym charakterem, wszędzie sobie poradzi.
Jak widać Tatusia owinęła sobie wokół małego paluszka.
Poniżej pałaszowanie domka z piernika.
Tadzio przez trzy miesiące budował miasto z mieszanki klocków Lego. Wraz z Bratem codziennie się nim bawili. Umieściliśmy je początkowo w górnej łazience, bo tam było najwięcej miejsca, ale obecnie wielkie miasto przeniesione jest do pokoju gościnnego, z którego pozbyłam się wielkiego łóżka małżeńskiego i wymieniłam je na o wiele mniejsze, zyskując dużo przestrzeni.
Ja z kolei zrobiłam Chłopcom Sponge Boba, którego mogą karmić i przy okazji ćwiczyć koordynację wzrokowo - ruchową.
A to upolowany na olx Minionek, o którym marzył Nikoś. Jak widać przesyłka dostarczyła Chłopcom wiele radości.
Tadzio po raz pierwszy był u dentysty, na lakowaniu szóstek. Została nam jeszcze jedna szóstka do lakowania, ale trzeba poczekać aż całkiem wyjdzie. Tadzio był niesamowicie dzielny, ciekawy wszystkiego i uśmiechnięty.
A to kolejna gra, którą zrobiłam dla Chłopców, tym razem coś, co ćwiczy spostrzegawczość.
Uwielbiam ich zachodzić i spotykać takie słodkie widoki:)
Tadzio znów ćwiczy czytanie. Pokochał serię Martynki z przepięknymi ilustracjami, zakupiłam więc aż 11 książek, które upolowałam na vinted.
Takie różyczki dostałam od Mężusia jeszcze kiedy słabo się czułam, a On ogarniał zakupy i wiele rzeczy. Jestem wdzięczna za takiego życiowego Partnera, wiem, że mogę na Nim polegać, a On zawsze będzie mnie wspierał.
Pewna utalentowana Kobietka (HanaArt) robi tego typu cudowne, personalizowane obrazy. Tak mi się spodobały, że zamówiłam aż dwa :) Sama kiedyś dużo robiłam rękodzieła, więc potrafię docenić wysiłek kogoś innego.
Kiedyś też zapragnęłam odtworzyć smak z dzieciństwa i zrobiłam dla nas ziemniaczki. Wyszły obłędne, chociaż nie do końca smakowały tak jak je pamiętam, bo dodałam trochę składników od siebie.
Takie tulipanki dostałam na Walentynki <3
Tadzio zrobił nam takie zdjęcie - ja czytam o duńskim szczęściu Hygge (bardzo interesuje mnie tego typu tematyka), a Zosia ogląda bajkę i tuli się do mnie.
Ostatnio faktycznie dużo czytam, dużo inwestuję w książki, szczególnie takie motywacyjne i poradniki, które dają mi kopa do działania albo inspirują do różnych zmian.