niedziela, 5 stycznia 2020

Mamy 2020! :)

   Przyznam Wam się, że totalnie nie miałam ochoty świętować Sylwestra w tym roku. Wobec tego mieliśmy małe pidżama party z Mężusiem i Chrzestną Tadzia. W międzyczasie ucięłam też sobie 1,5 godzinną drzemkę, a Grześ zbudził mnie 10 minut przed północą. Chłopcy po tanecznym szaleństwie oraz przebierankach w spidermana, rycerza i policjanta usnęli kamiennym snem i nawet nie było sensu budzić ich na pokaz fajerwerków widoczny z okna na pierwszym piętrze. Ja wróciłam do łóżka zaraz po północy, brzuszek mi ciążył i generalnie ciężko mi było, źle mi się siedziało.
   Teraz chciałabym zrobić maleńkie podsumowanie zeszłego 2019 roku, który był dla nas naprawdę cudownym rokiem. Owszem, było kilka przykrych, smutnych wydarzeń (jak śmierć mojego przyszywanego Dziadziusia, za którego od października modlę się prawie codziennie i bardzo za Nim tęsknię...), jednak generalnie był to piękny rok.
   Po pierwsze ucieszyłam się, gdy zdiagnozowano u mnie insulinooporność, bo dzięki właściwemu leczeniu w końcu udało mi się zrzucić kilogramy po obu ciążach, które tak bardzo mnie dręczyły. Oczywiście teraz po narodzinach Córeczki znowu będę musiała walczyć z wagą, ale mam nadzieję, że tym razem już wiem co robić, a czego nie.
   Po drugie porwaliśmy się na realizację marzenia, które teoretycznie spełnione miało być dopiero na emeryturze - kupno kampera. Rozpoczęliśmy wspaniałe wojaże, dopiero się rozkręcamy, przed nami cały świat, a kamper już przyszłościowo jest 6cioosobowy:)
   Po trzecie, co najważniejsze - nie tylko zdecydowaliśmy się na trzecie dziecko, ale i udało się zajść w ciążę za pierwszym podejściem. Mało tego - wyczekujemy teraz Córeczki, która myślę, że dopełni naszą Rodzinkę.
   Z takich innych rzeczy - przeżyliśmy wspaniałe chwile na weselach przyjaciół, na maskowym balu karnawałowym, mój Mężuś wybudował mi kącik marokański (murek będziemy kończyć na wiosnę), świętowaliśmy 10tą Rocznicę Ślubu, od moich Synków każdego dnia słyszę "Mamusiu, cieszę się, że Cię mam" oraz "Mamusiu kocham Cię całym sercem", zaliczyliśmy kilka oper, operetek oraz balet, Tadzio po raz pierwszy był na lodowisku, udało się zadaszyć kampera oraz zainstalować fotowoltaikę na dachu domu. Nauczyłam się wyplatać makramę oraz tworzyć łapacze snów.
   Jestem właśnie na etapie przepisywania wpisów ze Słoika Szczęścia do pięknego Pamiętnika z 1804 roku, który został mi podarowany kilkanaście lat temu przez Grzesia. Kupił go w jakimś antykwariacie i czekał na właściwy moment. Póki co zapełniony jest wpisami ze Słoika Szczęścia na rok 2019. Jak kiedyś pisałam - są to małe i duże momenty, w których czujemy się szczęśliwi. Jest to taka namiastka pamiętnika, miło będzie za kilka lat powspominać różne te rzeczy. Niektóre są naprawdę prozaiczne, jak wspólne wylegiwanie się w łóżeczku całą rodzinką i według mnie chyba o to chodzi, by w tej codzienności odnaleźć piękno i szczęście, aby doceniać maluteńkie rzeczy, których kiedyś może nam brakować i możemy za nimi tęsknić. Dlatego chłonę każdy przytulas od Synków, każde "kocham Cię", pielęgnuję w sercu  i staram się wyryć w pamięci.
   A co nam przyniesie 2020? To się dopiero okaże. Ja jedynie mogę dywagować o tym, czego pragnę, jakie stawiam sobie cele, nadzieje.
   Przede wszystkim chcę urodzić zdrową córeczkę i karmić ją piersią do około roczku. Wiem, z doświadczenia, że z planami bywa różnie. Tadzia udało się karmić tylko do 5 miesiąca życia i była to nieustanna walka, brak jakiejkolwiek przyjemności w tej czynności, bo Tadeuszek urodził się duży i już na starcie potrzebował mleko modyfikowane, do którego potem za bardzo przywykł, z butelki mleczko leciało obficie bez zbędnego wysiłku. Z kolei z Nikosiem od samego początku mieliśmy cudowną współpracę i karmienie bez problemu potrwało rok. Odsmoczkowanie oraz odstawienie od piersi przebiegło bardzo naturalnie i bezproblemowo. Modlę się, aby Zosieńka tak jak Chłopcy nie miała kolek i dużo sypiała w nocy. Bo moi Synkowie byli i są pod tym względem dziećmi idealnymi. Budzili się jedynie na krótkie karmienie, przy którym od razu zasypiali, oprócz Tadziowej alergii na pokarm nie zetknęliśmy się z poważniejszymi problemami.
   Mam nadzieję, że po cesarce w miarę szybko dojdę do siebie - z Tadziem był to koszmar, brzuch i rana bolała mnie bardzo długo, nie mogłam chodzić po schodach przez miesiąc. Natomiast przy Nikosiu doszłam do siebie o wiele szybciej.
   W tym roku musimy odpampersować Nikosia, bo we wrześniu pójdzie do przedszkola. Mam nadzieję, że w końcu to wszystko załapie.
     Po porodzie oraz okresie połogu chciałabym wrócić do aktywności fizycznej oraz lepszej sylwetki i formy. Na ile to wyjdzie- zobaczymy. Marzy mi się też rozpoczęcie kursu bachaty z Mężusiem. Kocham taniec i bardzo mi go brakuje.
    Chcę dalej cieszyć się tymi drogocennymi, niepowtarzalnymi momentami, kiedy Chłopcy wciąż są mali, a ich ciekawość życia, entuzjazm odnośnie najmniejszych rzeczy jest tak cudownie rozbrajający... Z bólem serca myślę o tym, że kiedyś będą dużo więksi i może nawet mądrzejsi ode mnie, nie będą mnie już tak potrzebować i o wszystko pytać. Łezka się w oku kręci, gdy o tym myślę. 
   Chcę wychować Synków najlepiej jak umiem, wpoić im ważne dla nas wartości, pokazać co w życiu jest najważniejsze, najtrwalsze i do czego należy dążyć, a czym się całkowicie nie przejmować. Chciałabym zbudować między nami wszystkimi silną relację, trwałą, mocną i nierozerwalną więź. Chciałabym, aby nasz Dom był bezpieczną Przystanią, Ostoją, Schronieniem przed całym złem świata. Miejscem, w którym każdy może być sobą i czuć się dobrze.
   Chcę zadbać więcej o siebie. Od jakiegoś czasu zaczął mi się marzyć aparat na zęby, chciałabym je wyprostować, aby bez krępowania uśmiechać się całą buzią. Marzą mi się również w miarę regularne masaże peloha (jeśli nigdy nie próbowaliście, koniecznie spróbujcie, coś niesamowitego). Oprócz tego zamierzam kontynuować wprowadzenie do diety zdrowych produktów, a ograniczanie tych śmieciowych.
   Również w tym roku zamierzam zgromadzić większe zapasy ziół i naturalnych lekarstw. Zależy mi przede wszystkim na wiosennej pokrzywie, której moc jest niesamowicie silna. Doświadczyłam tego w zeszłym roku, kiedy bardzo chorowałam. Pokrzywa po skończonej chorobie postawiła mnie na nogi, przywróciła siły.
   Chcę odkrywać świat naszym kamperkiem, w tym roku marzy mi się wyjazd do Rumunii, może uda się też do Grecji? A może Słowenia? Włochy? Jest tyle możliwości, a ja już wyobrażam sobie naszą Zosieńkę i Chłopców w kamperze. Dobrze, że nie pozbyliśmy się turystycznego łóżeczka, będzie jak znalazł.
   Chcę kontynuować regularne spotkania z moimi Przyjaciółkami, które dodają mi skrzydeł, odprężają i dają energię. Każdemu życzę takich przyjaciół.
   Kolejnym celem jest dokończenie marokańskiego zakątka w ogrodzie. Wystarczy zrobić podłogę oraz zakupić pasujący stolik bądź też go zrobić.
   Pewnie kolejne cele pojawią się z następnymi miesiącami. A jak to jest u Was? Macie jakieś postanowienia? Robiliście podsumowanie poprzedniego roku? Czy przyniósł Wam to, czego oczekiwaliście? Czy czymś Was zaskoczył? Na co liczycie w tym roku? Macie jakieś nadzieje, marzenia odnośnie 2020?
    

5 komentarzy:

  1. Kochana Klaudio, mam nadzieję, że wszystkie Twoje zamierzenia na 2020 rok się spełnią. Będę trzymać za to kciuki.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie Kochana, niech się wszystkie spełnią. Jesteś młoda, masz wspaniałą Rodzinę, przed Wami jeszcze tyle pięknych chwil.
    Ja już nic nie planuję, zbyt często dostaję od życia łomot!!!
    Modlę się tylko o zdrowie i szczęście dla tych, których kocham.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, bardzo się cieszę, że miniony rok był dla was taki szczęśliwy i dobry. Życzę, aby i obecny okazał się taki sam, a wszystkie marzenia i plany spełniły się :)
    Ściskam serdecznie, Agness <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja Sylwestra spędziłam z książką w dłoni, dziewczyny szalały z koleżanką u sasiadki za ścianą a Jula tańczyła przed telewizorem. Nie przepadam za sylwestrem i jakimiś imprezami. Pomysł z kamperem super. My z mężem nie jesteśmy zmotoryzowani, ale zabieramy dziewczyny w góry. Chyba to polubiły. Jeśli chodzi o cesarke to miałam z konieczności przy drugiej córce, bo jej się pępowina owinęla wokół szyi. Pozostałe dwie, najstarszą Dominike i najmłodsza Julke urodziłam naturalnie bez komplikacji. Przy Lenie najadłam się strachu i nerwów. Cud, że urodziła się zdrowa i silna. Po cesarce długo dochodziłam do siebie. Już 5 godzin po zabiegu musiałam wstać z łóżka co było dramatem dla mnie. Ale cóż, jak trzeba to trzeba. Życzę Ci żeby poszło szybko. Ja się boje że mi wody w domu odejdą. Odpukać.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń