poniedziałek, 22 maja 2017

Czosnki ozdobne w pełnym rozkwicie

   Witajcie kochani. Właśnie usypiam Tadzia na drzemkę, jest godzina 10 i dziś trochę opornie nam to idzie, a sama z chęcią bym się położyła i jeszcze dospała.  Końcówka ciąży jest naprawdę ciężka, gorsza z drugim dzieckiem, bo przy pierwszym gdy człowiek źle się czuł, to w każdej chwili mógł się położyć i odpocząć. Z drugim dzieckiem nie ma  takiej szansy. W dodatku ciepłe dni się zaczęły, mój Tadeuszek to najchętniej cały czas przebywałby na zewnątrz, a ja już ledwo chodzę nie mówiąc już o gonieniu za nim i jego niespożytą energią. Dół brzucha momentami tak boli, jakby Nikoś zaraz miał wyskoczyć. No i ten wielki skok temperatury również kiepsko na mnie działa, potwornie osłabia.
  Ale dosyć narzekania. Każdego dnia teraz cieszę się czosnkami ozdobnymi i jeśli nie macie ich w swoim ogrodzie, to polecam, są przepiękne, uwielbiają je owady i naprawdę potrafią ożywić ogród. Jedyna rada - ponieważ potem ich liście zasychają i nie można ich usuwać dopóki całkiem nie uschną, to warto sadzić je w pobliżu czegoś, co zasłoni ten niezbyt ładny widok. U mnie są to tawuły japońskie oraz rozplenica japońska (inaczej piórkówka). Dodatkowo zauważyłam, że czosnki łatwo się rozmnażają, więc po dwóch-trzech latach pasuje je wykopać i rozdzielić, bo inaczej konkurować będą o składniki odżywcze i z roku na rok mogą robić się coraz mniejsze i słabsze. Przykład - na zdjęciu poniżej w jednej kępie mam aż 9 czosnków, a jeszcze rok temu były tylko trzy! W tym roku raczej nie uda mi się ich wykopać, ze względu na ciążę, poród i okres połogu, ale już za rok muszę to koniecznie zrobić, bo biedne będą się gnieść.
 Poniżej czosnek okazały Purple Sensation, zamówiony przez internet. Jest o wiele niższy niż te na zdjęciu powyżej.
 Czosnki są uwielbiane przez moje ukochane trzmiele. Taka ciekawostka - wiedzieliście, że zasięg trzmieli to jedynie 500 metrów, podczas gdy pszczół to nawet 5 km. Za to trzmiele potrafią zapylić dwa razy więcej kwiatów w ciągu jednej minuty dzięki długiemu aparatowi gębowemu, a ich gęste owłosienie sprawia, że mogą pracować w niższej temperaturze i także podczas mżawki i we mgle. Swoją pracę zaczynają wcześniej niż pszczoły i kończą ją później niż one. Są niesamowitymi tytanami pracy! Uwielbiam je i cieszę się, gdy licznie obsiadają moje kwiaty. Nie są agresywne, nie atakują człowieka, w przeciwieństwie do złośliwych często os.
 Tutaj czosnki olbrzymie na tle zaczynającego kwitnąć tamaryszka.
 W zeszłym roku po raz pierwszy posadziłam przy beczce z lewej strony mydlnicę. Rozrosła się i w tym roku właśnie zaczyna kwitnąć na różowo.
 Czosnki ozdobne zasadzone są głównie na tarasie.
 Tutaj na tle starej jabłoni.
 W pobliżu ścieżki idącej od tarasu do oczka, zaraz pod jabłonką...
 Wspomniana ścieżka - wciąż kwitną niezapominajki.


 A tutaj czosnki posadzone przy wiatraku. Ładnie komponują się z pachnącą nieziemsko azalią.
 Czosnek z azalią w tle. 
 I znowu widok z tarasu, również rododendron zaczyna swój pokaz, w tym roku ma wiele pączków.

Oczko od drugiej strony - tutaj tulipany wciąż kwitną.

Na tle otoczaków.
Tulipany miałam wykopywać, przechowywać i zasadzić ponownie na jesień, jednak wątpię, że w tym roku mi się to uda... Będę musiała zaryzykować i zostawić je w ziemi, mając nadzieję, że nie dopadnie ich choroba grzybowa.

 Oczko częściowo cieniowane jest przez starego świerka rosnącego za ogrodzeniem od strony południowej, a od strony zachodniej przez niewielki klon szczepiony na pniu, który teraz pięknie wybarwia się na seledynowo- żółty kolor. Widzę go z okna salonu, bo zaszczepiony jest dosyć wysoko.

A to zawciąg nadmorski. Ten wysiany z nasionek.


Pierwsza żabka w oczku - ta jest śliczna, taka zieloniutka. W zeszłym roku też u nas gościła.

Tadzio uwielbia karmić rybki, a one nie boją się już człowieka, od razu podpływają pod taflę wody.

Po prawej różne trawy kupione na wystawie ogrodniczej w zeszłym roku, powoli zaczynają budzić się do życia. Wśród nich jest miskant Memory, miskant Gracimulus, miskant Morning Light, turzyca Red Rooster i Proso Rózgowate. Z traw, które posiadam najwcześniej wegetację rozpoczyna turzyca palmowa, która jest piękną trawą, jedną z jaśniejszych zielonych.



I znowu niezapominajkowo-czosnkowa ścieżka.

A to wariacje floksowe:)
 Żagwin ukryty wśród innej roślinności.
 Jedna z moich pierwszych azalii - soczyście pomarańczowa, aż razi w oczy.
 Hosty (inaczej funkie). Zaczęłam doceniać ich urok i pozamawiałam kilka nowych odmian.
Szafirki muscari powoli kończą swoje kwitnienie.
 A to falista rabatka i floks szydlasty, z którego jestem dumna, bo udało mi się go rozmnożyć w zeszłym roku, a w tym odwdzięczył się za życie łanami różowych kwiatów.

 To taka moja różowa, kwietna rzeczka.

Kolor jest bardzo intensywny.

Po kwitnieniu floksa trzeba będzie sporo przyciąć, a i tak szybko odrośnie. Jego wielkim plusem jest to, że ładnie zadarnia ziemię blokując chwastom dostęp do światła - więc dzięki takiej obwódce mam nieco mnie plewienia.

A to obecna gwiazda falistej rabaty, świecąca z daleka swoimi młodymi przyrostami - świerk Daisy's White, bardzo wdzięczne drzewko. Moje ma trzy latka. W tym roku dokupiłam trzy kolejne. Gdy zbytnio urosną, można je fanie formować. Można podciąć sam dół, odsłaniając nóżkę, można zrobić kilka pięter, spiralę - co dusza zamarzy. Jednak póki co pięknie wygląda w takiej naturalnej formie.

Brzózka z roku na rok jest okazalsza. Jedyne, czego mi u niej brakuje, to białej kory, ale to już chyba taka odmiana.
 A to donica zrobiona przez mojego kochanego Mężulka. Poprosiłam i mam:) Pomalowałam sama. Docelowo ma zasłonić brzydki zbiornik na deszczówkę, który za nią stoi. Zasadziłam w niej zimozielone trzmieliny, które mam nadzieję będą ładnie piąć się po kratownicy. Jednak do tego potrzeba czasu...Dodatkowo sadzić tu będę różne jednoroczne kwiaty - w tym roku różowe petunie, ale nie tylko. Posadziłam też tojeść rozesłaną, która zwisać będzie z donicy w trzech miejscach.

    Tył naszego domu- czyli część północna, która właśnie znajduje się za beczką z deszczówką, jest najmniej reprezentacyjnym miejscem w ogrodzie (oprócz trzech kompostowników!), ale przecież i takie miejsca są niestety konieczne. Znajdują się tu konewki, różne wiaderka, doniczki puste, ale i te z sadzonkami, są też opony (w tym momencie te zimowe:) ), różne preparaty na ślimaki, mszyce, mrówki, a nawet nastawiona gnojówka z pokrzyw - tak więc zapach może być nieciekawy. No i mamy tam kosz na śmieci oraz worki na odpady segregowane. Jeszcze rok temu trzymaliśmy tu drewno na opał, ale teraz mieści się ono w dwóch drewutniach za domkami narzędziowymi. Grześ sam jedną przedłużył i tym sposobem mamy miejsce na przechowanie 10ciu kubików drewna.

 Powyżej mój kochany Tadzio Ogrodnik, wącha szafirki.
 Po raz pierwszy zdecydowałam się zasadzić funkię w pojemniku. Ta ma wspaniałe kolory i widzę ją z salonu. Aby gleba za szybko nie parowała użyłam ściółki w postaci kory, która odpadła z naszego buku na opał. Zobaczymy czy akurat ta odmiana funkii wytrzyma znaczne nasłonecznienie, bo nie wszystkie dobrze to znoszą.
 Jeden z nielicznych u mnie bzów - Krasawica Moskwy. Mam trzy krzewy bzu, ale na każdym jedynie po dwa- trzy kwiatostany. Za to zapach obłędny.
 Floks kanadyjski w trójkątnej rabacie, w towarzystwie błękitnej funkii, którą mam trzeci rok.

 W tarasowych donicach (zakupionych w Biedronce - polecam, są niedrogie, mrozoodporne i jest kilka wzorów do wyboru) zasadziłam w tym roku ponownie pelargonie, jednak te są jaśniejsze niż w zeszłym roku, mają pełne kwiaty oraz...są odmianą zwisającą. Nie planowałam pelargonii zwisającej, ale miałam zapakowanych już 16 sadzonek i dopiero wtedy pan poinformował mnie, że te są zwisające. Bardzo mi się spodobały, więc nie wymieniałam je na inne stojące.
 Natomiast w wysokiej donicy przy oknie tarasowym posadziłam białą surfinię także zwisającą.
 Klon czerwony szczepiony na pniu nabyty w zeszłym roku.

 A to ja, z dużym balastem:) I jeszcze Lucky, pieszczoch
 Tadzio bawi się białą marianną...
 Wśród niezapominajek...
 Z wielkim brzuchem, który skrywa pełnego energii Nikosia. Już wkrótce Kochanie, już niedługo będę trzymać Cię w swoich ramionach, a Twój Braciszek będzie całował Cię w czółko. A Tatuś chyba oszaleje z nadmiaru szczęścia:)

A to gnejsowy zegar, o którym wspominałam w poprzednim poście. Jest śliczny i zamiast postawić go w ogrodzie, zdecydowałam się zostawić go w domu.
  Kończąc ten post mój Tadzio wreszcie usnął. Ale trwało to dziś wyjątkowo długo! W końcu i ja mogę się zdrzemnąć i spróbować zregenerować siły. Miłego początku tygodnia dla wszystkich!

9 komentarzy:

  1. U Was jest jak w raju...
    Szczęśliwi Twoi trzej Mężczyźni.

    OdpowiedzUsuń
  2. A widzisz Kochana. Nawet nie wiedziałam, że czosnek może być ozdobny. Zachwyca mnie swoimi barwami. Tak samo jak Wasze przecudne oczko wodne oraz ten dywan z fioletowych kwiatów. Naprawdę, coś wspaniałego! Pozdrawiam i życzę dużo sił na nadchodzące dni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zegar faktycznie fajnie wygląda.... Cieszę się, że trafił w dobre ręce! Pozdrawiam ogrodniczo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Tomku:) Zegar faktycznie śliczny, jeszcze raz dziękuję za taką nagrodę. Waży ponad 10kg! Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Huśtawka kupna czy robiona?
    A stawek jest cudowny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Chrabąszczyku:) Huśtawka zrobiona z Mężem ze stempli, które zostały nam po budowie domu. Ja odkorowywałąm, szlifowałam i malowałam, a z Mężem składaliśmy całość:)

      Usuń
  5. Duszku kochany a nie ma możliwości o wsparcie osobowe? Nie ma kto tam do Ciebie przyjechać? Bylibyście wszyscy bezpieczniejsi :) Końcówka ciąży to tak jak piszesz to już nie ma takiej zwrotności i szybkości. Pomyślcie o tym. Nawet tak po kilka dni jedna osoba z rodziny potem druga.
    czytam dalej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Przypomniałaś mi o ozdobnych czosnkach... muszę pomyśleć na przyszły rok. A o trzmielach nie wiedziałam, że mają taki krótki obszar, w sumie to logiczne są dość spore :D U mnie ich dużo i mam nadzieję, że osiedliły się gdzieś na terenie działki bo wtedy nic im nie grozi.

    Hosty uwielbiam. Mam ich trochę i ciągle szukam kolejnych, więc może kiedyś się powymieniamy :D Są niezawodne, niekłopotliwe... ale! Lubią je ślimaki.
    Jak masz fusy po kawie albo po herbacie, ale przede wszystkim fusy po kawie to wylewaj je dookoła host. Ślimaki nie lubią lepkiego i nie wejdą.
    Hosty i rododendrony lubią fusy z kawy lub herbaty (lepsza z kawy bo większa mazia)
    Ja robię tak: mam plastikowy pojemniczek po czymś tam, po ogórkach, kapuście kiszonej i do niego zlewam fusy z kawy, opłukuję kubek i do tego pojemniczka, aby nie latać z każdym kubkiem. Na koniec dnia czy nawet następnego wylewam wokoło host pod liście.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na widok wiklinowego okna aż się uśmiechnęłam. Fajne są, prawda? Pięknie u Ciebie w ogrodzie. Męża masz mega zdolnego a Tadzio coraz piękniejszy i coraz większy :D Nie długo będzie i pomagał tak prawdziwie i rzeczowo :) Wpadłam do Ciebie z niedzielnymi odwiedzinami i wprawdzie wirtualnie ale bardzo mocno Was ściskam i ślę same serdeczności :)))

    OdpowiedzUsuń