wtorek, 13 czerwca 2017

Narodziny Nikosia!

Kochani, przedstawiam Wam kolejnego członka naszej Rodzinki - Nikosia, który przyszedł na świat 8 czerwca, o godzinie 10.43 (20 minut po Tadziu) ważąc 4,170 kg i mierząc 59cm. Cesarka, chociaż już druga, to okazała się być koszmarem pomimo tego, że przecież powinnam już wiedzieć czego się spodziewać. Anestezjolog boleśnie wbijała mi się w kręgosłup jakieś 8 lub więcej razy... w powietrzu wyczuć było niesnaski między zespołem anestezjologów, a ginekologów chirurgów... cała operacja trwała o wiele dłużej niż w przypadku Tadzia, a lekarze nie mogli wyciągnąć Nikosia. Ja panikowałam i starałam się nie stracić przytomności. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, a ja wylądowałam najpierw w 6cioosobowej sali na oddziale ginekologicznym (szpital był przepełniony! 500+ zdecydowanie działa:) ), a następnie w sali dwuosobowej na oddziale położniczym, ciesząc się moim bobaskiem, który został położony obok mnie. Nie czułam nóg, do wenflonu powoli sączyła mi się kroplówka, a ja zachwycona wdychałam zapach skóry mojego Syna, uśmiechając się do Mężusia. Nikoś niesamowicie przypomina nam Tadzia, nic więc dziwnego że przez pomyłkę kilka razy nazwałam go imieniem Brata.
  W szpitalu spędziliśmy 4 doby i wypisali nas w niedzielę (11.06). 
   Jeśli chodzi o dochodzenie do siebie, to jestem zaskoczona, bo już pierwszego dnia, wieczorem po porodzie stanęłam na nogi bez problemu, przeszłam się kilka razy po pokoju, a następnie wskoczyłam pod prysznic. Prosiłam też o mniejszą ilość leków przeciwbólowych niż przy pierwszej operacji. Rana leczy się lepiej, a ja kolejnego dnia po powrocie do domu wzięłam się za sprzątanie łazienki, odkurzanie i mycie podłogi na parterze oraz schodów... Po urodzinach pierwszego Synka mogłam jedynie marzyć o wychodzeniu po schodach przez długi czas! Każdy ruch wiązał się z bólem. Teraz jest zupełnie inaczej, dziś nawet na chwilkę wyszłam do ogródka, by trochę popielić i pościółkować warzywa skoszoną trawą. Poezja, tak bardzo potrzebowałam relaksu podczas pracy w ogrodzie.
   Na jutro zamówiłam sobie masaż z dojazdem, bo po prostu boli mnie kręgosłup i już od dawna marzyło mi się, aby moim ciałem zajął się specjalista. Uwielbiam masaże! Sama jestem masażystką, ale często szewc w dziurawych butach chodzi. Postanowiłam, że to się zmieni. Następnym moim masażem będzie masaż tajski, który zafunduję sobie, gdy już będę bardziej mobilna - gdy Nikoś nieco podrośnie.
   Ale wracając do pojawienia się Nikodema Antoniego na świecie, muszę pochwalić Tadeuszka jak pięknie zareagował na swojego Braciszka - zdziwił się widząc Go, ale zaczął Go głaskać i wręczać Mu zabawki. Potem całował oraz wsuwał smoczka:) Cudowny widok! Zrobię wszystko, aby pielęgnować miłość i przyjaźń między nimi. Chcę nauczyć ich tak wielu rzeczy...
    Biedny Tadeuszek od dwóch dni ząbkuje i strasznie gorączkuje. Niefortunnie zeszło się to w czasie z powrotem ze szpitala niestety. Mam nadzieję, że ból szybko minie i Tadzio znowu będzie mógł psocić i rozśmieszać wszystkich naokoło pełną parą. Staramy się zrobić wszystko, aby nie czuł się zazdrosny i nie odczuł w żaden niekorzystny sposób pojawienia się Brata. Wczoraj i dzisiaj zostałam z Chłopcami sama na kilka godzin, bo Grześ załatwiał niezbędne formalności związane z rejestracją dziecka itd. Tadzio był kochany, kiedy karmiłam Nikosia - zajmował się cicho soba, bawił autkami, bujał na łosiu z IKEI, jeździł na jeździku, oglądał sobie książeczki, które ostatnio uwielbia i ciągle pyta "cio to?". Na  Nikosia też wskazuje palcem pytając "cio to?" po kilka razy:)
   A teraz zapraszam Was na małą porcję zdjęć (bo jest ich o wiele więcej).

Nikoś od pierwszych dni pokazuje, że jest pogodnym noworodkiem. Zdaje się, że charakter będzie miał taki jak Jego Braciszek. Będę mieć dwóch wesołych, słodkich psotników:)
Dumny Tata nie może się napatrzyć...Ja także.
Nikoś dużo śpi, jest grzecznym Bobaskiem, który nie grymasi bez potrzeby.
Wprost uwielbia bliskość fizyczną - często to ona pomaga Mu zasnąć. Najbardziej lubi kangurowanie, ja zresztą też. Potrafi wtedy podnieść główkę i uważnie patrzyć w górę na twarz, słuchając moich słów z żywym zainteresowaniem. Cudowne to jest.

Rozpoczęłam kolejny etap w swoim życiu, kiedy czuję się taka szczęśliwa i spełniona będąc żoną niesamowitego Faceta i matką dwóch wspaniałych Synów.
Chcę, żeby nasz Dom zawsze był pełen miłości, zrozumienia, szacunku i pełnej akceptacji.
Tadeuszek jest jak do tej pory wzorem starszego brata - nie żałuje Nikosiowi czułości i wykazuje nim żywe zainteresowanie.
To nasz pierwszy dzień po powrocie ze szpitala...
Stópeczki...kochane stópeczki...Muszę wykonać odciski z masy solnej!
Tadeuszek - kiedy nie boli Go ząbek... Najcudowniejszy uśmiech pod słońcem.
Tadzio uwielbia przeglądać swoje książeczki, ma swoje ulubione - o samolotach, traktorze, zajączku i wywrotce.
Jeszcze przed porodem byliśmy z Nim na Dniach Niepołomic, gdzie po raz pierwszy dosiadł karuzeli:) Potem wybrał 10 losów, z których 3 okazały się być szczęśliwe - wygrał odkurzacz Zelmera, czajnik Boscha oraz termos i masażer! A dodatkowo na innym festynie 2 losy z 4 przyniosły Mu wygrany mały plecaczek oraz grę Kalambury od Trefla! Wiedziałam, że mój Synek ma szczęście:) Zdaje się,  że teraz trzeba dać Mu do losowania numery w Totka :D
Tadzio ze swoją wygraną...
Pomaga mamie sprzątać i reperuje autko.
 Przed porodem zamówiłam solarne lampki ledowe do domku, a Grześ je zawiesił. Teraz świecą każdej nocy

 Nowa rabatka zyskała betonowe liście! W końcu mogę Wam pokazać jak wygląda efekt końcowy. Już nie mogę się doczekać produkcji kolejnych liści:)



Biała rabatka rośnie...
Mocnymi akcentami kolorystycznymi są czerwone berberysy. Są przepiękne, mam nadzieję, że szybko się rozrosną.
 Jeden iglaczek usechł podlewany przez Luckiego...Będę musiała go wykopać. W pobliżu planujemy z Grzesiem zrobić małe źródełko
 Jedna z pierwszych tawułek...Zaraz będzie ich czas kwitnienia.
 Róża od matki chrzestnej Tadzia zakwitła:) Piękna, wdzięczna, niewinnie biała.
 Powojniki zaczynają pokaz....
 Czerwiec to czas róż. Ta tutaj miała być czerwona, ale nie narzekam, bo i ta jest wyjątkowa, przecudownie pachnie i zwabia mnóstwo owadów,.
 Z drugiej strony puszczona jest róża czerwona, więc zdaje się będę mieć patriotyczną pergolę:)
 Kwitnie szałwia omszona...
 Kwitną czerwone goździki...
 Werbena okazał się być strzałem w dziesiątkę - rozwija się coraz bujniej. Łubiny szaleją na rabatach. A ta różowa róża pochodzi z Biedronki z zeszłego roku.
 Wiąz drobnolistny Gejsza - chciejstwo, które zostało u nas ostatnio zasadzone:)
 I znowu klematisy.... Tutaj te z większych odmian,.
 Szałwia omszona... Uwielbiam
 I kolejna róża
 Hortensa z limonkowej zmieniła kolor na różowy...
 Astry wiosenne...

I na koniec zapraszam Was na filmiki:)



I pochwalę się - a co. Zapraszam do kupienia "Miesiąca w ogrodzie" na lipiec:)

sobota, 3 czerwca 2017

Nowa rabatka, płotek wokół oczka i wielkie wyczekiwanie...

   Wydaje mi się, że to będzie mój ostatni post przed porodem. Dlatego trzymajcie kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i wybaczcie ewentualną dłuższą przerwę.
      Wraz z moim Bratem udało nam się zrobić nową rabatkę przy wschodnim domku narzędziowym. Mam nadzieję, że hosty tam posadzone będą ładnie rosły. Wybrałam odmiany, które tolerują słońce. 

   Pokażę Wam też jak radzę sobie z oznaczaniem roślin. Robię zdjęcie, a potem edytuję je wpisując nazwę i wrzucam do folderu z rozmieszczeniem innych roślin. W przypadku funkii robię też znaczniki z plastiku i wsadzam blisko rośliny.

    A to ponownie kącik herbaciany. Zakwitł łubin.
Domek narzędziowy zachodni zyskał donicę z pelargonią stojącą oraz werbeną zwisającą. Póki co werbena jeszcze nie zwisa, ale to powinno zmienić się już niedługo, gdy przybędzie jej kwiatów i masy zielonej.
Doczekałam się irysów syberyjskich zakupionych w zeszłym roku. Póki co jest ich tylko kilka, ale z każdym rokiem będzie coraz więcej, a kępa będzie piękniejsza.
Tu oczko jeszcze gdy kwitły tulipany oraz nie było płotka, o którym za chwilę.
Tadzio przytula misia i wskazuje w stronę obiektywu "widzę Cię mamo"
 Mój Skarbeczek kochany, ostatnio naprawdę naładowany ogromną energią, wariuje, świruje, śmieje się bez przerwy i uwielbia bawić się w chowanego oraz ganianego.
 Astry wiosenne zakwitły...
 Ognik szkarłatny również pokrył się ogromną ilością białych, miododajnych kwiatów, które potem zamienią się w owocki przypominające jarzębinę. Są one doskonałym przysmakiem dla ptaków w ziemie. Zauważyłam, że bardzo dobrze zniosły wiosenne cięcie - wzmocniło to kwitnienie krzewów i będę to robić co roku. Trzeba obcinać głównie boki rośliny.
 Moja pierwsza piwonia... Powala nieziemskim zapachem. Dopiero rozpoczęła kwitnienie, ma kilkadziesiąt pąków.
 A oto i płotek- zrobiony przez Grzesia dla bezpieczeństwa Tadzia. Nigdy nic nie wiadomo, a bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze. W zeszłym tygodniu słyszeliśmy o dwóch utonięciach małych dzieci... Nie wyobrażam sobie co ich rodzice teraz czują... Ja bym tego nie przeżyła.
 Czosnki ozdobne innego rodzaju niż gladiator wciąż cieszą oczy.
 I znowu iryski, tym razem na tle płotku. Ta zielona folia wkrótce mamy nadzieję zostanie przykryta przez rośliny nadbrzeżne, które zamówiłam niedawno. Zamierzamy nimi walczyć z zanieczyszczeniami w oczku, bo pomimo pompy i lampy UV, nasze rybki radzą sobie świetnie w brudzeniu wody.
 Początkowo płotek mieliśmy malować, jednak stwierdziliśmy, że tak też ładnie wygląda. Wszystko umocowane jest na kantówkach wbitych do ziemi w kotwach.
 Na zdjęciu poniżej widać, że trawy ozdobne w końcu ruszyły w górę. Ciekawe jak wyglądać będą na jesieni, kiedy będzie ich czas popisu.
 I jeszcze jedno zdjęcie płotka... Lucky się zdziwił, że nie ma już przejścia. Ma krótkie łapki, jest długi, więc nie przeskoczy. Pozostało mu przechodzenie tarasem albo wkoło domu.


 Tadzio uwielbia pomagać we wszelkich pracach. Zawsze ciekawy wszystkiego i chętny do pomocy, mój Syneczek kochany. Oby Mu tak już zostało.

 W domu ma swój własny odkurzacz i wiertarkę:) Uwielbia tego typu zabawki. Musimy Mu jeszcze kupić taczki, bo Tacie już pomagał przy prawdziwych. Są takie fajne Wadera z udźwigiem 100 kg, więc może nawet wozić swojego Braciszka w przyszłości:)))

Domek z pomocą Przyjaciół został zaimpregnowany i wreszcie mogliśmy powiesić uchwyty do wspinaczki. Z drugiej strony jest siatka do wspinania i wierzcie lub nie, ale Tadzio potrafi wyjść na sam szczyt. Dziś też udowodnił, że jest zdolny samodzielnie wyjść na drabinę zostawioną nieopatrznie przez Tatę na dosłownie minutę... Tadzio już był na górze...
 W domku na palach jest mnóstwo miejsca, dwa okienka, jedne drzwi z okienkiem. Uszyłam czerwone zasłonki w kratkę, a Ciocia obrębiła materiał na firanki. Zrobiło się przytulnie i w dodatku nie wejdą owady, a wciąż będzie przyjemny powiew wiatru. Rozłożyłam też dwa koce, dodałam poduszki i dwa małe krzesełka. Teraz można tam nawet spać, tak jest miło:) Nawet Tata się mieści, jak widać.
 Oczyma wyobraźni widzę już moich Synków jak robią sobie tam bazę, kryją się i proszą, byśmy pozwolili im tam przenocować kiedy będą starsi. Kiedyś zamiast plastikowych huśtawek można zawiesić wielkie bocianie gniazdo dla dwóch osób. Cały plac skryty jest pod koronami drzew, co dodaje intymności oraz robi przyjemny cień w gorące dni. Grześ spryskał cały teren na komary i teraz rzeczywiście jest ich tam mniej. 
 Na domku zawiesiliśmy girlandę z lampek solarnych.
A co robiłam dzisiaj, pięć dni przed porodem? Betonowe liście! Od dawna o nich myślałam, ale efektu jeszcze nie mogę pokazać, bo potrzeba czasu, by wyschły, a potem jeszcze muszę odczepić liść od betonu. Robię je pierwszy raz, ale jeśli wyjdą fajnie, to na pewno nie ostatni:)

A pokój chłopców gotowy jest na przyjęcie Nikosia... Kołyska już stoi, ubranka poukładane w kostkę leżą w szafie, pampersy kupione....Jeszcze tylko kilka dni...
 Oczywiście po operacji jakiś czas zmuszona będę funkcjonować głównie na dole, więc kołyska powędruje właśnie tam. Postanowiliśmy, że Maleństwo już od początku będzie spało w swoim łóżeczku. Tadzio miał dwa miesiące, kiedy po raz pierwszy usnął bez nas. Pamiętam jak bardzo dumna z Niego byłam. Dalej jestem, pod wieloma względami.

   Miłego czerwca kochani, realizujcie swoje marzenia, zacznijcie od tych malutkich, a kończcie na dużych. Nie zniechęcajcie się niczym, bo przecież nie zawsze jest łatwo, ale trzeba próbować i nie poddawać się. Cieszcie się z drobnych sukcesów, z codziennych małych cudów, z każdej chwili i żyjcie życiem póki ono trwa.