sobota, 2 lipca 2022

Zalew Sosina, Park Gródek i Paprocany oraz serce z kamieni

 Nasze Ukrainki po ponad dwóch miesiącach pobytu u nas miały już wykupione bilety powrotne do Ukrainy, jednak w noc poprzedzającą wyjazd, Rosjanie zbombardowali Kijów znajdujący się 200km od miejsca ich zamieszkania oraz Cherkassy (przedszkole) i po nieprzespanej z nerwów nocy postanowiły zostać u nas jeszcze miesiąc. Co będzie za miesiąc - zobaczymy, teraz ciężko cokolwiek planować.

  W każdym razie my nie rezygnujemy ze swoich planów wyjazdowych i co weekend zostawiamy nasz dom z Galiną i Kariną, a wkrótce wyjeżdżamy też na dwa tygodnie na urlop. Wymaga to od nas dużego zaufania, jednak jest to coś, z czym się liczyliśmy przyjmując pod dach zupełnie obce osoby.

  Przed  naszym ostatnim weekendowym wyjazdem postanowiłam  w końcu spełnić pragnienie Tadzia sprzed roku, kiedy to odwiedzaliśmy Ogród Pełen Lawendy w Proszowicach i mój Synek zapragnął mieć takie serce w naszym ogrodzie, jakie tam właśnie widział. Dzień wcześniej zakupiłam cement, pożyczyłam  śmigiełko do mieszania betonu, znalazłam odpowiednie miejsce (pod jabłonką przy tarasie trawa wytarła się od stópek dziecięcych, które to huśtały się tam na huśtawce) oraz mniej więcej nakreśliłam kontury serca, a drugiego wykopałam odpowiedni otwór w ziemi, zabrałam trochę piasku z piaskownicy, zmieszałam cement w proporcji 1 do 3, dodając wody. Jak konsystencja była odpowiednia wylałam do otworu i wkomponowałam odpowiednie kamienie, które zostały nam po budowie murków. Serce schło całą dobę, a Tadzio bardzo ucieszył się z niespodzianki, gdy wrócił z przedszkola.   



Zalew Sosina

 Nasz weekend w końcu spędziliśmy gdzieś indziej, niż w Chańczy:) W piątek wybraliśmy się nad Zalew Sosina, który pozytywnie na zaskoczył - za jedyne 15zł za dobę mogliśmy cieszyć się cieniem pod brzózkami, sporym strzeżonym kąpieliskiem, placem zabaw, alejkami dla pieszych i rowerzystów oraz specjałami sprzedawanymi w tutejszych budkach. W sobotę wieczorem miała też być potańcówka do białego rana, jednak już po południu udaliśmy się w inne miejsce.

Po przybyciu na zalew nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od małego spaceru - my na nogach, dzieci na rowerkach. Okolica bardzo nam się spodobała.










Załapaliśmy się na piękny zachód słońca. Uwielbiam patrzeć na takie zachody.


Poniżej strzeżone przez 4 ratowników kąpielisko.
Tak się rozbiliśmy pod brzózkami wraz ze znajomymi.
Następnego dnia udaliśmy się na dłuższą wyprawę rowerami wokół całego zalewu.


Po drodze co jakiś czas robiliśmy sobie przystanki.



Końcowym przystankiem był plac zabaw oraz budka z lodami.

W międzyczasie masowałam mojemu Mężusiowi obolały od tygodnia łokieć.

A potem chwilkę leżałam na Jego udach, kiedy dzieci bawiły się na placu zabaw :)



Park Gródek
Popołudnie w sobotę zwinęliśmy nasze rzeczy i pojechaliśmy zobaczyć Park Gródek, czyli tzw. Polskie Malediwy, które znajdują się w Jaworznie, w województwie śląskim. Kiedyś był tutaj kamieniołom, a teraz został utworzony piękny park z zalesionymi  terenami, miejscami na piknik i kładkami na wodzie. Cudowny widok na wodę o niespotykanym kolorze rozciąga się ze wzgórza, na które można wyjść dosyć stromymi schodami. Zbiornik można obejść wokoło.






Czy ten widok nie zachwyca?




Po zwiedzeniu Parku poszliśmy jeszcze przyjrzeć się bliżej ogromnemu mostertruckowi. Robi wrażenie.


Jezioro Paprocany - Tychy


To zdjęcie pięknej Restauracji Książęcej Promnice w Tychach wstawiam jako pierwsze, ponieważ to właśnie tam myśleliśmy, że spędzimy noc po zwiedzaniu Parku Gródek, jednak rozległy teren Restauracji był zamykany po godzinie 20.00, więc musieliśmy szukać innego miejsca.
Ostatecznie udało nam się zaparkować na głównym i najbardziej obleganym parkingu przy plaży miejskiej przy Paprocanach. Przed godziną 20.00 w sobotę nie było szans, dopiero później coś się zwolniło i akurat było to miejsce na tyle duże, byśmy komfortowo mogli się zakotwiczyć i przespać. Ogólnie jeśli będziecie wybierać się tam samochodem, to polecam zrobić to naprawdę wcześnie rano, bo potem szpilki się nie wetknie...
   Kiedy Grześ usypiał dzieci, ja wyskoczyłam na samotny spacer po okolicy. Załapałam się znowu na zachód słońca, który tak kocham.
Patrzcie jak ładnie....

Generalnie miejsce polecamy, jednak są tu tłumy, szczególnie pewnie w weekendy właśnie i bardzo ciężko o miejsce parkingowe. Ale okolica jest świetnie zagospodarowana, dużo placów zabaw, ławeczek, ładna plaża, lokale, w których można coś zjeść i alejki naokoło jeziora.
Poniżej już zdjęcia z rana, kiedy jeszcze nie było tak dużo ludzi.







Bardzo fajny brodzik z orzeźwiającymi fontannami, gdzie naprawdę przyjemnie można się schłodzić.

Wybraliśmy się też na wycieczkę rowerową dookoła jeziora.
Po drugiej stronie brakuje przyjemnego zejścia do wody, wszystko wygląda raczej dziko, co też ma swój urok oczywiście.



Jezioro Mucharskie

Gdy zaczęło się robić tłoczno, zjedliśmy obiad, zebraliśmy się (plus stania na parkingu - mniej rzeczy do ogarniania i sprzątania, typu markiza, krzesełka, stół, ozdoby, zabawki itd) i podjechaliśmy jeszcze nad Jezioro Mucharskie, które dopiero raczkuje jeśli chodzi o jego zagospodarowanie. Póki co jest jedna ładna plaża, dosyć strome dwa slipy i niestety totalny brak drzew. Istna patelnia, a było ponad 30 stopni.

Woda naprawdę ładnie wygląda, a zbiornik ma wielki potencjał turystyczny.
Moje Serduszko wręcza mi kwiaty (zaraz potem zrobił to też Nikoś).
Tadzio na tle rumianku.

To na razie tyle kochani, do następnego razu, miłego weekendu!

1 komentarz: