czwartek, 16 maja 2019

Kartki okolicznościowe:) Moja nowa rozrywka


Króciutki wpis, bo chciałam Wam pokazać coś, co ostatnimi czasy wytworzyłam w celach sprzedaży:) Kartki okolicznościowe. Póki co na razie takie, ale w planach mam też inne. Wiecie, sky is the limit, w głowie mnóstwo pomysłów, gorzej z czasem.
   Kartki na ślub z garniturem i suknią ślubną są w formacie A4, natomiast reszta to format A5.







Tak więc gdyby ktoś pragnął zamówić takie u mnie, to zapraszam:)

wtorek, 14 maja 2019

Tulipany, bratki, azalia, torty i inne różności -nadrabiam zaległości

  Chciałabym pisać częściej, chociażby dla samej siebie, aby móc potem wrócić do różnych wspomnień, jednak pomimo tego, że nie pracuję zawodowo, to czas biegnie niczym dzikie rumaki, czasem nie wiem w co włożyć ręce, a dodatkowo moja głowa wciąż wymyśla coraz to nowe pomysły. Nie wszystkie z nich fotografuję, nie zawsze o tym myślę. 
   W końcu udało mi się wyjść z grypy i zapalenia oskrzeli, ale bardzo ciężko to przeżyłam. Jeszcze długo potem czułam się tragicznie słabo i pomogła mi dopiero herbata z młodych pokrzyw. Postawiła mnie na nogi, nabrałam sił, przestało mi się kręcić w głowie i znowu mam energię. Tak więc potwierdzam - napary z pokrzywy działają cuda. Moje Dzieciaczki też je uwielbiają, tylko im to troszkę dosładzam, ja piję gorzką. Dodatkowo z takich naturalnych sposobów polecam Wam żyworódkę. Mój Tadzio do tej pory za każdym razem gdy miał kilkutygodniowy katar, łapał zapalenie ucha i zawsze musiało się kończyć na antybiotyku oraz sterydach... Tym razem zrozpaczona, ze w tym roku miał już trzy antybiotyki, postanowiłam walczyć i przez kilka dni wyciskałam sok z listków żyworódki, po czym strzykawką wstrzykiwałam zarówno do noska, jak i do uszu. Po gęstym, glutowatym katarze nie ma już śladu!
   Przez trzy miesiące byłam też na diecie ułożonej przez trenera personalnego, intensywnie też trenowałam nie raz 6 dni w tygodniu. Po drodze wyszło (dzięki Trenerowi), że mam insulinooporność, teraz zażywam tabletki metforminy do każdego posiłku. Obecnie po redukcji ubyło mi ponad 6kg, przybyło mięśni, czuję się świetnie, niestety moja garderoba trochę na mnie wisi :) Dalej trenuję, jednak już nie tak intensywnie, bo sezon ogródkowy sam w sobie mocno spala kalorie, więc ograniczam się do około 3-4 treningów w tygodniu plus salsa z moimi kochanymi Świrami - wspaniałą grupą pasjonatów latynowskiego tańca, z którymi konie można kraść.
  A na redukcji rozpisanej przez mojego zdolnego Trenera, który uważnie nadzorował postępy, wcale nie była nieprzyjemna. Oto niektóre rzeczy, które do tej pory jem: 
Kiedy była kiepska pogoda, wykonywałam z Chłopcami różne małe projekty. Zrobiliśmy między innymi takie żabki, niestety Nikoś ciągle wydłubywał im oczka:D
   Chłopcy mieli też okazję usiąść za kierownicą małego traktorka, którego wypatrzyliśmy z okna.  Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji.
     Poniżej pierwszy obrazek przesłaliśmy Grzesiowi, który w kwietniu dosyć sporo podróżował służbowo. 
   Chłopcy uwielbiają swoje towarzystwo. A ja kocham na to patrzeć, kocham ich słuchać, jak rozmawiają między sobą. Nikoś dopiero skończy dwa latka (8ego czerwca), jednak mówi już pełnymi zdaniami, wszystko rozumie i jest niezwykle sprytny. Tadzio (który ma 3,5), jako Jego starszy Brat uwielbia tłumaczyć Mu różne rzeczy, dzielić się swoją wiedzą i to jest takie cudowne. Tak bardzo się cieszę, że moje marzenia się spełniają. Jednym z moich celów jest nauczenie ich prawdziwego braterstwa, prawdziwej braterskiej miłości, lojalności i braterskiej przyjaźni. Chcę, aby zawsze mogli na siebie liczyć i by rozumieli się bez słów, jak do tej pory.
Kocham takie momenty! A jest ich sporo każdego dnia przed i po przedszkolu Tadzia.
Przed Świętami Chłopcy samodzielnie wysiali rzeżuchę, która wyrosła idealnie na czas.
Malowali też styropianowe jajeczka oraz zajączki, które nadziałam na patyczki do szaszłyków, aby było Im łatwiej. Stół zabezpieczyłam folią spożywczą - pomysł podpatrzony u Przyjaciółki (pozdrawiam Cię Marzenko!).
Później w maju uczestniczyliśmy w genialnie przygotowanym festynie strażackim (OSP), który obfitował w atrakcje dla dzieci zarówno tych malutkich, jak i tych większych. Był przepyszny poczęstunek, możliwość nauki resuscytacji, z której skorzystał mój Mężuś (wiadomo kiedy przyjdzie potrzeba udzielenia pomocy? Mi zdarzyła się już kilkukrotnie), Tadzio puszczał z Tatą bańki gigant, malował kredą po asfalcie, kredkami kolorował wozy strażackie, a Nikoś reanimował phantoma, oboje "gasili" pożar z węża z pomocą młodego przyszłego strażaka. Można było wejść na wieżę po krętych schodkach (weszliśmy, a jakże!), spóźniliśmy się za to na pokaz przecinania blachy.
 W ostatnim czasie wykonałam sporo tortów, jednym z nich był tort na Rocznice Ślubu Teściów. Do dekoracji użyłam bratków z ogrodu, które śmiało można jeść, a dają tyle uroku.
Pododbny tort wykonałam dla cudownej Przyjaciółki (Asiu, Ty wiesz, że Cię uwielbiam)
 

Jeszcze w kwietniu rozpoczęłam sezon na tarasie. Były tak ciepłe dni przecież, że śmiało można było pić poranną kawę słuchając śpiewu ptaków. Zawiesiłam wyprane po zimie zasłonki oraz firanki i od razu zrobiło się przytulniej. Zakupiłam też dedykowany na zewnątrz dywan, który świetnie się sprawdza póki co. Bardzo miło się na nim siedzi i łatwo czyści.
Czytając o Malezji zatęskniłam za naszymi Pielgrzymami... Ciekawe kiedy Ich odwiedzimy w tym Kuala Lumpur. Mam nadzieję, że dane nam to będzie w niedalekiej przyszłości.

Oto wspomniany dywan. Jest genialny.

Chłopcy także lubią korzystać z możliwości wylegiwania się na tarasie.

Bocianie gniazdo czasem także jest użytkowane. W oczku wodnym za Chłopcami czasem słychać głośne kumkanie żab. To cudowny dźwięk, rzadko już spotykany.

Tadzio, mój kochany pomocnik ogrodowy. Uwielbia podlewać. Tutaj akurat posadziliśmy nową pnącą różę, która ma być fioletowa. Ma już jeden pączek, więc już w tym roku doczekam się przynajmniej jednego kwiatu.

Ten różanecznik zawsze pierwszy zakwita w moim ogrodzie (nie licząc krokusów).
Na migdałka chociaż czekałam, to niestety jego kwiaty zostały poturbowane, przez przymrozki. W tym roku nie był taki okazały jak w zeszłym. To samo z żółtą magnolią- jedynie jeden kwiat się uchował... Reszta przemarzła. Za to różowa magnolia kwitła przez kilka dni zanim nadeszły przymrozki.

Niezapominajki przy tarasie szaleją w najlepsze.

W tym roku również przy tarasie mnóstwo było tulipanów.
Kocham ich urok, różne kształty i kolory.

Każde są piękne...Takie...

i takie...
I każde następne na kolejnych zdjęciach..uwaga, teraz będzie monotematycznie, ale nic na to nie poradzę, że kocham tulipany. Również Teściowej zrobiłam niespodziankę, sadząc kilkanaście sztuk na jesień w Jej ogrodzie.



































W tym roku po raz pierwszy zakupiłam nemezję. Póki co widzę, że wymaga sporego nawadniania oraz nawożenia. Ale jest piękna.

Jedną z dwóch zawiesiłam.


W MG Shohlari zakupiłam na 50% przecenie takiego cudownego jeża...
Buźka mu się śmieje.
Jeden z ostatnio zakupionych powojników o pięknych, jasnych liściach i ślicznych fioletowych kwiatach -Stolwijk Gold.
Żuraw zakupiony w zeszłym roku zyskał towarzyszkę, może nie z jego rodziny, ale stworzoną przez te same ręce. O tym jednak w kolejnym poście, bo nie mam jeszcze zdjęcia:)

Jeden z moich ulubionych kącików przy tarasie...Ciągle się zmienia. Możecie dojrzeć tu dwa pnącza, które czekają na posadzenie przy kąciku prowansalsko-marokańskim (tak, taka kombinacja!), który dopiero powstanie. 

Ciągle coś tu zmieniam, przesuwam, poprawiam.

A to tojeść rozesłana aurea. Pospolita roślina, która zdobyła moje serce, bo ma piękne listki, lubię sadzić ją z roślinami jednorocznymi.
Taką foremkę udało mi się dostać na Aliexpress, idealna do kawki.
W tym roku moje jednoroczne rośliny są białe (nie licząc bratków, ale one przecież są dwuletnie). Póki co testuję, czy uchwyty przy drzwiach wejściowych wytrzymają ciężar donic :D


Na tarasie coraz więcej się dzieje, coraz więcej nasadzeń w donicach, wyciągnęłam też różne ozdoby schowane na zimę.
Surfinia w górnym lewym rogu powoli coraz bujniej kwitnie. Niestety jest żarłoczna i potrzebuje obfitego dokarmiania oraz podlewania.
Floksikowa rzeczka powoli zaczyna kwitnienie.
Dużo bordowego koloru po tej stronie ogrodu, a tworzą go berberysy, klony palmowe oraz klon kolumnowy.
Kalina musiała być opryskana na mszyce, bo jak co roku było ich  na niej mnóstwo.
Czajniczki ponownie zawitały do ogrodu.
A to mój ostatni ogrodowy projekt - zamaskowanie rury drenarskiej, do której wpada deszczówka z jednej rynny. Pozbyłam się drewnianej palisady, która do tej pory maskowała rurę, jednak już zaczęła próchnieć, potem usunęłam darń, wymieniłam ziemię, zrobiłam murek z kamienia oraz zakończyłam kostką. Zrobiłam nasadzenia z rozchodnika olbrzymiego oraz petunii.

I taki efekt póki co, będzie piękniej, gdy roślinki zaczną kwitnąć.
 
Czosnki ozdobne zaczynają kwitnienie! Pamiętam jak bardzo pragnęłam kiedyś mieć je w ogrodzie. Teraz mam ich dosyć sporo, pasuje je znowu wykopać po kwitnieniu i rozdzielić, bo troszkę się namnożyły.
Są po prostu cudowne, uwielbiam ich barwę.

Jednak dodałam zdjęcie towarzyszki żurawia:) Poznajcie panią kaczkę. Muszę jej jeszcze znaleźć odpowiednie miejsce.

Bratki są takie urodziwe... I bardzo długo kwitną, ważne jest tylko ich regularne ogławianie.
Kolejna kompozycja w wiklinowej donicy.

W tym roku co kilka tygodni zasilam borówkę amerykańską Substralem interwencyjnym do borówki i powiem Wam, że widzę ogromną ilość kwiatów.
Śliczny buk aurea. Kupiony w zeszłym roku, zachwyca kolorem i aksamitem swych liści.
A to moja ulubiona azalia. Przepięknie pachnie!






Na koniec jeszcze chciałam wspomnieć o szklanych wazonach. Jeśli takie macie, to ich zastosowanie jest szerokie. Od wazonu, poprzez świecznik, pojemnik na kwiaty cebulowe poprzez po prostu ładną dekorację, którą możecie zmieniać w zależności od upodobań.

I na sam koniec już...W tym roku zapomniałam, ale już w przyszłym koniecznie muszę pamiętać!

Miłego wieczorku kochani!