Niedawno wróciliśmy z dwutygodniowego urlopu, który chciałabym powoli relacjonować, a ponieważ mam dużo materiału filmowego i fotograficznego, to zrobię to w kilku postach. Miło będzie za rok odświeżyć sobie wspomnienia.
Początkowo mieliśmy jechać do Rumunii, jednak kilkudniowe upały w Polsce przekonały mnie, że jednak nie będę w stanie wytrzymać takowych w tamtym kraju, gdzie jest zaledwie kilka jezior, by się ewentualnie schłodzić. My planowaliśmy objazdówkę, więc upał nie sprzyjałby takiej formie spędzania urlopu. Dodatkowo obawiałam się wichur i burz po takich upałach, a jednak lepiej przeżywać takie rzeczy we własnej ojczyźnie. Po raz kolejny odłożyliśmy Rumunię na inny raz. Ale spokojnie - jeszcze tam pojedziemy, moim marzeniem jest zrobić trasę Transfogarską i Transalpinę. Myślę, że wrzesień będzie na to optymalnym miesiącem.
Stanęło więc na tym, że jednak jedziemy na Mazury, nad Jezioro Tałty. Wybraliśmy Kemping KamA, gdzie za dobę wyszło nam jakieś 228zł (wraz z trzymaniem motorówki w marinie, kamper przy samej linii brzegowej). Przed wyjazdem wraz z Tadziem czyściliśmy łódkę:
A później po raz pierwszy przypięliśmy przyczepkę z Larsonem do kampera - takim zestawem jeszcze nigdy nie jechaliśmy, więc była pewna obawa, jednak mój wspaniały Kierowca nie miał z tym najmniejszego problemu, a silnik kampera dał sobie świetnie radę z pociągnięciem takiego ciężaru. Zamontowany w tym roku hak dobrze się sprawdził.
Podczas podróży było wesoło. Zosia naprawdę świetnie zniosła wielogodzinną wyprawę i praktycznie nie marudziła. Byłam w szoku.
Czułości:)
Gdy dojechaliśmy na miejsce, był już wczesny wieczór. Szybko się rozbiliśmy, rozłożyliśmy nasz pompowany przedsionek, a dzieci chwilkę pojeździły na rowerkach.
Tutaj łódka jeszcze nie zwodowana, zrobiliśmy to następnego dnia z pomocą właściciela, który zwodował ją swoją terenówką, bo nasz kamper był już rozłożony. Slip jest zaraz obok, przy klimatycznym maleńkim kościółku.
Dzieci dostały od nas siatki do połowów, niestety Zosia swoją utopiła na pomoście kolejnego dnia.
Tu jeszcze wszystkie siatki w komplecie:) Rybki dawały się łowić.

Tu jeszcze wszystkie siatki w komplecie:) Rybki dawały się łowić.
A to na dowód:
Zosia cały czas kopała w piasku, bawiła się z innymi dziećmi, praktycznie jej nie było.
A tutaj wieczorna gra w Piotrusia z Tatusiem:)
Na Mazurach mieliśmy ucztę dla duszy i oczu w postaci cudownych zachodów słońca. Sami zobaczcie.
Chodziliśmy na spacerki oraz robiliśmy sobie wycieczki rowerowe - takie krótkie, bo było dosyć gorąco. Na zdjęciu poniżej żmijowiec, którego dostałam od Tadzia.
Łabędzie i kaczki były codziennymi i co wieczornymi gośćmi.
Tadzio i Zosia wyglądają z kamperowego okienka....
Zosia z Tatusiem na pomoście.
Mieliśmy też przykrą przygodę - zepsuł nam się rozrusznik i musieliśmy wzywać WOPR do usługi holowania do mechanika. Cała naprawa była dosyć kosztowna, ale bez niej nie moglibyśmy dalej pływać.
Rowerowe wycieczki były bardzo przyjemne. Tutaj na kładce nad Kanałem Tałckim.
Nie mogliśmy się oprzeć balom ze słomy - uwielbiamy je. Zawsze tak malowniczo i sielsko wyglądają.
Kolejny zachód słońca... każdy inny
Widok z naszego przedsionka.
Na terenie kempingu taka klimatyczna studnia! Pociąga się za wajchę i leci woda. Coś pięknego. Chciałabym taką mieć na ogrodzie...
Zosia w kole pożyczonym od koleżanki:)
A tu na pomoście, czekamy na Tatusia.
My na tle zachodzącego słońca.
Zdjęcie, które zrobili nam kompletnie obcy ludzie - sami zaproponowali widząc, że próbujemy sobie je zrobić. To było bardzo miłe, a teraz jest jednym z moich ulubionych fotografii.
Staram się pochwycić słońce w kieliszku...
Jest pięknie....
W środku naszego przedsionka - uwielbiam takie klimaty.
Raz paliliśmy też ognisko z nowo poznanymi ludźmi.
Wieczorna flauta....
Karmienie kaczuch.
Opalanko na łódce - nie czuć tak tego gorąca.
Fryteczki, które zrobił dla mnie Mężuś i przyniósł na łódkę. To było kochane.
A tutaj wieczorna gra w Piotrusia z Tatusiem:)
Na Mazurach mieliśmy ucztę dla duszy i oczu w postaci cudownych zachodów słońca. Sami zobaczcie.
Chodziliśmy na spacerki oraz robiliśmy sobie wycieczki rowerowe - takie krótkie, bo było dosyć gorąco. Na zdjęciu poniżej żmijowiec, którego dostałam od Tadzia.
Zosia też sobie coś zerwała.
Na kempingu nie brakowało różnego rodzaju dekoracji z kwiatami, na przykład taki wóz:
Był też mały plac zabaw, na którym dzieci szybko się odnalazły.Łabędzie i kaczki były codziennymi i co wieczornymi gośćmi.
Jeden taki jegomość chciał nam nawet wejść do przedsionka.
Rosło tam dużo liliowców, które obficie kwitły.Kolejne piękne zachody słońca...
Już tęsknię za nimi...
Tadzio i Zosia wyglądają z kamperowego okienka....
Zosia z Tatusiem na pomoście.
Mieliśmy też przykrą przygodę - zepsuł nam się rozrusznik i musieliśmy wzywać WOPR do usługi holowania do mechanika. Cała naprawa była dosyć kosztowna, ale bez niej nie moglibyśmy dalej pływać.
A radość z pływania była duża, szczególnie dla Grzesia i Zosi. Ja tęskniłam za skuterkiem.
Dzieciaki uwielbiały karmić ptaki.
Rowerowe wycieczki były bardzo przyjemne. Tutaj na kładce nad Kanałem Tałckim.
Nie mogliśmy się oprzeć balom ze słomy - uwielbiamy je. Zawsze tak malowniczo i sielsko wyglądają.
Kolejny zachód słońca... każdy inny
Widok z naszego przedsionka.
Na terenie kempingu taka klimatyczna studnia! Pociąga się za wajchę i leci woda. Coś pięknego. Chciałabym taką mieć na ogrodzie...
Zosia w kole pożyczonym od koleżanki:)
A tu na pomoście, czekamy na Tatusia.
My na tle zachodzącego słońca.
Zdjęcie, które zrobili nam kompletnie obcy ludzie - sami zaproponowali widząc, że próbujemy sobie je zrobić. To było bardzo miłe, a teraz jest jednym z moich ulubionych fotografii.
Staram się pochwycić słońce w kieliszku...
Jest pięknie....
W środku naszego przedsionka - uwielbiam takie klimaty.
Raz paliliśmy też ognisko z nowo poznanymi ludźmi.
Wieczorna flauta....
Zrobiłam zdjęcie wejścia do recepcji - bardzo zadbane miejsce. Dużo murków z kamienia, donic z kwiatami i różnych dekoracji.
Zachód słońca <3Karmienie kaczuch.
Opalanko na łódce - nie czuć tak tego gorąca.
Fryteczki, które zrobił dla mnie Mężuś i przyniósł na łódkę. To było kochane.
Taka jednostka podpłynęła któregoś dnia do naszego pomostu:) Musiałam zrobić zdjęcie cytatu.
A to miejsce kawałek od nas - inny pomost i plaża, gdzie dosyć sporo osób się wylegiwało.
Na koniec kilka filmików
Coś wspaniałego, cudowny wypoczynek, zdjęcia bajkowe, wszystko piękne.
OdpowiedzUsuń