poniedziałek, 5 października 2020

Powrót do makramy...

Długo niczego nie robiłam. Ja po prostu muszę mieć po pierwsze wenę do makramy, a po drugie...czas. O półproduktach oczywiście nie wspomnę:) Akurat miałam trzy motki sznurków... I postanowiłam coś zdziałać. Najpierw wyszła taka oto ważka....

A potem zrobiłam makramę, której wizja od dawna mi się marzyła. Kolor ecru, zużyłam jakieś 150m sznurka.
O ile mam warunki do robienia makramy, to jej realizacja bardzo mnie relaksuje. Lubię manualne prace, o ile mogę się skupić wyłącznie na nich. W praktyce rzadko tak bywa mając trójkę cudnych Pociech.
Zazwyczaj robię je w kuchni, w centrum mojego dowodzenia :)


Zaraz po ecru powstała też szara makrama.

Która bardziej Wam się podoba? Bo ja nie mogę się zdecydować:)

Zaczęłam też robić coś do kampera, jednak zabrakło mi póki co sznurków, więc czekam na dostawę...Tak wygląda work in progress...

25 września warto wpisać sobie w kalendarz... Jest to Dzień Szpilek, ale nawet nie o to chodzi...W ten dzień, jeśli zrobi się zdjęcie w szpilkach i otaguje #DzienSzpilek w poście na Facebooku, fundacja Alivia wraz z Molier2 wpłacą 2zł na rzecz dzieci z chorobą nowotworową. Wzięłam udział w tej akcji po raz pierwszy, bo niestety w zeszłym roku nic o niej nie wiedziałam. 
https://natemat.pl/322245,akcja-dzien-szpilek-2020-sklep-moliera2-podal-kwote-ktora-przelal-fundacji

Nowych makram jeszcze nie wystawiałam na sprzedaż...Zdaje się, że chyba najpierw będę musiała zrobić kopie, bo tak ciężko mi na myśl o rozstawaniu się z nimi :) Coś ze mną chyba nie tak :D Też tak macie ze swoimi pracami, że się do nich przywiązujecie?

  A więc czekamy na sznurki... 

piątek, 2 października 2020

11 lat po ślubie...

 19 września minęło 11 lat, odkąd braliśmy ślub...Z rozrzewnieniem wracam pamięcią do tego dnia, był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu i gdybym mogła, chętnie bym go powtórzyła. Wszystko było takie idealne, nawet pogoda się udała, chociaż tego roku cały wrzesień był deszczowy, to w dzień naszego ślubu wyszło słońce.

  Najchętniej wracam do pierwszego tańca. Zatańczyliśmy walca, a potem ułożony przez siebie układ do bachaty, który marzy mi się, aby odtworzyć jeszcze raz. I wiem, że w końcu kiedyś sie do tego zabierzemy - zatańczymy nasz pierwszy taniec ponownie.

W naszą Rocznicę wyjechaliśmy sami na kemping do Cieszyna, gdyż moja Mama w ramach prezentu zaoferowała się by zostać z całą naszą trójką. To był wspaniały prezent, który pozwolił nam odpocząć, skupić się na sobie, ale i zatęsknić za naszymi Pociechami, okazuje się że pomimo tego, że z każdego wyjazdu wracamy zmęczeni, to jednak pobyt bez naszych ukochanych Dzieciaczków to nie to samo. Owszem, cieszyliśmy się totalną wolnością, jakiej nie miałam już wiele lat, jednak wciąż myślami byliśmy z naszymi Dzieciakami, a bo to by im się podobało, a bo to by ich cieszyło itd...

  Na kempingu znajomi przyszykowali nam przemiłe niespodzianki - były życzenia, prezenty, ciasto, była dedykacja u orkiestry, uczestnicy kempingu tańczyli wokół nas w kółeczku, było krzyczenie "gorzko, gorzko" jak na weselu, a ja potem wysłuchiwałam komplementów, że wyglądam o 10 lat młodziej niż mam (a przecież mam 35!). Właściciele kempingu jak zawsze przemili, od nich również usłyszeliśmy takie życzliwe słowa... To był piękny weekend, z moim ukochanym Mężczyzną, za którego jestem tak ogromnie wdzięczna. Mam w życiu tak wiele... Zdaje się, że zaciągnęłam gdzieś niezły kredyt i chyba będę spłacać go całe życie.


Kochanie dziękuję, że jesteś :* Zawsze bądź :*

niedziela, 20 września 2020

Chańcza po raz trzeci

 Co ta Chańcza w sobie ma, że już kolejny raz nas przyciąga? Jest to po prostu piękne miejsce, ale też mamy tak cudownych znajomych. Nasi Chłopcy również uwielbiają tam jeździć (Zosia nie ma jeszcze swojego zdania chyba na ten temat:)).

  Tym razem korzystając z uprzejmości znajomych Chłopcy mogli po raz pierwszy przejechać się quadem oraz popływać chwilkę (na płyciźnie oczywiście) na dmuchanej desce. Zawsze to doświadczenie czegoś nowego.

Jak zwykle wspaniale spędziliśmy czas. Było ognisko, były tańce, było patrzenie w gwiazdy, puszczanie styropianowych samolotów, kopanie w piasku i tworzenie cudów przez Tadzia, spacerki z rowerkami, pyszne posiłki na łonie natury z widokiem na jezioro i wiele innych rzeczy.

Jak zwykle zabrałam ze sobą kawałeczek ogródka, by przyjemniej siedziało nam się przy stole.
Zosieńka ciągle się uśmiechała, rzucała uśmiechami do każdego, wszystkich rozczulała. Bo to taka pozytywna mała Kobietka jest :*
Naprawa rowerka podczas spacerku przez Super-Tatę...
Były też liczne zdjęcia robione nam przez zdolnego Trzylatka. Nikoś bardzo lubi robić nam fotki.
A oto autor niektórych zdjęć:)
Nasza saperka przydawała się Chłopcom w ich kreatywnych zabawach.
A tak rozpalaliśmy ogień - znajomy przywiózł nawiercony odpowiednio pieniek.
Tatuś karmi Zosieńkę. Jabłuszko i bananek.
Chłopcy i ich superlekkie samoloty...

Robiliśmy zawody (ja miałam trzeci, niebieski samolot), w których każdy był wygranym.
Wiaderka, to niezbędne przedmioty zabierane do kampera.

Jeden z wujków wprowadzał Chłopców w podstawy łowienia. Złowił im też małą rybkę, która miała być przynętą na większą... Tadziowi było bardzo żal rybki i mocno to przeżywał, że biedna rybka tak źle skończy. Pragnął wypuścić ją do jeziora, by mogła znów być wolna.
Zachody słońca były przepiękne...
Braterska miłość...
Wspomniana rybka, z którą Tadzio bardzo się związał.
Zosia i jej darmowe uśmieszki. Zupełnie za darmo i bezinteresownie.
Taki klimat był wieczorami, które były niestety dosyć zimne.
Którejś nocy Tadziowi udało się także załapać na pokaz fajerwerków wystrzeliwanych po drugiej stronie jeziora.
Spacer po zaporze... Dużo wody zostało spuszczonej, więc plaża jest szersza.
W lasku....




Pozdrawiamy Was serdecznie, spokojnej niedzieli!

sobota, 19 września 2020

Ogród...Zosieńka już siedzi, a Tadzio to superBrat

   Zacznę może od ogrodu, który w tym roku jest przeze mnie traktowany naprawdę po macoszemu - robię mu mało zdjęć, mało też mam dla niego czasu. Przyznam, że w tym roku najchętniej wymieniłabym 14 arów na po prostu duży balkon, tak łatwo byłoby mi go ogarnąć... A tak - po prostu nie wyrabiam, wiecie? :( W pewnym momencie naprawdę zaczęło mnie to przerażać, bo gdzie się nie obróciłam w ogrodzie, który tak kocham, to wszędzie widziałam mnóstwo pracy, która czeka na mnie i z każdym dniem się mnoży... Ogród to błogosławieństwo, ale też ogrom pracy, szczególnie jeśli nie posiada się po prostu samego trawnika, ale mnogość roślin, krzewów, drzew. Jeszcze jak ma się malutkie dzieci, a u mnie przecież tak właśnie jest, to trudno podołać wszystkiemu. Z czegoś musiałam w tym roku zrezygnować, dlatego też ogród jest u mnie nieco zaniedbany, przyznaję. Niektóre tuje się rozchorowały, a ja za późno to zauważyłam i prysk wykonany został z opóźnieniem, nie wiem, czy jeszcze coś z nich będzie, zobaczymy, póki co wyglądają fatalnie na rabatce z białym kamyczkiem (ach, ile tam jest pracy, ciągle chwasty wyrastają między tymi kamyczkami, usuwanie liści z kamieni też jest potwornie ciężkie, berberysy tak się rozrosły, że postanowiłam je odmłodzić i przycięłam bardzo nisko (jakieś 25cm przy ziemi, może 30...))
   Grad, który doświadczył nas dwa miesiące temu doszczętnie zniszczył moje warzywa, ocalały jedynie dynie ozdobne oraz krzaczek żółtej cukini. Dlatego też nie dokupywałam już pomidorów, kapusty, papryki, ani innych warzyw - po prostu z nich zrezygnowałam, a w warzywniku zakwitły głównie onętki (kosmosy), nagietki oraz nasturcja. Taki mam warzywnik kwiatowy :) Ach, no i jeszcze mam mnóstwo szczypiorku oraz rukoli, która z roku na rok sama się rozsiewa gdzie jej pasuje. Przyznam korzystam - zawsze rano na kanapeczkę albo też dodaję do pizzy. Uwielbiam coś zielonego w posiłku. Pozwólcie, że pokażę Wam krótkie migawki ze zdjęciami głównie makro, które pokazują to, co kwitnie lub na co warto zwrócić uwagę, a ukrywają to, co wciąż pozostało do zrobienia :) Oszczędzę Wam bólu oczu.


Jak widać kwiatów jest mnóstwo, mam w czym wybierać gdy tnę bukiety na kamperowe wyjazdy:) Nie boję się nawet przyciąć hibiskusa, by mieć go w wazonie, bo mam tych krzewów aż trzy i są one spore, a przycinanie dobrze im zrobi.
  Pokażę Wam jeszcze taras, nad którym w miarę panuję (panuję też nad kącikiem marokańskim, bo tam póki co wystarczy jedynie zmieść naleciałe liście). W miarę, bo podlewanie wszystkich jednorocznych zlecam teraz Grzesiowi, gdyż po wizycie u okulisty okazało się, że mam coś z siatkówką w obu oczach i nie mogę dźwigać (oczywiście mając 6ciomiesięczną Zosię, która waży teraz prawie 10kg jest to prawie nie wykonalne, ale oszczędzam się kiedy mogę...). Za to chwasty, a szczególnie taka mała, ciemna koniczynka to moja zmora nawet na tarasie. Ciężko się tego pozbyć. Z daleka może nie widać, ale gdy się przyjrzeć... no to jest.
W zeszłym roku na tarasie królowała biel w kwiatach, w tym roku cieszę się, że jest to róż, do którego mam sentyment. Biel jest elegancka, ale...no nieco mniej energetyzująca.
Mój bujaczek, z którego w tym roku tak rzadko korzystam... Może gdybyśmy weekendy jeszcze spędzali w domu...A że co weekend gdzieś jeździmy, to później brakuje czasu na wylegiwanie się w ogrodzie... Widzicie to czarne wiadro zaraz po prawej od huśtawki? Są w nim wyrwane chwasty oraz usunięte przekwitnięte pelargonie, które trzeba regularnie ogławiać, by pobudzić do powtórnego zakwitnięcia. 
Kocham dodatki takie jak stare tarki, emaliowane garnki, wiklinowe koszyki... Jak dla mnie tworzą klimat.

Po lewej makrama, na którą tak długo kiedyś pracowałam. Kocham ją, ale teraz marzy mi się powieszenie tam ramy z lustrem. Może kiedyś...

Tadeuszek wykazuje ogromne zainteresowanie swoją Siostrzyczką, uwielbia Ją rozśmieszać, a Ona Go wprost ubóstwia, zawsze się do Niego śmieje i czeka na Jego inicjatywy. Ostatnio uczył Ją bawić się...walcem :)


Zosia od kilku tygodni również siedzi :) Jej rączki są też bardziej chwytne, coraz lepiej koordynuje wzrok z aparatem ruchowym. Wszystko Ją ciekawi i wyciąga chętnie rączki, by coś zbadać namacalnie, chce poznawać świat i to jest takie piękne.

Do menu wprowadziłam Jej już ziemniaczka, bananka, jabłko, marchew, korzeń pietruszki, dynię, kalafior oraz buraki. Wkrótce wprowadzimy pomidorka, oczywiście póki co wszystko w zupkach, zmiksowane.
   Zosia jest niezwykle pogodnym dzieckiem, ciągle się uśmiecha i to do każdego, bardzo długo też śpi, mamy naprawdę eldorado z kolejnym już dzieckiem - Zosia zasypia na nockę gdzieś około 20.00, potem budzi się dopiero koło 7.00 Czasem jest to nieco wcześniej, jednak dostanie butelkę z mleczkiem i zasypia ponownie. Również podczas dnia ma mnóstwo drzemek, w zasadzie po każdym posiłku prawie śpi przynajmniej 20 minut, a często jest to prawie godzina, szczególnie jeśli ma ciszę, gdy Chłopcy pójdą do przedszkola.
  A Chłopcy w przedszkolu radzą sobie świetnie, jestem taka dumna z młodszego Nikosia, bo jest bardzo samodzielny, w przedszkolu zjada wszystko, ponoć jest przytulakiem również tam (niby reżim sanitarny, ale jak to wytłumaczyć dziecku, które ma ogromne potrzeby bliskości?).




Na koniec pokażę Wam przetwory, które w tym roku zrobiłam... Jest ich bardzo malutko w porównaniu z zeszłymi latami... Powody są prozaiczne - brak czasu i kiepskie plony, ale wykorzystałam to, co mogłam. Zrobiłam trzy takie zestawy jak na zdjęciu poniżej.