wtorek, 5 września 2017

Ogrodowe przemyślenia

  Znowu długo mnie tu nie było, już otrzymałam ponaglenia, by napisać kolejny post, więc staram się jak mogę. Jest ciężko - o tym wie każdy, kto ma w domu pod opieką dwójkę naprawdę małych szkrabów. Ja i tak wychwalam Boga pod niebiosa, że obdarzył mnie dwoma naprawdę grzecznymi Chłopcami, jednak czy grzeczni, czy nie - to przy dzieciach zawsze jest mnóstwo pracy i ciężko o chwilę wytchnienia.
  Zamieszczę dwa posty, o dwóch tematach. Ten będzie o roślinach. Kolejny o moich Pociechach.
 W ciągu roku zmienia się wiele rzeczy w ogrodzie. Niektóre rośliny nadmiernie się rozrosną, niektórym nie będzie zbyt dobrze w wybranym przez nas miejscu... Patrząc na różne zakątki ogrodu nieraz przychodzą myśli, aby coś nieco pozmieniać. Niektóre plany udaje się zrealizować od razu, z innymi trzeba poczekać do następnego roku. Ogród ciągle się zmienia i nigdy nie będzie taki sam. W tym roku spisałam sobie kilka rzeczy, które chciałabym zrobić za rok.
1. Kwiaty jednoroczne w donicach. W przyszłym roku postawię jednak na pelargonie wielkokwiatowe w kolorze intensywnego różu, prawie czerwonego. Te najbardziej mi odpowiadają. Do donic wysokich posadzę surfinie w zbliżonym kolorze. Zrezygnuję z żeniszka oraz werbeny, a także heliotropu w donicach - w tym roku ciekawie było je mieć, ale jednak nie jest to efekt, jakiego oczekuję. Dodatkowo do pelargonii dosadzę tojeść rozesłaną w kolorze limonki.
fioletowa werbena, żeniszek oraz heliotrop jednak nie są tym, czego szukam do donic.
Dalia w donicy również się nie sprawdziła. Ona jednak jest żarłoczna i potrzebuje gruntu, by ładnie rosnąć i nie chorować.

2. Wymiana palisady na kostkę granitową. Niestety palisada z drewnianych stempli, którą wraz z Leonem wkopywaliśmy w ziemię trzy lata temu, dokończyła swego żywotu..Okazało się, że nawet zaimpregnowane drewno jednak szybko próchnieje w ziemi... Dlatego za rok myślę o czymś trwalszym, może uda się zakupić kostkę granitową, która mi się marzy... Jeszcze większym marzeniem jest murek z łupka kwarcytowego (jeden z najtrwalszych kamieni)  żółtego na zaprawie cementowej, który byłby wspaniały, bo można by na nim również siedzieć na całej jego długości, jednak byłby on bardzo pracochłonny oprócz tego, że pochłonąłby więcej funduszy...Ale z drugiej strony taka inwestycja byłaby już na lata, a ogród prezentowałby się zupełnie inaczej...Muszę nad tym pomyśleć. Kostka z kolei na pewno wyglądałaby dobrze w przypadku rabatki falistej.
  Pani Stefanowa wykonana ze stempli w tym roku dokończyła również swego żywotu i skończyła na stosie. Pan Stefan jeszcze jakoś się trzyma, ale nie wróżę mu długiego życia...
Tak wyglądała Pani Stefanowa dwa lata temu.

3. Warzywa- Za rok zasadzę następujące warzywa: pomidory, rukolę (sprawdziła się w tym roku, a bardzo lubię jej listki, w dodatku są super zdrowe), paprykę, jarmuż (rośnie jak szalony! Nie idzie go przejeść, ktoś chętny? Z przyjemnością się podzielę), pietruszkę natkę (uwielbiam jej zapach w daniach), dynie, kiwano (ten owoc mnie zaintrygował, póki co doczekałam się trzech owoców, które wciąż dojrzewają), cukinię (w tym roku kiepsko owocowała, pewnie ze względu na suszę, ale za rok przyłożę się do jej podlewania).
  Rezygnuję z rzodkiewki oraz roszponki, które u mnie nie chcą rosnąć.
  Na jesień planuję nawieźć warzywnik kurzakiem, którego mamy pod dostatkiem, bo Ciocia hoduje kurki i mamy pyszne jajeczka dla Tadzia.
   Muszę też wygospodarować małą grządkę pod siatką na dynie ozdobne pnące oraz ogórki, bo w tym roku nie miałam na nie zbyt dużo miejsca.
Warzywniaczek

4. Truskawki, maliny. Truskawki wołają o rozsadzenie i uporządkowanie, być może wykopię je wszystkie, położę agrowłókninę i dopiero wtedy zasadzę. Ah, tyle planów, a czasu tak mało... Maliny z kolei w jednym miejscu mi zmarniały, nie do końca  wiem dlaczego, być może korzenie akacji lub katalpy im zaszkodziły... Muszę coś zrobić z tym pustym miejscem.
5. Zadaszenie tarasu. Za rok planujemy zadaszyć taras, stawiając drewniane słupy w ciemnym kolorze (palisander), pełne deskowanie plus dachówka. Pochłonie to znaczny nasz budżet, jestem tego pewna, ale takie zadaszenie naprawdę się przyda podczas niepogody. W ten sposób niejako wydłużymy nasz salon o taras. Już widzę powieszone na zewnątrz białe firany, które dodadzą uroku tarasowi. Będzie też można obłożyć meble poduchami, bo nie będzie na nie padał deszcz.
   Dodatkowo, ponieważ taras jest od zachodniej strony domu, to poprzez pokrycie go dachówką, w salonie będzie o wiele chłodniej w upalne dni, bo nie będzie tu operować już tak słońce. Same plusy:)
6.Opaska wokół domu. Wciąż nie zrobiliśmy opaski z kamienia wokół domu, folia kubełkowa dalej jest widoczna, ale jakoś nie razi nas to już w oczy, zdaje się, że do tego przywykliśmy, jednak jeśli nie zrobimy tego w najbliższej przyszłości, to podejrzewam, że nie zabierzemy się do tego już nigdy. A wiem, że dom będzie zupełnie inaczej wyglądał, gdy wykończymy elewację kamieniem.
7. Malowanie huśtawki i wiatraka.  Miałam to robić w tym roku, ale musi to jeszcze poczekać. W niektórych miejscach farba już się przetarła, więc za rok musimy ją odświeżyć.
8. Malowanie balkonów. Farba już kupiona, może jednak uda się zrobić to w tym roku... Wszystko zależy od mojego Mężusia, na którego barkach to spoczywa. Mając drewniane balustrady trzeba się liczyć z koniecznością ich konserwacji co jakiś czas. Taki urok drewna.
9. Wzgórze. Mam taką małą górkę usypaną z darni (w zasadzie są dwie, ale myślę teraz o tej, która powstała wcześniej), która niestety kiedyś była ładna, pełna różnych roślin, a teraz głównie porasta ją podagrycznik, którego nie sposób się pozbyć... Coś muszę z tym wymyślić, może znajdę roślinę, która będzie bardziej ekspansywna od podagrycznika i jakoś sobie z nim poradzi... Nie wiem jeszcze, może Wy macie jakiś pomysł?
10. Maski z betonu.  W tym roku udało mi się zrobić kilkanaście liści z betonu, za rok przymierzam się do masek betonowych. Wyglądają tajemniczo wetknięte na drucie wśród roślinności. Można pomalować je na biało. Może jeszcze uda mi się je wykonać w tym roku, ale szczerze wątpię...
11. Tulipany. To raczej zadanie na wrzesień. Zamierzam dosadzić mnóstwo cebulek tulipanów, bo w tym roku ich wiosenny pokaz naprawdę mi się spodobał i zapragnęłam mieć ich więcej również po drugiej stronie domu. Cebulki już zakupione, czekają teraz na posadzenie.

12. Sporo będę też miała siania. Zamierzam siać: werbenę, paprykę, żurawki (bo ciekawa jestem doświadczenia z tworzeniem nowych odmian - żurawki często nie zachowują cech rośliny matecznej, mutując i tworząc nowe rośliny), języczkę, malwę pełną, jarzmiankę, szałwię niebieską jednoroczną (nasionka zdobyłam w Niepołomicach z klombu, gdzie kwiatki te już zawiązały nasionka)  naparstnicę, ostróżkę, przetacznika Royal Candle (uwielbiam tą niską odmianę) i sporo innych, bo zamówiłam nasionka przez internet różnych roślin jednorocznych (szarłat zwisły Grand, rezeda wonna, nasturcja kanadyjska, mak Danish Flag, nasturcja karłowa, motylek wisetoński, gilia główkowa, gomfrena kulista, facelia dzwonkowata, dzwonek irlandzki, didiskus,  anagilis, asarina) . Największym wyzwaniem będzie brak miejsca na słonecznych parapetach...
   A teraz zapraszam na spacer po ogrodzie.


Powyżej przetacznik Royal Candle, o którym wspominałam. Jest to śliczna niska odmiana przetacznika. Ma zwartą formę i obficie kwitnie. Zdjęcie powyżej zaraz po posadzeniu, a poniżej tydzień po na tle rozchodnika olbrzymiego.
 Skoro już o rozchodnikach olbrzymich mowa... Zapałałam do nich miłością w zeszłym roku. Są to niedoceniane rośliny. Ja je uwielbiam. Są miododajne i mało wymagające, nie trzeba ich podlewać, bo lubią suchsze stanowiska. Jedynym zabiegiem, który był konieczny w tym roku, to oprysk Decisem, bo potwornie zaatakowały go gąsienice. Zaraz po oprysku problem zniknął. Rozchodnik dosyć późno rozpoczyna wegetację i dopiero teraz jest chwila jego chwały, kiedy cały kwitnie, a na jego kwiatach aż roi się od trzmieli i pszczół.
 Poniżej mój ulubiony rozchodnik okazały, niestety nie znam nazwy odmiany. Jego liście są niemal czarne, a kwiaty różowe.


Wygląda wspaniale na tle kontrastującej zieleni.



Poniżej rozchodnik Munstead Dark Red - a przynajmniej pod taką nazwą go zamówiłam.

A teraz hibiskusy bylinowe. Poniżej pierwszy, jaki zakupiłam, od niego się zaczęło. Kwiaty są naprawdę ogromne, roślina bardzo późno wchodzi w wegetację, więc warto oznaczyć sobie miejsce, w którym ją zasadzimy. Na jesień ścina się hibiskusa nisko przy ziemi.

Ten jest krwiście czerwony.




 Tego mam przez pomyłkę - internetowy sprzedawca się pomylił, bo na Plum Crazy zdecydownaie to nie wygląda. Ale również piękny.
 I kolejny, tym razem z różowym środkiem.

Odętka różowa, to stosunkowo nowa roślinka u mnie. W tym roku kwitnie niesamowicie, urosła bardzo wysoka, jest mojego wzrostu. Na pewno zbiorę z niej nasionka. Na tej rabatce mam jeszcze odętkę różową variegatę, ale jej kwiaty dopiero są w małych pąkach i nie jestem pewna, czy zdążą zawiązać nasiona. Jej białoobrzeżone listki widać w lewym dolnym rogu zdjęcia.
 Ciekawie wygląda na tle czarnego bzu Black Lace Eva.
 Przy wozie zasiała mi się rudbekia... Ta roślina pojawia się w najmniej oczekiwanych miejscach.
 Biała jeżówka na tarasie... Dobrze współgra z hortensją bukietową Polar Bear.
 A w kolekcji jeżówek pojawiła się odmiana Merigue. Mam nadzieję, że przetrzyma zimę. Pewnie osłonię ją nieco igliwiem.
 Róża  Gardener's Friend ciągle kwitnie, niezmordowana. Już czuję jaki pokaz da w czerwcu za rok. Nie mogę się doczekać.
 Tej ławeczki chyba jeszcze Wam nie pokazywałam, nie jestem pewna... Ah, ta skleroza. Zamówiłam ją przez internet, na Allegro. Jest bardzo wygodna i na tyle lekka, że bez problemu można ją przenosić w miejsce, gdzie akurat chce się siedzieć. Tutaj jest w południowo-zachodnim rogu naszej działki, przy kupie darni, która została mi po przygotowywaniu rabatek. Tu też trafiła hosta, którą mam od początku, a którą przesadziłam z falistej rabaty, bo potrzebowałam miejsca na jeżówki oraz hortensja bukietowa no name, która została przez pomyłkę do mnie przysłana (miała być Bobo, a ewidentnie nią nie jest).
 Żurawkę poniżej ostatnio rozmnażałam poprzez podział. Dostałam ją od Babci G., ma śliczne, duże listki. Nie kwitnie jakoś szczególnie pięknie, ale liście ma cały czas bardzo ozdobne.

 A to Wojtuś zaanektował drewniany wózek, który kiedyś zrobiłam z desek i stempli, jakie zostały nam po budowie.
 Jednoroczna kleoma wysiała się u mnie sama.
 Dzielżan, to nowa roślina w moim ogrodzie, jestem ciekawa, czy uda jej się pojawić na wiosnę...
 Trawa turzyca Ice Dance to jedna z pierwszych, jakie zakupiłam. Z tej jednej sadzonki rozmnożyłam tyle, że obsadziłam całe oczko wkoło. Po lewej za nią widać hortensję krzewiastą Annabelle, a po prawej rozchodniki okazałe i hibiskusa bylinowego.
 Wrzesień, to pora traw ozdobnych, szczególnie rozplenicy japońskiej. U mnie na tarasie mam dwie odmiany - o kwiatostanach jasnych i ciemnych.
A to bukiecik na 15 sierpnia z plonów naszej działeczki.


Ufff, udało się skończyć ten post. Jestem właśnie w pokoju Tadzia i kończę pisać ostatnie zdanie, kiedy mój Synek po raz pierwszy zasypia w swoim nowym łóżeczku, ale o tym za chwilkę... Miłego wieczoru wszystkim.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Takiej suszy jeszcze nie było...

   Nie pamiętam, abyśmy mieli aż tak suche lato... Wszędzie w Polsce leje, nawałnice, ulewy, a u nas susza jakiej dawno nie było. Dopiero od wczoraj zaczął padać deszcz, a dziś już konkretnie leje, z czego bardzo się cieszę, bo nie mam już siły podlewać ogrodu, a i tak ograniczam się głównie do roślin w donicach i tych, które zostały stosunkowo niedawno posadzone i ich korzenie jeszcze nie do końca się wykształciły na tyle, aby głębiej penetrować ziemię w poszukiwaniu wody.
   Żal mi rolników, bo znowu ten rok ich nie rozpieścił. Najpierw majowe przymrozki uszkodziły mnóstwo pąków jabłoni, grusz, czereśni i innych drzew owocowych, potem ogromne ulewy, wichury głównie na północy Polski, a w innych rejonach susza... Współczuję wszystkim tym ludziom, którzy potracili ostatnio dachy nad głowami oraz dobytki całego życia w wyniku nawałnic. Dlatego chociaż jestem zmęczona wyczekiwaniem na deszcz, nie mam na co narzekać, bo inni mają naprawdę gorzej.
   Teraz siedzę z kawką w ręce i patrzę jak mój ogród wreszcie tonie w tak potrzebnym tu deszczu i jestem wdzięczna. Wdzięczna za to, że kataklizmy nas omijają, wdzięczna za to, że mogliśmy cieszyć się ciepłymi (wręcz upalnymi, niemal ciężkimi do zniesienia, ale jednak typowo letnimi) dniami, wdzięczna za deszcz, który w końcu do nas zawitał dając ulgę wycieńczonym roślinom, trawie, spragnionym owadom i zwierzętom. 
    Na naszych jabłoniach owoców brak... Jeśli jakieś były, to został zjedzone przez wygłodniałe stworzenia. Na ziemię spadają jedynie ogryzki. Autentycznie. Nie ma czego zbierać nawet na kompot... Wygłodniałe szpaki wyjadają borówki amerykańskie po raz pierwszy w tym roku. Wiem, że inni mieli z ptakami problemy jeśli chodzi o borówki i nakrywali siatkami krzewy, jednak u mnie zdarzyło się to po raz pierwszy, dotąd nie musiałam konkurować z nimi o to, kto pierwszy dosięgnie dojrzałych owoców... To samo z porzeczkami czarnymi. Było ich mnóstwo, takie słodziutkie, a któregoś dnia podchodzę do krzaczka i jakby 2/3 owoców wyparowało...
   Osy wyjadają maliny i chmarami podlatują do człowieka, szukając jakichś smakołyków... Mam nadzieję, że chociaż trochę soku z malin uda mi się w tym roku zrobić... W zeszłym roku postanowiłam sobie, że w tym nie zmarnuję darów natury, będę zbierać do słoików co się da, a w tym okazuje się, że los płata figla i o ile w zeszłym roku zmarnowało się tyle jabłek, to w tym nie ma co się marnować, bo po prostu ich nie ma... Pokarało mnie za rozrzutność w zeszłym roku i brak należytego poszanowania do tego, czym obdarza nas ogród! Dobrze mi tak, nauczy mnie to jeszcze bardziej doceniać to, co otrzymujemy.
   Póki co bardzo obrodziły mi pomidory, które i tak zaniedbałam, bo nie było czasu ich regularnie podwiązywać i biedaczki płożą się po ziemi... Również wilki usuwane były jedynie na początku, a potem nawet to zostało zaniedbane. Smakują cudownie, trochę już wsadziłam do słoików, by mieć na zimę. Zakisiłam też mnóstwo ogórków, jednak chociaż żałuję, to nie moich, tylko kupnych. Moje jakoś się nie chciały przyjąć, wyrosły tylko trzy mierne ogóraski. Może też ze względu na tą suszę... O ile pomidorki były co jakiś czas podlewane przez Mężusia gdy byłam w ciąży, a potem po porodzie, to ogórki posadziłam znacznie dalej i one już dodatkowej wody nie dostały. Planuję jeszcze zrobić kiszoną cukinię, podobno rewelacyjnie smakuje. No i koniecznie sok malinowy na zimę. Na przeziębienie będzie jak znalazł.
   W międzyczasie chodzę po ogrodzie z torebkami do których zrywam nasiona bylin oraz roślin jednorocznych. Mam mnóstwo zamówień na nasionka:) Jest z nimi trochę pracy, bo trzeba je zebrać, ususzyć, podpisać, popakować w oddzielne małe torebeczki i znowu podpisać, potem popakować do kopert, zaadresować, wybrać się na pocztę, wypełnić polecony itd. Ale sprawia mi to przyjemność, bo w niejaki sposób dzielę się kawałkiem mojego ogrodu z innymi. Są rośliny, których nasiona łatwo pozyskać, takie jak ostróżka, czy odętka wirginijska, a są roślinki, przy których nieźle trzeba się nagimnastykować, aby zdobyć nasiona, na przykład jeżówka. Jak bardzo kocham te kwiaty, tak bardzo niewdzięczną pracą jest pozyskiwanie nasion jeżówki. Ile razy już się nią ukułam, w pełni zasługuje na swoje imię. Wszystkie nasionka wysyłam za symboliczną kwotę, niech ładnie rosną w ogrodach innych.
  A zmieniając temat... Moje Szkraby rosną na potęgę, szczególnie Nikoś... Jeszcze 24 lipca, kiedy szczepiliśmy go, ważył 6,5 kg, a już 16 sierpnia waży 7,2kg... Nie wiem, chyba sterydy jakieś podjada, jak nie patrzymy...A ma dopiero dwa miesiące z hakiem! Mój biedny kręgosłup... Będzie chyba większy od Tadzia...Tadzio ma 21 miesięcy i waży równe 15 kg...
  Ostatnio pisałam, że marzy mi się siłownia. Udało się zrealizować moje marzenie. Przynajmniej trzy razy w tygodniu jestem na siłowni, jakieś 40 minut spędzam na bieżni, a potem idę na przyrządy oraz ćwiczenia na macie. Dodatkowo jeśli mi się uda, to ćwiczę też w domu. Po każdym treningu czuję się wspaniale, brakowało mi tego. Szkoda jedynie, że tak późno musimy chodzić, bo nieraz jest to godzina 21.
   A teraz zapraszam na zdjęcia:)

Tadzio jak zwykle - pracowity Chłopak:)
I wesoły, pełen energii.
Karmi Braciszka butelką :) Bo Nikoś oprócz mm dostaje też mieszankę. Duży chłopak musi dużo jeść...
A to my z Nikosiem:) Rozkosznie wygląda z tymi puckami w tej pozycji.
I moje Słoneczko na macie.
Chyba nie ma bardziej rozczulającego widoku od śpiącego Maluszka...
Widać każdego dnia jak buźka Mu się zmienia...
To zdjęcie jest fantastyczne ze względu na cudowną minę Tadzia, który jest wpatrzony w swojego Braciszka, taki szczęśliwy i uśmiechnięty Synek mój kochany...
Woźnica na wozie:)

Nikoś i Jego różne minki:)
I wkraczamy do ogrodu...Śniedek, hortensja z ketmią syryjską, jeżówka purpurowa z rudbekią oraz jeżówka green jewel.
Hortensja ogrodowa, lilie, odętka oraz rudbekie.
Główki maku pełnego suszą się i czekają na dojrzenie nasionek:)
Uwielbiam ten mak... Tak długo kwitnie. Za rok znowu go posieję, będzie w całym ogrodzie.
Lilie drzewiaste pochylone w stronę słońca.
Mają mnóstwo kwiatów.
Hortensja Magical Moonlight. Nie wiem czy każda tak ma, ale ta jest wyjątkowo wrażliwa na brak wody i klapnie bardzo łatwo...Ciągle muszę ją podlewać. Może to kwestia tego, że posadzona w tym roku i jeszcze dobrze się nie ukorzeniła, ale mam też kilka innych hortensji, które sadziłam mniej więcej w tym samym czasie i one takich problemów nie mają...
Perowskia...ta piękna fioletowa roślina od dawna mi się podobała. Teraz wiem, że po zimie trzeba ją mocno przyciąć, a ładnie odbije i będzie silniejsza.
Jeżówka i hortensja ogrodowa, która kwitnie na pędach zarówno wieloletnich, jak i jednorocznych.
Róża okrywowa kwitnie nieustannie.
I na koniec zostawiam Was z filmikami z moimi Synkami w roli głównej. Miłej niedzieli:)